30.gifKen: Amen.
Katsuji: Dlaczego? Notka dopiero się zaczyna!
Ken: W tytule już wszystko zostało powiedziane… – -’
A właśnie, że nie! Zaczynam i ciekawa jestem czy potrafię przez całą notkę pisać o życiu, bez odchyłów.
Ken: Zakład że nie? >;D
Nie zakładam się. Nie dlatego, że wiem, że mi się nie uda. Po prostu nigdy się nie zakładam. A z tobą w szczególności :P
Wybrałam się dzisiaj na kolejne spotkanie z moim żywiołem, tym razem w wersji jeziorkowej. Nie byłam zbyt entuzjastycznie nastawiona, bo 1) nastrój mi szalał i nie byłam pewna czy się do dzisiaj poprawi, 2) absolutnie za wcześnie (przynajmniej z mojego punktu widzenia :P) wyjechaliśmy, 3) w Rokitkach oprócz pływania nie ma co robić T_T (był kiedyś salon gier, ale poszedł w buraki :P). Rezultat nie był taki zły, bo humorek się zdążył w miarę poprawić, a pływanie wynagrodziło mi wszystko pozostałe. Już patrzenie na wodę mi wszystko wynagrodziło. Nawet te prozaiczne aspekty pobytu, takie jak woda w uszach, osy w napojach, wiatr wiejący od strony śmietnika i ucztowanie z grillem (próbowano mi wmusić kiełbasy, ryby, boczek, żeberka i kaszankę O_o JAK ONI MOGLI TO WSZYSTKO ZJEŚĆ???).

A propos jedzenia – słyszeliście kiedyś o krwistych grzybkach gotowanych w piersiówce?
Nie?
To spytajcie Druśkę czym karmi Kirajka ;> Śmiem przypuszczać, że gdy jej się znudzi praca jako łowczyni nagród, otworzy własną restaurację. Najlepiej taką dla samotnych (facetów ;P).
Ken: Czuję się czasem samotny, ale nie aż tak… O_o

Myśl oderwana – przyuważyłam sformułowanie „prozaiczne” i zastanawiać się nad nim poczynam. I zastanawiam się dlaczego się go używa, dlaczego sama go użyłam, jako synonimu słowa „przyziemne”… Bo co? Bo proza jest przyziemna? Co o tym decyduje? Że nie ma rymów i wersów? A gdy coś jest wprost przeciwnie niż przyziemne, mówimy „poetyczne”. Proza zatem jest przyziemna a poezja jest wzniosła? W porządku, proszę. Wzruszenie wskazane:

Zjadłem naleśniki
Opchałem się jak dziki.

Piękny przykład poetyckości. Z tą chwilą zaprzestaję określać „przyziemne” mianem „prozaicznego”, bo skoro proza jest gorsza, to ja dziękuję :P

Zaczynam pisać. Znowu. I znowu coś zupełnie nowego. Nie powiem co, bo boję się zapeszyć. Zwłaszcza że jak się ma w głowie pomysły na dobre kilkanaście (mam nadzieję że tylko tyle ;P) książek, to może się w końcu w główce pomieszać, do czego nieuchronnie zdąża. Jeśli będzie to kolejny projekt, którym się zmęczę i nie skończę, będę mogła przynajmniej mieć nadzieję, że kiedyś do niego wrócę. Gdy już będę zdecydowana, że to chcę robić w życiu. Bo na razie żadenj swej umiejętności nie jestem pewna. Może się wreszcie okazać, że najlepsze co mogę zrobić, to nauczyć się gotować i zostać świetną „housewife”, jeśli nie będę mogła znaleźć własnego stylu i zostać przynajmniej niezłą Kronikarką Światów. Fakt, żaden ze mnie Jordan, żadna ze mnie Montgomery, żadna ze mnie Sandemo (chociaż… ;P). Ale nie o to mi chodzi, bo nie chcę nikogo kopiować i być jedyną w swoim rodzaju Miyą! W poszukiwaniu najzupełniej własnego stylu pisania wędruję. Bo o byciu rysowniczką już nie marzę. Już nie dlatego, że żadna ze mnie Mokona Apapa, żadna ze mnie Kaori Yuki i żadna ze mnie DraNKa, ale dlatego, że nawet prawdziwej siebie w tym rysowaniu nie widzę. Nie wychodzę poza rysowanie wyćwiczonych póz i oczu i nie mogę stworzyć nic naprawdę oryginalnego. Po raz kolejny powiedziałam sayonara złudzeniom, co oczywiście nie równa się porzuceniu rysowania na wieki wieków, tylko że po prostu bardziej będę ufać profesjonalistom niż sobie…
Kiu: Że co?
Ken: Że Katsuji nie będzie straszył swym widokiem na głównej! ^.^v
Kiu: I przestaniesz czuć się zazdrosny?
Ken: WCALE NIE JESTEM ZAZDROSNY!!!!!! Tylko trochę… odepchnięty T_T
Tak, tak. Możesz spać i pisać serenadę spokojnie, Ken-kun. Obrazka na layout też poszukam w zasobach dzieł profesjonalistów. A do szczytnej acz irracjonalnej idei powrócę gdy nauczę się rysować. O ile.
Co oczywiście nie znaczy, że nie może się pojawić kolejna szczytna idea ;P

Zaczęłam opowieścią z życia wziętą, więc może dla pozorów również zakończę takąż :P
Rodzicielka moja konsekwentnie podkrada mi bluzki i ostatnio podkradła wściekle różową, co przyjęłam z ulgą, bo wreszcie nie będę jej musiała nosić :P Zwłaszcza do czarnych spodni, bo w takim połączeniu kolorów wyglądałam jak okładka płyty HIMa O_o Bluzek ci u mnie pod dostatkiem, dlatego okaasan rozpaczliwie próbuje mnie przekonać do zakupu nowej spódnicy. Za pozwoleniem, mam sześć spódnic, niektóre nawet lubię nosić i więcej mi nie potrzeba, wolałabym więc te pieniążki wydać na Pratchetta książkę kolejną (ostatnio nadrabiam zaległości i dobrze mi z tym ;>) Co nie zmienia faktu, że jakieś pierwotne instynkty się we mnie odzywają i nachodzi mnie ochota na zrobienie się na bóstwo i pójście na dyskotekę O_o Na szczęście nie wprowadzę tego w czyn, gdyż według słów mojego uke, jedno klubiątko legnickie służy do zarwania osobnika płci przeciwnej i iścia z nim w krzaczki, a drugie klubiątko legnickie służy do machania ręką przy techno :P Jako że na ani jedno, ani drugie nie mam ochoty, pierwotne instynkty pokonam. Chyba że zechce mi się iść na randkę, ale to też pokonam argumentem takim, że nie mam z kim :P
Na szczęście mam herbaciarnię ^.^v
Przy okazji małe podsumowanie obecnego stanu kolekcji Nieco Dziwnych acz Historycznych Sztuk Odzieży Użytej w Blue Haven:
– czerwony smoking z dziurami (już legendarny ;D), sztuk 1
– niebieski kombinezon w strzępkach (mało używany, ale to się może zmienić ;>), sztuk 1
– pas cnoty popękany, sztuk… eee, kawałków 27 :P
– kąpielówki z tęczowych listków sztuk, 1
– koszulka z autentycznym autografem Valgaava, sztuk 3
SPECIAL: skórzany kostiumik czarny, sztuk 1 + pejczyk do kompletu ;P
Na tym z wdziękiem skończę.
Ken: Śmiem zauważyć, że zakończenie miało być życiowe – -’
A to sobie śmiej, kłamałam :P
Ken: Hai, hai. Szanowni Zdesperowani Czytelnicy, Miya-san przez cały czas pisania notki zerkała w ekran telewizora i robiła miny do swojego odbicia. A teraz podliczmy ile razy wystawiła język…
__^__