star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2003

    38.gif – FESTYN MA BYĆ!!! – wydziera się Niuniuś.
    – IGG UGG GA GLIBBIGI!!! – oddziera się wódz.
    Wrzeszczą tak na siebie już od 15 minut, a skołowany Bigklik przestaje nadążać z tłumaczeniem.
    – Jak Różowe Bóstwo do ciebie mówi to masz słuchać!!!!! ><
    – DAGGBLIGG UGGA GAK!!! ><
    – Co on powiedział? – wtrąca Yanika.
    – Lepiej nie pytać ^ ^’ – odpowiada tłumacz.
    W końcu wódz tupie nogą i wychodzi obrażony.
    – On próbować tak komenderować nasza królowa – wzdycha Bigklik – Ale nigdy nic nie wskórać.
    – Nie dziwota – stwierdza Yanika – Jeśli ta królowa odzywa się do niego równie często jak do nas, to faktycznie sobie z nią nie pogada…
    – Chwila, moment – wcina się Niuniuś – Przecież ona się jeszcze nigdy do nas nie odzywała!
    – No właśnie ^ ^’
    – Ja tam jestem za festynem – śkłib wygodnie kokosi się na poduszkach – Chętnie sobie rozruszam macki, to przyjmowanie hołdów na dłuższą metę jest ździebko nużące.
    – W nasze plemię wszyscy bardzo lubić świętować – na pysiu tubylca rozlewa się uśmiech dookoła głowy (jasny gwint, gdzie oni mają uszy??? O_o) – W ten dzień co wy się pojawić, my właśnie świętować na cześć Gubgabi.
    – Co to jest Gubgabi? – pyta z zaciekawieniem Yanika.
    – No nie – ziewa Niuniuś – Czyżby kolejny wykład z historii wioski?
    – Gubgabi być nasz wielki bohater narodowy – wyjaśnia Bigklik – Nieustraszony wojownik co zwyciężać każda bitwa przeciw Igg Ugg. Dawno temu on wyruszyć na Dayquest, odkrywać tajemnicze krainy, gdzie podobno świecić słońce. Gdy wrócić, opowiedzieć nam że widzieć Różowe Bóstwo i słyszeć pieśń zwycięstwa. Wtedy powstać nasza przepowiednia.
    – Żebyśmy wiedzieli co to za pieśń zwycięstwa – wzdycha Yanika – powiedzielibyśmy Miyi-chan, żeby jej nie włączała i nie byłoby żadnej wojny…
    – No i wszystko jasne – prycha Niuniuś – Gość po prostu usłyszał plany Miyi na temat Nightquestu… _^_ Ale to wcale nie było tak dawno temu! Może pod łóżkiem czas płynie inaczej? – powoli zaczyna dostawać histerii – Może jak stąd wyjdziemy to Miya będzie już siwą staruszką z wnukami???

    ***PRZERWA NA GLEBĘ W WYKONANIU AUTORKI***

    – To chyba nie tak – poprawia dziewczyna – Raczej my będziemy wtedy siwymi staruszkami, a Kirai-san i Drusilla-san będą już mieć wnuki! ^.^v
    – Dlaczego mieliby mieć wnuki? – -’
    – A dlaczego przydzieliłeś im wspólny grzyb? *^.^*
    – CO??? Ja przecież niiiiiiiic…
    – Wnuki być dobra rzecz! – rozmaśla się Bigklik – Im więcej rodzina mieć wnuki, tym większe dostawać zniżki na jedzenie! Ja z moja narzeczona Glibbglubbglebblabb też chcieć mieć dużo dużo wnuki! ^.^v
    – Najpierw trzeba chyba mieć dzieci :P – jak widać śkłib jest realistą.
    – Glibb-co? – pyta ździebko zakręcona Yanika.
    – W wasz jezyk to być równie piękne imię Margaryna.
    – Ha! Tak jak w tej piosence „Marna podróba, ale breja, margaryna”?
    – Cicho, złośliwy śkłibie :P Pytałam bo postanowiłam nauczyć się języków podłóżkowych ^_____^ – dziewczyna wyjmuje notesik i próbuje zapisać tamto urocze słówko – Przecież nie mogę wrócić z Nightquestu bez nowych doświadczeń! Ej, Majonez! – zwraca się do Bigklika – Skoro wasze imiona mają takie głębokie znaczenie, to przełóż na nasze „Gubgabi”!
    – Już przekładać – uśmiecha się tłumacz – Gubgabi znaczyć Keczup ^ ^
    – Ahaaaaaa – Yanika zapisuje i nagle długopis wypada jej z ręki – Zaraz, zaraz… – na jej twarzy poajwia się wyraz zadumy – W takim razie… czy to możliwe?
    – Co możliwe? – pyta Niuniuś z lekką irytacją, bo zbliża się już pora kolacji, a tymczasem kucharka mu się zamyśla :P
    Zanim Yanika formułuje swoją myśl w słowa, do pieczary wpadają niespodziewanie Drusilla i Kirai.
    – Jest tu ten mały potwór?!?
    – Tam siedzi – Yanika wskazuje na poduchy.
    – My o Gabrielli mówimy – -’
    – A u was jej nie ma?
    – NIE MA!!! Szukaliśmy jej po całej wiosce, myśleliśmy że jest u was! – denerwuje się Drusilla. Kirai się nie odzywa, trzymając w ustach niezapalonego papierosa.
    – Pewnie polazła energię spożywać – wzrusza mackami śkłib – Co mi przypomina, że Yanika jeszcze mi nie zrobiła kolacji – -’
    – A!!! Macie PATELNIĘ!!! – Druśka właśnie zagląda za skałę, gdzie mieści się coś w rodzaju kuchni – Dlaczego nam nie dali patelni??? >< A jaka wypolerowana! – chwyta patelnię i zaczyna się w niej przeglądać jak w lusterku.
    – A co! Sam polerowałem w wolnych chwilach ^.^v – chwali się Niuniuś.
    – I niby jak smażycie? – odzywa się wreszcie Kirai – Przecież oni tu nie mają ognia.
    – Ano – przytakuje śkłib – Ale pojawiła się Xella-Medina i dała nam zapałkę :D Rozpaliliśmy ognisko i dalej się pali :D
    – Faktycznie – chłopak podchodzi zobaczyć. Tymczasem Druśka wścieka się dlaczego u nich nie ma ognia i wyżywa się na niewinnej patelni.
    – Tylko uważaj – ostrzega Yanika – bo ona jest mało…
    *TRZASK*
    – …wytrzymała ^ ^’
    Łowczyni nagród ze zdumieniem patrzy na dwie połowy swojej twarzy odbijające się w przełamanej patelni.
    – O właśnie – wzdycha Yanika – Raz jej rączka odpadła i Niuniuś musiał ją sklejać na to lepkie coś co ma na mackach ^ ^’
    – Stłukłaś lustro – zauważa złośliwie śkłib – 7 lat pecha gwarantowane!
    – Nieeeeeeeee!!! – Drusilla momentalnie wybucha płaczem – Przez 7 lat nie znajdę mężaaaaaaa!!!
    – I po co jesteś taka przesądna? – pyta ta wredna bestia – Zresztą najwyżej znajdziesz za te 7 lat, lepiej późno niż wcale :>
    – Za 7 lat będę już starą panną!!! – beczy dalej Druśka – NIKT MNIE NIE ZECHCEEEEEE!!! T_T
    Kirai, który ma już dość tych lamentów, podchodzi do niej, gotowy zdobyć się nawet na pocieszenie.
    – To wcale nie jest takie pewne – stwierdza, klepiąc ją po ramieniu. Zapłakana podnosi na niego swe mokre oczęta.
    – Naprawdę? – i nagle oczęta stają się rozgwieżdżone.
    – Ups… O_o
    – I będziecie mieli wnuki! – cieszy się perfidny śkłib – I dostaniecie zniżkę na jedzenie!
    – Ups!!! O_o
    – Jakie to romantyczne! *___* – wzdycha Yanika.
    – A ja nie dostanę kolacji, bo nie ma patelni – -’ – przypomina sobie Niuniuś.
    – Spokojnie, oni tu jadają jakieś mrożonki… – dziewczyna zaczyna przeszukiwać kredens – Ciemno tu, mało co widać…
    – To zrób pochodnię – radzi Kirai. Drusilla tymczasem ciągle wpatruje się w niego rozgwieżdżonym wzrokiem.
    – Nie trzeba – oznajmia radośnie Yanika – Ja przecież mam…
    Nie kończy zdania, bo w tym momencie wparowuje delegacja tubylców i zaczyna coś nawijać.
    – Królowa zadecydować – tłumaczy Bigklik – Festyn odbyć się dziś.
    – Dziś? – dziwi się Różowe Bóstwo – Nawet bez pieśni zwycięstwa?
    – WŁAŚNIE!!! – na twarzy Yaniki niespodziewnie maluje sie przestrach. Dziewczyna podbiega do śkłiba, chwytając go za macki.
    – Chyba się domyśliłam!!! – wyrzuca z siebie gwałtownie – Gdy usłyszałam opowieść o Gubgabim!!!
    – Zaraz… – zamyśla się Niuniuś – Uważasz, że pieśń zwyciestwa…
    Nagle milknie i wpatruje się w Yanikę oczami jeszcze większymi niż zwykle. Wreszcie łapie kamerę i kieruje ją na siebie.
    – MIYA!!! ABSOLUTNIE NIE MOŻESZ PUŚCIĆ TEJ PIOSENKI!!! – drze się, omal nie powodując u mnie pęknięcia bębenków.
    A może jednak? Taka by mogła być fajna akcja… *___*
    – POWIEDZIAŁEM, NIE!!! O_o
    Właściwie czemu nie?
    – Bo oni zupełnie nie mają gustu w doborze pieśni bojowych!!!

    **********GLEBA**********

    Tymczasem wchodzi kolejna delegacja i oznajmia, że festyn zaczyna się za 10 minut i obecność Różowego Bóstwa obowiązkowa.
    Niuniuś wzdycha ciężko, ostrzegawczo warczy (!!!) do kamery i wszyscy, chcąc nie chcąc, wychodzą z pieczary…

    CD już wkrótce N…

    33.gifOglądałam kiedyś film zatytułowany „Przypadkowa dziewczyna”, w którym najpierw Gwyneth P. pędziła do metra, a potem twórcy zadali sobie pytanie jak by się potoczyły jej losy gdyby zdążyła wsiąść i gdyby nie zdążyła, i od tamtej pory film pokazywał późniejsze wydarzenia w dwóch wersjach. Przypomniało mi się to, ponieważ nasze slayerkowe RPG na czacie również rozszczepiło się na 2 równoległe sesyjki w momencie gdy zaspana i zakręcona Druśka pomyliła pokoje w gospodzie i następnego ranka obudziła się u jakiegoś podstarzałego faceta XD Cóż, skoro nasz szanowny MG siedział cicho i szybko się ulotnił, ster przejęła Święta Serika od Faz (we własnym rozumowaniu – męczennica ;>) i zaczęła się Faza Stulecia :D Do tej pory mieliśmy już krwiste grzybki podane w piersiówce*, wielkiego kudłatego gajowego prawie jak, cholibka, z Harry’ego P, kipiącą sałatkę z jajami*, tajemniczych kłusowników z pentagramem, kwestię podchodzenia jednorożców do prawiczków oraz zbiorowe śpiewanie piosenki z Titanica (tylko taki jeden zakompleksiony elf się wyłamał, ubzdryngolił i śpiewał Ich Troje ;P). Za to tydzień później nasz szanowny MG powrócił się zrehabilitować i rozpoczęła się druga sesyjka, dokładnie od tego samego momentu ;P Jeszcze nie wiemy co z tego wyniknie, bo z perfidną premedytacją rozwalamy Zegowi plany prowadzenia intrygi, omal się biedak przez to nie załamał ;>

    A teraz pytanie zasadnicze: czy bardziej kompromitujące jest zostanie wziętą za złodziejkę, czy za kurtyzanę? >:D

    Lex: Eee, a myslałem, że pytanie zasadnicze będzie brzmiało: „kiedy Remy zaciągnie Jasona do łóżka?” ;>
    Ja takiego pytania nigdy nie zadałam :P Ty niby chciałbyś żeby cię nieboszczyk molestował? :P
    Lex: Po moim trupie – -’ Ale co do Jasona, możnaby się zastanawiać ;>
    Sam się zastanawiaj, ja nie rozumiem yaoistów XD I w ogóle, mój ty dodatku do truskawek, czy przypadkiem nie powinieneś teraz BYĆ W SZAFIE W BLUE HAVEN?!?!? ><
    Lex: Nooo, właśnie się wybieram po herbatę z rumem, więc postanowiłem wpaść do ciebie, bo siedzisz tu taka samotna w tę uroczą noc… ;>
    >< Doprawdy, na pewno nie samotna! Świetnie się obywam BEZ twojego towarzystwa *pokazuje na szafę*
    Lex: *zagląda do szafy* Dobry wieczór, teamie z Wojowniczek Poświaty! Czemu sobie nie wyjdziecie zobaczyć wielkiego świata? ;)
    Ken: Bo ona ma magnum, ignorancie _^_
    Lex: Miya, ty już tak na stałe z tą giwerą? Czy to znaczy, że zrezygnujesz ze swojego łuku? *___*
    CO?!?!? O nieee, nie dam ci mojej kochanej Przekory Erlindrei! >< Tyle razy ci powtarzałam! >< *w dłoniach Miyi pojawia się srebrny łuk i strzała z energii wymierzona w Lexa* A KYSZ!!!!!!
    Lex: Ale jeszcze nie kupiłem rumowej… T_T
    I za złe sprawowanie kupić nie pozwolę!!! SIO!!!
    Lex: Ty dzisiaj jakaś przewrażliwiona jesteś… *znika*

    Nie, nie jestem przewrażliwiona, najwyżej przefazowana i zdolna do wszystkiego… :D Nyo, może jednak nie do wszystkiego. I nie mam tu na myśli czegoś co aktualnie marzy się Bamboshowi (:P) tylko czegoś bardziej twórczego, co ciągle czeka na rozwinięcie. Nie wiem, może lepiej było wtedy gdy jeszcze nie próbowałam swoich pomysłów uwieczniać gdzie indziej niż tylko w wyobraźni? Wszystko zwyczajnie WIDZIAŁAM i nie musiałam się trudzić z opisywaniem i stylistyką, o scenach akcji nie wspominając… I poszukiwać kogoś, kto mi równo objedzie wyniki tego trudzenia się. Stwierdzam, że za mało dostaję porządnej krytyki, a najlepiej sobie uświadamiam gdzie popełniam błędy wtedy gdy ktoś mi je wskaże. A skoro ciągle jestem z siebi dumna bo moja twórczość jest tak ze wszech stron chwalona, nic dziwnego, że jedno słówko odmiany potrafi mnie nieźle wytrącić z równowagi (ale i tak Cię kocham ^__~). Na szczęście tylko na pewien czas i wkrótce znowu nabieram motywacji, ot, żeby na złość światu pokazać, że na coś mnie stać. I żeby móc w przyszłości napisać parę autografów i pewną wytęsknioną dedykację ;>
    I cieszę się, że z powodu trudności w tworzeniu nie załamuję się nerwowo tylko ciągle potrafię spoglądać na to z przymrużeniem oka. Przynajmniej po pierwszych chwilach złości ^__~ Czyli ździebko poczucia humorku gdzieś tam mi jeszcze zostało ^__~ A propos, w jednej z książek pani Montgomery o Emilce z Księżycowego Nowiu taki diabelnie inteligentny sensei, któremu Emilka pokazuje swoją twórczość, stwierdza raz, że kto naprawdę ma poczucie humoru, nie potrafi pisać o miłości… Czyli albo takież posiadam, albo się jeszcze nie wyrobiłam. Bo scen miłosnych za Chiny pisać nie umiem i jak ognia ich unikam. Jak już mam jakichś zakochanych, to zazwyczaj swojego uczucia nie ujawniają, a jeśli nawet ujawniają, to minie jeszcze sporo czasu i sporo stron zostanie zapisanych zanim do scen miłosnych dojdę. Najbliżej chyba będzie w Wojowniczkach Poświaty Natsumi i Einon… Chociaż nie, to niekoniecznie dobry przykład XD Najbliżej wobec tego będzie Jason i Kylie, ale po pierwsze dopiero za 100 lat, a po drugie społeczność yaoistyczna mnie za to zlinczuje XD

    Pozostaje tylko cieszyć się, że wątek romansowy Kirajka i Drusilli rozwija się równolegle już w trzech rzeczywistościach… >:D

    You are safe in my heart
    And my heart will go on and on…

    Ciekawe jak długo jeszcze będzie trwała faza posesyjkowa… Do następnej sesyjki? >:D

    *by Drusilla for Kirai ;>~~~

    35.gif – TY?!? – Raven szybko odwróciła się w jego stronę – Myślałam że cię zabiłam!!!
    Owszem, pomyślał Jason, zabiłaś tego mnie którym wtedy byłem. Chociaż czy rzeczywiście tak bardzo się zmienił? A jeśli tak, czyja to tak naprawdę była wina?
    Gdzieś w oddali zabrzmiał grzmot.
    – A może znalazłeś już Tęczowy Kwiat? – kobieta zbliżyła się o kilka kroków – To by wszystko wyjaśniało… – uśmiechnęła się do młodzieńca, tak jak wtedy. Zanim spaliła mu dom i zabiła narzeczoną.
    A Jason stał jak wrośnięty w podłogę… Właśnie w tym momencie zdał sobie sprawę że Raven jest jedyną osobą, której chciałby odebrać życie. Dlaczego więc nawet się nie poruszył? Bo wiedział że przeciwniczka zdąży strzelić zanim odbierze jej energię? Nie wyciągnęła przecież jeszcze swojego pistoletu.
    Czy to co czuł było zwykłym strachem, czy niezdolnością do użycia przemocy wobec kogokolwiek? Remy na pewno by się uśmiał gdyby go teraz widział. A Gabriella musiała twardo spać, inaczej już by tu była.
    – Nie… – uśmiech zabójczyni stał się pogardliwy – Byłbyś bardziej pewny siebie… Dlaczego ten cholerny wehikuł czasu Quentina ciągle kieruje mnie tam, gdzie ty się znajdujesz? – zadała pytanie, na które chyba nie oczekiwała odpowiedzi – Czy to oznacza że zawsze będziemy sobie stawać na drodze?
    Jason się nie odezwał. Nie patrzył już na Raven, ale na wielkie lustro, które wisiało na ścianie za nią. Na odbijające się w nim groby, które zwykle przyprawiały go o ciarki. Gabriella tak się cieszyła z domu przy cmentarzu.
    – Ja nie wierzę w przeznaczenie, wiesz, dzieciaku? – kobieta wyjęła broń, celując w niego – Mogłabym ci teraz odstrzelić głowę, a ty nawet nie próbowałbyś ucieczki. Taki łatwy cel to nic przyjemnego – pokręciła głową i schowała pistolet – Ale jeśli to przeznaczenie, to jeszcze się spotkamy.
    Powiedziawszy to zniknęła, tak samo jak poprzednim razem. Chłopak nie odetchnął z ulgą. Ciągle obserwował w lustrze to co działo się za oknem. Firanki utrudniały nieco widok, ale dostrzegł że na jednym z większych nagrobków siedzi znajoma jasnowłosa postać w czerni. I przeraziło go to, co mu przyszło do głowy.
    Odwrócił się do okna, dając Le Feu do zrozumienia że go zauważył. Zapomniany uśmiechnął się lekko, a po chwili był już przy domu, szarpnął za klamkę i wpadł do środka.
    – I tak oto bohater odkrył swoją wewnętrzną siłę! – zaintonował donośmym głosem – Zdołał przepędzić zło, które zakradło się na najbardziej niedostępny teren… do jego sypialni! Radujmy się, przyjaciele!!! – zawołał, chwytając Jasona za ręce i zaczął tańczyć z nim szaleńczo po pokoju, strącając przy okazji wazon z komódki – Chociaż właściwie ja też jestem teraz na niedostępnym terenie, a bohater nie kwapi się by dokonać egzorcyzmów – stwierdził, gdy już się zatrzymali.
    – Przestańże wreszcie!! – Jason wyrwał mu się z trudem – Obudzisz Gabriellę!
    – Obudzę? – roześmiał się Remy – Czego ty ją uczysz, mon cheri? Przecież zapomniani nie muszą spać. Po co nam to, skoro nie miewamy snów? – w tym momencie spoważniał – To dziecko jest tym kim jest, nie uda ci się ponownie uczynić z niej człowieka…
    – Pozwól MI o tym decydować – przerwał mu zimno Jason – Stworzyłeś dla mnie siostrę żebym zapomniał o swojej rodzinie. Dlaczego nie miałaby być podobna do brata?
    Po tych słowach wyszedł na zewnątrz przez otwarte okno. Spojrzał na zachmurzone niebo, czując pierwsze krople deszczu spadające mu na twarz.
    – A dlaczego miałaby BYĆ podobna? – usłyszał za sobą szelest opadłych liści – Skąd wiesz czy nie wybrała się ze mną na małą kolację gdy ciebie nie było?
    – Przestań… się… wtrącać… w nasze… życie – odpowiedział powoli, smakując deszcz i swoje gorzkie słowa – Ja nie zabijam… Gabrielli też nie pozwolę.
    – Odmówisz jej przyjemności spoglądania w oczy ludzi, którzy umierają? – Remy podszedł trochę bliżej – Każdy podświadomie odczuwa fascynację śmiercią. Też kiedyś to pewnie odkryjesz.
    – Ty to już dawno odkryłeś, prawda? – gdy Jason spojrzał na Le Feu, jego twarz była wykrzywiona przez gniew zmieszany z rozpaczą – Dlatego siedziałeś spokojnie na cmentarzu, czekając aż Raven mnie zabije?!? – z tą właśnie prawdą tak trudno mu było się pogodzić. Że zapomniany znowu oczekiwał okazji. Tak jak wtedy, gdy pojawił się dopiero po tych trzech strzałach zabójczyni i połączył chłopaka ze sobą tą przeklętą więzią. I wcześniej, za pierwszym razem… gdy Jason nie mógł ochronić Elizabeth, wzięty akurat w posiadanie…? Dlaczego przyszły mu do głowy takie a nie inne słowa???
    Zerwał się zimny wiatr.
    – O czym pomyślałeś, mon cheri? – po twarzy Le Feu przemknął uśmieszek – Na twym obliczu widzę mnóstwo sprzecznych emocji… Czytam w tobie jak w otwartej księdze. No, powiedz. Czym jest umieranie? Czym jest zetknięcie się z zapomnianym?
    – Piekłem – rzucił Jason bez zastanowienia.
    – Piekłem? Może powinieneś rozważyć to co mówisz – w śmiechu jasnowłosego zabrzmiała nutka szaleństwa – Może powinieneś sam tego doświadczyć… Ile bólu jest w ekstazie, a ile ekstazy w bólu? – mówił coraz ciszej, patrząc na Jasona przeszywającym wzrokiem. Chłopak znał to spojrzenie. Próbował odejść, ale Remy był szybszy – natychmiast pochwycił go i przyparł do najbliższego drzewa.
    – Mógłbym sprawić byś krzyczał… – szepnął mu do ucha – Byś sięgnął szczytu na dnie… Byś stał się wszystkim i niczym zarazem… Potrafię to zrobić, mon cheri… Gdzie kończy się piekło a zaczyna niebo? Czy w ogóle jest między nimi jakaś różnica??? – Jason powoli zatracał się w słowach zapomnianego, w jego głosie, ten przenikający dreszcz, nie chciał go czuć… nie chciał… nie…
    Z krzykiem wściekłości odepchnął Le Feu od siebie. Poczuł ten przypływ sił, które zwykle wstępowały w niego razem z gniewem. Zacisnął pięść i uderzył.
    – Ooo, to coś nowego! – zaśmiał się Remy, nie uchylając się przed następnym ciosem – Śmiało, Jason! – i następnym – Koniec z zahamowaniami! – i jeszcze jednym. Chłopak już o niczym nie myślał, ogarnęła go szaleńcza furia. Krople deszczu zasłaniały mu widok. A może to były łzy? Teraz tłukł pięściami na oślep. Nie zawsze trafiał. W końcu upadł na kolana, z trudem łapiąc oddech.
    – Wyładowałeś się? – spytał Le Feu, odgarniając z czoła mokre włosy – Uwolniłeś emocje? Ciągle mnie zdumiewasz i chyba za to cię lubię.
    Jason klęczał bez ruchu, zaciskając tylko pięści. Czuł w ustach słony smak. Deszcz tak nie smakował.
    – Wy, żywi, macie nad nami tę przewagę że możecie płakać – skomentował Remy, zarzucając na niego swój płaszcz – Chodź do środka, bo mi się rozchorujesz i zejdziesz na suchoty zanim zdążę zadać ci to pytanie…
    Ciemnowłosy podniósł się niepewnie i pozwolił się odprowadzić do domu.
    Zaś w pokoju na piętrze ukryta za zasłoną dziewczynka uważnie to obserwowała…

    :P

    7 komentarzy

    30.gifKen: Amen.
    Katsuji: Dlaczego? Notka dopiero się zaczyna!
    Ken: W tytule już wszystko zostało powiedziane… – -’
    A właśnie, że nie! Zaczynam i ciekawa jestem czy potrafię przez całą notkę pisać o życiu, bez odchyłów.
    Ken: Zakład że nie? >;D
    Nie zakładam się. Nie dlatego, że wiem, że mi się nie uda. Po prostu nigdy się nie zakładam. A z tobą w szczególności :P
    Wybrałam się dzisiaj na kolejne spotkanie z moim żywiołem, tym razem w wersji jeziorkowej. Nie byłam zbyt entuzjastycznie nastawiona, bo 1) nastrój mi szalał i nie byłam pewna czy się do dzisiaj poprawi, 2) absolutnie za wcześnie (przynajmniej z mojego punktu widzenia :P) wyjechaliśmy, 3) w Rokitkach oprócz pływania nie ma co robić T_T (był kiedyś salon gier, ale poszedł w buraki :P). Rezultat nie był taki zły, bo humorek się zdążył w miarę poprawić, a pływanie wynagrodziło mi wszystko pozostałe. Już patrzenie na wodę mi wszystko wynagrodziło. Nawet te prozaiczne aspekty pobytu, takie jak woda w uszach, osy w napojach, wiatr wiejący od strony śmietnika i ucztowanie z grillem (próbowano mi wmusić kiełbasy, ryby, boczek, żeberka i kaszankę O_o JAK ONI MOGLI TO WSZYSTKO ZJEŚĆ???).

    A propos jedzenia – słyszeliście kiedyś o krwistych grzybkach gotowanych w piersiówce?
    Nie?
    To spytajcie Druśkę czym karmi Kirajka ;> Śmiem przypuszczać, że gdy jej się znudzi praca jako łowczyni nagród, otworzy własną restaurację. Najlepiej taką dla samotnych (facetów ;P).
    Ken: Czuję się czasem samotny, ale nie aż tak… O_o

    Myśl oderwana – przyuważyłam sformułowanie „prozaiczne” i zastanawiać się nad nim poczynam. I zastanawiam się dlaczego się go używa, dlaczego sama go użyłam, jako synonimu słowa „przyziemne”… Bo co? Bo proza jest przyziemna? Co o tym decyduje? Że nie ma rymów i wersów? A gdy coś jest wprost przeciwnie niż przyziemne, mówimy „poetyczne”. Proza zatem jest przyziemna a poezja jest wzniosła? W porządku, proszę. Wzruszenie wskazane:

    Zjadłem naleśniki
    Opchałem się jak dziki.

    Piękny przykład poetyckości. Z tą chwilą zaprzestaję określać „przyziemne” mianem „prozaicznego”, bo skoro proza jest gorsza, to ja dziękuję :P

    Zaczynam pisać. Znowu. I znowu coś zupełnie nowego. Nie powiem co, bo boję się zapeszyć. Zwłaszcza że jak się ma w głowie pomysły na dobre kilkanaście (mam nadzieję że tylko tyle ;P) książek, to może się w końcu w główce pomieszać, do czego nieuchronnie zdąża. Jeśli będzie to kolejny projekt, którym się zmęczę i nie skończę, będę mogła przynajmniej mieć nadzieję, że kiedyś do niego wrócę. Gdy już będę zdecydowana, że to chcę robić w życiu. Bo na razie żadenj swej umiejętności nie jestem pewna. Może się wreszcie okazać, że najlepsze co mogę zrobić, to nauczyć się gotować i zostać świetną „housewife”, jeśli nie będę mogła znaleźć własnego stylu i zostać przynajmniej niezłą Kronikarką Światów. Fakt, żaden ze mnie Jordan, żadna ze mnie Montgomery, żadna ze mnie Sandemo (chociaż… ;P). Ale nie o to mi chodzi, bo nie chcę nikogo kopiować i być jedyną w swoim rodzaju Miyą! W poszukiwaniu najzupełniej własnego stylu pisania wędruję. Bo o byciu rysowniczką już nie marzę. Już nie dlatego, że żadna ze mnie Mokona Apapa, żadna ze mnie Kaori Yuki i żadna ze mnie DraNKa, ale dlatego, że nawet prawdziwej siebie w tym rysowaniu nie widzę. Nie wychodzę poza rysowanie wyćwiczonych póz i oczu i nie mogę stworzyć nic naprawdę oryginalnego. Po raz kolejny powiedziałam sayonara złudzeniom, co oczywiście nie równa się porzuceniu rysowania na wieki wieków, tylko że po prostu bardziej będę ufać profesjonalistom niż sobie…
    Kiu: Że co?
    Ken: Że Katsuji nie będzie straszył swym widokiem na głównej! ^.^v
    Kiu: I przestaniesz czuć się zazdrosny?
    Ken: WCALE NIE JESTEM ZAZDROSNY!!!!!! Tylko trochę… odepchnięty T_T
    Tak, tak. Możesz spać i pisać serenadę spokojnie, Ken-kun. Obrazka na layout też poszukam w zasobach dzieł profesjonalistów. A do szczytnej acz irracjonalnej idei powrócę gdy nauczę się rysować. O ile.
    Co oczywiście nie znaczy, że nie może się pojawić kolejna szczytna idea ;P

    Zaczęłam opowieścią z życia wziętą, więc może dla pozorów również zakończę takąż :P
    Rodzicielka moja konsekwentnie podkrada mi bluzki i ostatnio podkradła wściekle różową, co przyjęłam z ulgą, bo wreszcie nie będę jej musiała nosić :P Zwłaszcza do czarnych spodni, bo w takim połączeniu kolorów wyglądałam jak okładka płyty HIMa O_o Bluzek ci u mnie pod dostatkiem, dlatego okaasan rozpaczliwie próbuje mnie przekonać do zakupu nowej spódnicy. Za pozwoleniem, mam sześć spódnic, niektóre nawet lubię nosić i więcej mi nie potrzeba, wolałabym więc te pieniążki wydać na Pratchetta książkę kolejną (ostatnio nadrabiam zaległości i dobrze mi z tym ;>) Co nie zmienia faktu, że jakieś pierwotne instynkty się we mnie odzywają i nachodzi mnie ochota na zrobienie się na bóstwo i pójście na dyskotekę O_o Na szczęście nie wprowadzę tego w czyn, gdyż według słów mojego uke, jedno klubiątko legnickie służy do zarwania osobnika płci przeciwnej i iścia z nim w krzaczki, a drugie klubiątko legnickie służy do machania ręką przy techno :P Jako że na ani jedno, ani drugie nie mam ochoty, pierwotne instynkty pokonam. Chyba że zechce mi się iść na randkę, ale to też pokonam argumentem takim, że nie mam z kim :P
    Na szczęście mam herbaciarnię ^.^v
    Przy okazji małe podsumowanie obecnego stanu kolekcji Nieco Dziwnych acz Historycznych Sztuk Odzieży Użytej w Blue Haven:
    – czerwony smoking z dziurami (już legendarny ;D), sztuk 1
    – niebieski kombinezon w strzępkach (mało używany, ale to się może zmienić ;>), sztuk 1
    – pas cnoty popękany, sztuk… eee, kawałków 27 :P
    – kąpielówki z tęczowych listków sztuk, 1
    – koszulka z autentycznym autografem Valgaava, sztuk 3
    SPECIAL: skórzany kostiumik czarny, sztuk 1 + pejczyk do kompletu ;P
    Na tym z wdziękiem skończę.
    Ken: Śmiem zauważyć, że zakończenie miało być życiowe – -’
    A to sobie śmiej, kłamałam :P
    Ken: Hai, hai. Szanowni Zdesperowani Czytelnicy, Miya-san przez cały czas pisania notki zerkała w ekran telewizora i robiła miny do swojego odbicia. A teraz podliczmy ile razy wystawiła język…
    __^__

    gol94_.gifCzy są słowa, którymi mogę oddać to, co teraz czuję?
    Być może nie minęło wiele dni, ale dla mnie jakby wiecznością jest oczekiwanie na to, by znów być tym kimś, kim jestem przy Tobie.
    Kiedyś, gdy Cię spotkałam, stałam się na nowo i od tamtego dnia swoją obecnością budzisz coś ukrytego głęboko we mnie, co ukazuje się światu tylko w tych cennych momentach.
    Natomiast swoją nieobecnością budzisz we mnie pragnienie stania w oknie przez całą noc i szukania Cię w ciemności, oceanie zdarzeń, problemów, tłumów ludzi, zapomnienia i wypłakanych łez, by móc pokazać Ci drogę do domu. By posłać Ci światło, które Cię upewni, że gdzieś tam jestem i w Ciebie wierzę.
    Czy potrafiłbyś je dostrzec?
    Powinnam Ci teraz powiedzieć jak wiele dla mnie znaczy, że potrafisz to we mnie zbudzić już nie słowami, nie gestami, nawet nie bliskością, lecz samą myślą o Tobie.
    Powinnam Ci powiedzieć, jak bardzo się dla mnie liczysz już od chwili, gdy los zetknął nas po raz pierwszy.
    Powinnam Ci powiedzieć, jak bardzo jestem Ci za to wdzięczna.
    Tymczasem potrafię jedynie mieć nadzieję, że pewnego dnia nie odejdziesz bez pożegnania.
    Być może to pamięć o bolesnych zdarzeniach jakie zesłała mi przeszłość sprawia, że nie znajduję tych słów, ale chcę wierzyć, że nie pozwolisz mi wątpić.
    I że dzięki temu pewnego dnia znajdę w sobie siłę.
    Czy mam prawo do tej nadziei?

    [Z przekorą wrodzoną moją dedykuję komuś, z kim mnie nie swatały ;>]


    • RSS