star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2003

    26.gifWioska jest już pięknie przystrojona. Zewsząd zwisają serpentyny z porostów, a w powietrzu latają świetliki. Zaś na podwyższeniu stoi chórko-orkiestra, mająca odśpiewać hymn na dwanaście głosów.
    – Jej wysokość królowa Musztarda! – anonsuje herold. Władczyni pojawia się jak zwykle zawinięta w białą płachtę, podtrzymywaną z tyłu przez tubylczą panienkę, która w pewnej chwili uśmiecha się tak szeroko jak tylko oni potrafią i macha do Bigklika.
    – Tam być moja narzeczona Margaryna! – cieszy się ww. – Ona być dama dworu u królowa!
    Zaś za królową, z pewną taką nieśmiałością posuwa się ktoś jeszcze…
    – O! Człowiek! – zauważa Yanika.
    – E tam człowiek. Najwyżej pół człowieka – ocenia krytycznie Niuniuś – Chude toto, blade, widać nie wszystkożerne jak Kirai.
    – Rzeczywiście, ma wyraz twarzy jakby nie jadł przez pół roku – kiwa głową Drusilla.
    – To, co na jego obliczu widać, to uduchowienie! – protestuje Yanika – Z pewnością jest artystą!
    – Wszyscy artyści to świry – kwituje Druśka.
    – ŻE CO?!? JA też jestem artystką!!!
    – Tym gorzej to o tobie świadczy :P
    – Mnie raczej zastanawia gdzie jest Gabriella – niepokoi się śkłib – Wiecie jak Jason może zareagować na to, że zgubiliśmy jego siostrę? O_o
    – A właściwie kiedy się zgubiła? – zamyśla się Yanika.
    – Nie pamiętam żeby z nami była, gdy przybyliśmy do wioski – stwierdza Kirai.
    – I tak pozwalamy żeby mała dziewczynka sama się błąkała w ciemnościach? Jak się obroni przed tym co ją może spotkać?
    – Raczej jak to coś się obroni przed nią? – poprawia Niuniuś z przekąsem.
    W tej chwili królowa siada na tronie i daje znak.
    – Teraz się zacząć festyn! – informuje Bigklik.
    – NIE BYĆ FESTYN! BYĆ WOJNA!!! – na plac wpada niespodziewanie uzbrojony po zęby wódz.
    – A ten znowu swoje – burczy Niuniuś – Czy on się bawić nie umie?
    – Nie bawić się gdy do wioska zbliżać się plemię Igg Ugg! – odpowiada wojownik podniesionym głosem.
    – Też nie mieli kiedy sobie wybrać pory… – wzdycha Yanika.
    – No! Wreszcie coś się będzie działo! – Druśkę ogarnia chęć walki.
    Wszyscy oczekują z sercami na ramieniu i duszami w gardle na rozwój wydarzeń. Straszliwa cisza panuje, gdy do wioski wkraczają wrogowie. Mieszkańcy wioski są tak ogarnięci zaskoczeniem, że stoją jak wryci…
    Decydująca chwila przedłuża się w nieskończoność…
    Członkowie obu plemion mierzą się wzrokiem…
    I nagle wioskę wypełnia pieśń jakże piękna w swym artyzmie.
    Jakże genialna w swej prostocie.
    Jakże głęboka w swym przesłaniu.
    Jakże porywająca swym rytmem.
    Jakże hipnotyzująca swą melodią.
    Wszyscy zebrani zaczynają się w nią wsłuchiwać z nabożną czcią.
    – Co… Co to do cholery ma być? – odzywa się Kirai.
    – Ależ to być pieśń zwycięstwa! – oznajmia podniosłym tonem Bigklik – Teraz my się nie bać żaden wróg!
    – TO?!? – Druśka jest wyraźnie zaszokowana – Przecież przy tym nijak się nie da walczyć!!! Ktoś tu sobie kpiny urządza! ><
    – Mówiłem żebyś tego nie włączała!!! – drze się Niuniuś do kamery. Odpowiedzi brak, bo jestem zbyt zasłuchana by reagować. Tak samo jak tubylcy są zbyt zasłuchani by sięgnąć po broń.
    – Tak bardzo czekali na tę chwilę, że już nic nie jest dla nich ważne poza samą pieśnią! – wzrusza się Yanika.
    „And he’s a man alli en la disco playing sexy, feeling hotter, he is the king bailamo ritmo ragatanga!” rozlega się dokoła. Wreszcie wódz nie wytrzymuje i wyciąga swą fluorescencyjną gałązkę.
    – ZWYCIĘSTWO BYĆ NASZE!!! – woła – ATAKOWAĆ!!!
    – Stać! – jakiś głos przerywa nagle jego wrzaski.
    – Co? Gdzie? – wszyscy rozglądają się dokoła, ale nie wiadomo, kto przemówił.
    – Nie być wojna! Plemię Igg Ugg przybyć tu by uczestniczyć w festyn!
    – Kto tak powiedzieć? – oburza się wódz.
    – Ja! – w tej chwili tłum przybyłych się rozstępuje i wychodzi postać opatulona białą peleryną.
    – Królowa! Królowa! – rozbrzmiewa szum pośród mieszkańców wioski.
    – Zaraz, jak to królowa? To kto TAM jest?!? – dziwi się Niuniuś i spogląda w kierunku tronu. Siedząca na nim osoba w równie białej pelerynie podnosi się z miejsca. Powoli zdejmuje z głowy chustę i oczom zebranych ukazują się złote loki i urocza twarzyczka.
    – Trzymajcie mnie, bo zaraz zemdleję – oznajmia śkłib.
    – Surprise! ^.^v – woła radośnie Gabriella, machając do towarzyszy.
    Drusilla bezceremonialnie łapie ją za rękę i zaciąga do reszty.
    – A teraz, mała, spowiadaj się, ale już! – nakazuje.
    – Spokojnie, spokojnie – uśmiecha się dziewczynka – Po prostu dotarłam do wioski przed wami i spotkałam królową… Ale to chyba ona powinna opowiedzieć.
    – Gabriella wyświadczyć mi przysługę i zastąpić mnie gdy ja się po kryjomu wybrać do Igg Ugg – kiwa gową monarchini.
    „And the DJ that he knows well on the spot always around twelve plays the mix that Diego Mezcha con la salsa, y la baila, and he dances, y la canta…” śpiewa niestrudzenie Las Ketchup.
    – Nasza królowa nas zdradzić!!! – wścieka się wódz.
    – Zamknąć usta gdy do mnie mówić! – odpowiada mu królowa – Ja pogadać z Igg Ugg by skończyć ta bezsensowna wojna!
    – Nasza wojna nie być bezsensowna! – przywołany do porządku nie daje za wygraną – Cały świat musieć wiedzieć, że kiełbasa z grilla być lepsza od buraki! – oświadcza dumnie.
    – ŻE CO??? – Kirai i Druśka robią wielkie oczy.
    – No tak – wzrusza mackami Różowe Bóstwo – Zdążyliśmy z Yaniką poznać już historię plemienia.
    – Igg Ugg znaczy „jedz buraki” a Geggblikk Ugg – „jedz kiełbasę z grilla” – wyjaśnia dziewczyna – Innymi słowy, reklama. ^ ^
    – Od zawsze nie mogą dojść do porozumienia co jest smaczniejsze, pożywniejsze itp. itd. – dodaje śkłib – To, że nie mają ognia do smażenia, to już sprawa drugorzędna…
    – To to jest wojna marketingowa? – podsumowuje Kirai – Ja się stąd wynoszę – -’
    – A nie mogą grillować kiełbasy z burakami? – wtrąca Drusilla. W tej chwili członkowie obu plemion zwracają ku niej swe spojrzenia i ogarnia ich olśnienie.
    – Jak ty sobie to wyobrażasz? – krzywi się śkłib.
    – Normalnie, mają już ogień to niech sobie grillują!
    – Mi chodzi o samą potrawę – -’
    – Właśnie! Smaczne by to było? – pyta Kirai z ciekawością.
    – Oczywiście!!! – odpowiada Druśka z niezachwianą pewnością siebie, patrząc na chłopaka i zastanawiając się skąd by wziąć grill.
    – Ty, a co to za indywiduum się tam czai? – Niuniuś dostrzega chuderlawego młodzieńca stojącego za Gabriellą. Ma ciemnoblond włosy do ramion i ubranko a la hippis, a na ramieniu targa pokaźną torbę. Gdyby go trochę odkarmić, byłby z niego niezły bishonen.
    – Ten? A, spotkałam go gdy się od was odłączyłam – odpowiada mała Zapomniana – Zbyt słabowity by się nadawał na obiad, więc podebrałam trochę energii takiemu czemuś wielkiemu, co chciało zjeść jego. Twierdzi że jest bardem i chce nam towarzyszyć.
    – Mówiłam że artysta! – cieszy się Yanika – Może z nami iść!
    – Mowy nie ma! Jaki z takiego czegoś pożytek? – burczy Druśka – Ej, Kirai, a ty dokąd bez nas?!? – woła, widząc że skwaszony chłopak się oddala.
    – W sumie powinniśmy iść w dalszą drogę – stwierdza śkłib.
    – Zaczekać! – odzywa się królowa tonem rozkazującym.
    – Co? Czemu? Pogodziliście się, pieśń zwycięstwa leci, przepowiednia się spełniła i Różowe Bóstwo wam już niepotrzebne.
    „Aserejé, ja deje tejebe tude jebere sebiunouba majabi an de bugui an de buididipí!” rozbrzmiewa pieśń jakby na potwierdzenie.
    – Przepowiednia mówić, że Różowe Bóstwo przynieść nam słońce! – protestuje władczyni – Ty dać nam słońce i móc nas pożegnać!
    – Skąd niby mam wziąć pod łóżkiem słońce? O_o
    – Wiesz, jakby co, to ja mam… – próbuje się wtrącić Yanika, ale przerywa jej Gabriella:
    – Nie docieniają piękna nocy – wzdycha – Hej, psze pana! – zwraca się do wodza – Proszę nam teraz oddać wszystko co nam pan świsnął!
    Wojownik rad nierad przynosi ich rzeczy, burcząc na siebie, że dał się nabrać fałszywej królowej. Niuniuś, który domyślił się do czego zmierza dziewczynka, zaczyna w nich grzebać.
    – No i proszę! Macie swoje słońce! – oznajmia triumfalnie, wyciągając co chciał i podając królowej – Uruchamia się je o tym przyciskiem – instruuje.
    – Oto przepowiednia się sprawdzić i Różowe Bóstwo przynieść nam słońce! – mówi wniebowzięta monarchini – A ty chcieć zatrzymać je dla siebie!!! >< – zwraca sie do wodza.
    – Wcale nie!!! ><
    – Wcale tak!!! ><
    – Ja wam mówię, oni się kiedyś pobiorą – stwierdza zachwycona Yanika.
    – Czyli ja też muszę taka być!!! – Drusilla błyskawicznie wyciąga wnioski.
    – Już taka jesteś – mówi Kirai.
    – Naprawdę? *____*
    – Nnno, znaczy… O_o
    Królowa wreszcie naciska przycisk i słońce jaśnieje nieziemskim blaskiem przy dźwiękach pieśni zwycięstwa. Wszyscy tubylcy na widok upragnionego światła wydają okrzyki radości.
    – Jakoś nie mam serca im mówić, że ta latarka jest na baterie – mruczy śkłib.
    – Na szczęście nie na słoneczne – wzrusza ramionami Yanika.

    27.gif Dawno mi się tu nie pisało, a szkoda. Niestety jak się nie ma podzielności uwagi, to albo się myśli o czymś jednym porządnie, albo o wielu cosiach powierzchownie i z tego powodu ani tworzyć mi się nie udawało, ani blogować. I w sumie dzisiaj też miałam tego nie robić, bo obudziłam się z początkami doła, co świadczy o tym, że ta apolityczna, aspołeczna i wycofującą się istota, która usilnie stara sie zagadać i odsunąć problemy, też się przejęła tym, co się ostatnio stało na forum. Ludki, które tam bywają wiedzą o co mi chodzi. I przez to wyszukiwanie winnych i patrzenie sobie na ręce przeszło mi przez myśl, że jestem niemądrą idealistką i tylko sobie wyobraziłam, że się znamy, lubimy i dogadujemy. Na szczęście odkryłam, że ciągle się dogadujemy, może nie wszyscy, ale jednak. A forum już niejedną burzę przetrwało, choć to najczęściej polegało na konfliktach my VS ktoś z „zewnątrz”. Ale chyba pozostanę niemądrą idealistką i będę wierzyć, że sytuacja się unormuje. Ktoś w końcu musi. To, że ciągle ze sobą rozmawiamy, idziemy razem po klejnoty i planujemy coś na przyszłość chyba też o czymś świadczy i nie wygląda mi na zwykłą grę „bo tak wypada”. A zaczątek doła przeszedł podczas prób oddołowania Bambosha (więc zaczynam stwierdzać, że bycie słoneczkiem ma swe dobre strony ;>) i znów mogę się bez przeszkód śmiać z zajączka pożerającego księżyc.

    Tak, tak. Zajączek pożerający księżyc. To nie przejęzyczenie – to Ragnarok… >;D

    Swoją drogą, całkowicie niespodziewanym wynikiem forumowego zamieszania i zmieniania frontów jest to, że stowarzyszenie Wykorzystywania i Porzucania się nam powiększyło. Rewolucyjnie ździebko, bo o rodzynka. Teraz już nikt nam nie zarzuci, że WiP jest feministyczny! Ha! I żadne podstępne sukkuby Xenipha nie uwiodły, tylko, jak radośnie podsumował, uwiódł się sam. Słodkie, nie? ;>

    Teraz będzie thriller.
    Znowu mi się śniło, że wychodzę za mąż.
    O_o
    Ja wiem, że motyw sukni ślubnej przejawia się w moich snach nierzadko (nie do przebicia były cztery panny młode na rowerach widziane z okna autobusu), ale dwa omal-nie-wyjścia-za-mąż w tak krótkim odstępie czasu to już lekka przesada i stwierdzam niezbicie, że wszystko przez to, że mnie tak zawzięcie swatają O_o Osaczona się czuję i tyle! Ja wolności pragnąć poważnie zaczynam!
    Że co? Że Słodziutcy Zimni Dranie? Oooj, do Drani się wzdycha swoją drogą! Zwłaszcza, że można w nich przebierać – tyle się ich plącze, poczynając od uroczego (a poza tym nieszczęsnego i poniewieranego ^ ^’) Valgarda z twórczości forumowej, który zresztą się tam znalazł dzięki takim jednym niewyżytym wzdychaczkom ;> przez animowych a kończąc na pewnym czarującym rudzielcu z twórczości Avellany, którą powoli i skutecznie doprowadzamy tym do załamki. Ostatnio stwierdziła, że zapisze się do Bambosh Riderów i zacznie zwalczać romantyczki.

    Kochanie, więc śpiesz się, śpiesz
    Bo życie tak krótkie jest
    I zamiast dalej tak tonąć, wolę
    Choć raz w swoim życiu spłonąć
    I tak zaczyna się ta niewiarygodna historia
    Choć ostrzegali mnie, ja płonę jak żywa pochodnia
    Jak pochodnia, jak pochodnia
    Bo taki sens w kochaniu jest,
    Że choć miejsca brak dla spalonych serc
    Kochanie, ja też
    Kochanie, ja też
    Kochanie, też spłonąć chcę…

    A Serisia pewnie mnie poprze, a potem się zgodnie i radośnie POBIJEMY :D

    OK, teraz może coś bardziej strawnego dla ludzi, którzy przychodzą czytać moje notki.
    *wywiesza wielgachny transparent z ogłoszeniem*

    Zatrudnię faceta z charakterem – wymagane umiejętności skakania po wymiarach i wytrzymywania ze mną, mile widziana Słodziutka Zimna Drańskość i zła sława tam, skąd pochodzi.

    Nie, wbrew pozorom to nie jest ogłoszenie matrymonialne, w końcu napisane jest „zatrudnię” a nie „westchnę do”. Po prostu wybieram się w światy na poszukiwanie nowych opowieści, a że nie chce mi się podróżować samotnie, miło by było spotkać jakiegoś interesującego towarzysza podróży… Owszem, jest w światach paru facetów z charakterem, których traktuję bardziej prywatnie niż tylko jak osoby, o których piszę. Konkretnie jest ich trzech, ale pierwszy, którego po prostu nie można nie uściskać, z chronologicznego punktu widzenia jeszcze mnie nie zna a ja nie znam jego, drugi, dla którego przełamuję nawet awersję do techniki, jest potrzebny tam, gdzie się teraz znajduje (a przynajmniej wierzy, że tak jest) a trzeci z reguły doprowadza mnie do białej gorączki i aż iskrzy między nami od różnych dziwnych i nie do końca zdrowych emocji, więc ani mi przez myśl nie przejdzie podróżowanie z nim O_o Avellana proponuje zabranie tego nieszczęsnego Valgarda, o którym było wyżej, argumentując tym, że byłby z niego niezły materiał do bada… poznania ;> Tak samo Serisia, dumna jest z siebie, że takiego uroczego Wenzonowato-Darciowatego Drania mi tak szlachetnie odstępuje… Ale jak, nyo jak mogę poważnie traktować faceta, który już zdążył przejść do historii znany jako PTAPTUŚ??? Nie, doprawdy, wiem że to nie jego wina, ale już zawsze będę myśleć o nim jako o Ptaptusiu. A co, mówiłam że jest nieszczęsny!
    Gwoli ścisłości – postanowiłyśmy z Vanny zacząć prowadzić pamiętniki rzeczywiste inaczej. I wcale a wcale nie ukrywamy, że zainspirowały nad dzienniki Avellany, choć gdy Serisia zajrzała i spytała czy tworzę nową wersję Warowni, trochę mnie to przygięło. Ale profesjonalna kronikarka światów powinna porządnie poznać te światy zanim zacznie profesjonalnie kronikować. Gdyby nie to, już pewnie parę książek by powstało ;> A tak mogę popisać trochę o sobie – w opowieściach prawie nie występuję osobiście, bo to co u mnie zwykle słychać, nie nadaje się na materiał na opowieść. Ale na pamiętnik owszem, a jeśli ktoś przypadkiem zacznie go czytać, to proszę bardzo. Dla porządku powiadamiam, że adres jest w linkach międzysferowych. Wish me luck.

    Następnym razem będzie Nightquest.

    31.gifNa początku był Chaos.
    Potem z Chaosu wyłonił się świat, a na świecie pojawili się goście i WiP.
    W środku także był Chaos, albowiem WiP odkrył na świecie owoce i zobaczył, że były dobre, dlatego też postanowił uraczyć gości sałatką.
    Zatem wziął WiP ostre narzędzia i zabrał się za nektarynki. Zostały one nieumyte i pokrojone na nad podziw wielkie kawałki, uznał więc WiP, że były dobre i ogłosił je Nektarynkami Rządzacymi Światem. Tak narodziła się FAZA.
    Następnie na stole WiPu pojawiły się jabłka, gruszki i banany, którym nie przeszkadzało mycie lub niemycie, albowiem obierano je ze skórki. Jednak, ponieważ w pewnej chwili jedno z jabłek upadło, do dziś dnia jest postrzegane jako symbol upadłości. I widział WiP, że owoce te były dobre, dlatego wrzucił je do garnka i FAZA trwała nadal.
    A potem tak się stało, że znalazł WiP dorodnego melona i po gorliwych a nader udanych próbach obrania i pokrojenia zobaczył, że melon jest dobry i spod noża nie chciał go wypuścić. Tak nadszedł szczytowy punkt FAZY, a melon dołączył w końcu do pozostałych owoców. Następnie owoce zostały zalane napojem wyskokowym i stała się sałatka. I widział WiP, że jest dobra, przynajmniej z wyglądu.
    Aż przyszła ta chwila, gdy sałatka przegryzła się z garnka na zewnątrz. Zaniósł ją więc WiP do pokoju, gdzie na oczach gości skosztował i stwierdził, że jest dobra również w smaku. I zjedli goście sałatkę, a FAZA ogarnęła świat. Zatem na końcu też był Chaos.

    Akcja powyższej opowieści wbrew pozorom nie toczyła się w odległej przestrzeni herbaciarni, gdzie takie rzeczy są na porządku dziennym, tylko w najzupełniej zwyczajnej rzeczywistości, podczas urodzinek Avellanowo-Xeniphowych, na które to urodzinki została zaproszona elita Forum Wszechbiblii, w tym właścicielka tego bloga ^.^v Jako że cud się stał i udało mi się pojechać do Warszawy, razem z Satsuś i Serisią stanowiłyśmy WiPową delegację i uczestniczyłyśmy w zbrataniu co niektórych stowarzyszeń, jakie się przez ostatni roczek na tym forum porobiły (a my byłyśmy prekursorkami *__*). I powiem teraz dobitnie, żeby się potem nie powtarzać: było fajnie, zabójczo, kapitalnie, fenomenalnie, fazowo i zdecydowanie za krótko!!! *__* Cóż, pozostaną przynajmniej fotki, które pewnie pójdą niedługo do wywołania, oraz jeszcze więcej fotek, które już zdobyłam od Sat i którymi się moja rodzicielka zachwycała :>

    Stwierdzam niezbicie, że historia sałatki owocowej jest absolutnie prawdziwa i osobiście kroiłam nektarynki XD A takie wielkie kawałki mi wyszły, bo moja umiejętność krojenia nie sprawdza się z reguły przy produktach spożywczych typu pomidory, jajka i inne rzeczy, które mogą mi się pod nożem rozsypać, rozciapciać i w ogóle rozlecieć, dlatego się bałam kroić bardziej, ale potem się trochę wprawiłam :> A podczas jedzenia Satsuś z każdym wyłowieniem co większego kawałka nektarynki wołała radośnie: „Ooo, nektarynka Miyi!!!”
    Z melonem też było fajnie, bo gdy go wreszcie znalazłyśmy, wcale nie byłyśmy specjalnie pewne czy to melon, czy jakaś przerośnięta cukinia, w każdym razie po pewnym czasie było go już sporo w garnku, a Sat dalej robiła puppy eyes do Avellany, bo tak się przywiązała do nieszczęsnego melona, że nie mogła przestać kroić >:D Inna sprawa, że przywiązała się też do kotki solenizantki, która (kotka! :P) na sam dźwięk jej głosu aż się schowała pod łóżko ;>
    Ale wracając jeszcze na moment do melona – powstała teoria, że Distant wstrzyknął mu coś wyskokowego, myśmy zjadły i stąd nasza faza. Sęk w tym, że od zarania dziejów wiadomo, że najlepsze fazy łapie się na trzeźwo, a po napoju wyskokowym pojawia się zwykłe ubzdryngolenie :P Oto dlaczego nigdy się nie ubzdryngoliłam – po co mam to robić, skoro mogę mieć fazę? >:D

    Po długim zastanawianiu się muszę rzec, że nie mam pojęcia dlaczego WiPówki podejrzewały, że talent kulinarny Druśki wzięłam z własnego doświadczenia O_o Sałatki z trawy robiłam co najmniej 13 lat temu, krwistych grzybków nigdy, a jedzenie mi nie kipi ZANIM zacznie się je gotować. Cały świat wie, że gotowanie jest dla mnie abstrakcją, ale Sat i Serisia uwierzyły w to dopiero gdy rozpalałam pod patelnią, na której miała się w ciepełku wygrzewać jajeczniczka made by Satsuś XD Ponieważ Miya boi się ognia szalenie i nie umie się z nim obchodzić, rozpalanie wyglądało tak:
    – po złamaniu jednej zapałki i dłuższym męczeniu się z drugą ogień wreszcie płonie
    – zapałka jest trzymana przez Miyę, która zazwyczaj ognia unika jak… ognia :P
    – Miya jest tak zestresowana perspektywą zostania przypieczoną, że za Chiny nie może trafić zapałką tam gdzie trzeba
    – gdy wreszcie jej się to udaje, zostaje przypieczona faktycznie i piska histerycznie _^_
    W rezultacie kochane dziewczątka oznajmiły, że nauczą mnie gotować albo znajdą mi męża, który będzie umiał.
    Boję się czekać.

    Przy okazji kochane dziewczątka dowiedziały się również jak się prezentuję gdy potrzeba mi snu i może teraz będą już rozumieć dlaczego tak wcześnie (1 w nocy :P) kładę się spać…

    A teraz powraca codzienność i usta znowu milczą gdy stuka klawiatura. I albo te urodziny wydadzą mi się z czasem nierzeczywistym snem, albo się nie przyzwyczaję z powrotem i będzie mi brakować rozmowy na żywo. Avellana powiedziała, że gdy patrzy na WiP aż ją zaskakuje że jesteśmy takie zgrane, mimo że widzimy się po raz pierwszy… Czy na pewno po raz pierwszy? W końcu Sat znam już rok z kawałkiem, Serisię rok bez kawałka, potrafimy się razem śmiać i wystarczyło nam jedno porozumiewawcze spojrzenie, jedno czyjeś przypadkowe słowo, żeby przyszła nam do głowy ta sama myśl i żebyśmy niespodziewanie zanosły się śmiechem. I nie da się ukryć – tęsknić będę, za nimi wszystkimi. Bo jednak tak mało czasu było żeby porządnie porozmawiać. Tylu rzeczy się nie zdążyło powiedzieć. Tylu rzeczy się nie zdążyło zrobić i teraz pozostaje mi walić głową w ścianę, że nie miałam płyt żeby sobie nagrać anime.

    Za to zdążyło się zrobić zabójcze zdjęcia i dać do zeskanowania parę niezasługujących na krytykę rysunków. I zdążyło się mieć fazę.
    Niezapomnianą.

    A teraz będę wredna i pokażę zdjęcie z Legendarną Sałatką á la WiP, chociaż mogę zostać zlinczowana przez istoty, które są ze mną na tym zdjęciu (ta istota w środku to ja XD)…

    I małe sprostowanie – na końcu nie było Chaosu. Bo nie ma jeszcze końca. Za to Chaos ciągle trwa i pewnie nie jedna faza jeszcze będzie >:D


    • RSS