goth00.gifSzklaneczka w górę iiiiii… Pusta już? Trudno.

Nothing I wanna tell
And it’s not necessary to say
Such as nature
It’s significant to be there, but no words…

Dnia pierwszego lipca 2002 roku założyłam sobie bloga.
Jak widać blog ów ciągle stoi i ma się całkiem całkiem… Właściwie miałam tę notkę napisać wczoraj, ale zebrało mi się na wspominanie i dorwałam się do archiwum, żeby się pośmiać z tego co tam swego czasu bredziłam (A gdy doszłam do relacji z herbatek, przeszłam do archiwum Serisi, żeby pośmiać się jeszcze bardziej – ona ma wrodzony talent do recenzowania >;D Nic tylko ogłosić marzec miesiącem WiPu! ^.^v). Oglądam się wstecz, patrzę swoje wczesne notki, krótsze niż obecnie niektóre Wasze komentarze i stwierdzam, że rozkręcić się nie było jednak aż tak trudno. Choć przez ten rok nie ewoluowałam… Bo co? Nie widać żebym dojrzała, zmądrzała ani uporządkowała swoje myśli. I gdy siedzę sobie u Chise, której blog jest rówieśnikiem mojego co do dnia, mina mi trochę rzednie, bo to ja się przy niej czuję smarkata, jestem pod wrażeniem jej wpisów i tak już pewnie zostanie. Nie wiem, może kiedyś mimo wszystko stanę się dorosła, spojrzę na (zakładam że wciąż istniejący wtedy) bloczek i spytam ze zdziwieniem czy to naprawdę pisałam ja. Już kilka razy, jeszcze za czasów starego pamiętnika, miałam takie chwile, w których moje zapiski były o krok od spoważnienia, ale jakoś im to w końcu nie wychodziło. Czyli albo mi się tylko wydawało, albo miałam szansę i nie wykorzystałam jej. Albo może po prostu ulegałam chwilowemu nastrojowi… W każdym razie pod jakimś względem się ten bloczek zmieniał – może nie tak często jak inne, ale jednak pod względem imidżu ;D Po tak długim okresie stylowej czerni powrócił do błękitu. TAK! Powrócił! Bo już był niebieski – pierwszego dnia przez chwilę miał jeden ze standardowych szablonów, ten w kolorze blue ;> Ale Satsuś go dorwała i dokonała operacji plastycznej w kierunku odwrotnym niż u Majkela Dżeksona ;P Kto wie, może i byłabym w stanie zrobić samodzielnie layout, ale wbiłam sobie do głowy, że najpierw sobie sama coś do niego narysuję (To przez Serisię!!! I przez DraNKę!!! :P). A rysowanie trwa i trwa, i trwa… Tak, wiem że na obecnym layu jest mój rysunek, ale mam jeszcze takie jedno małe marzonko ^ ^ I postaram się, żeby się wreszcie spełniło…
Październik miesiącem oszczędzania a lipiec miesiącem blogowania ;> Dlatego z tego miejsca pozdrawiam wszystkie lipcowe blogowiczki – Satsuś, Ajecian, Chise, Chii-chan, Yumi-chan i jeśli o kimś zapomniałam to też pozdrawiam *ściiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiisk*
Mam blog i się z tego cieszę. Jestem ekshibicjonistką? Może i tak. Tylko i wyłącznie tutaj. Piszę dla siebie? Owszem, ale obecność innych wiele dla mnie znaczy.

…about the meaning of being born
It’s nonsense to think about
If you have a time to think about such a thing
Let’s climb the mountain!

Siedzę sobie rozluźniona, rozmarzona i po prostu mi dobrze jak rzadko, i nie wiem czy to dzięki w miarę normalnej wreszcie pogodzie, czy dzięki odprężającej kąpieli, czy może dzięki piosenkom mojej idolki Kokii, której ostatnio słucham jeszcze chętniej niż zwykle. Nawet idę na ustępstwo i na WinAmpie, bo Serisia i Satsuś się ostatnio zbulwersowały, że go nie posiadam i aż musiałam go ściągnąć ;P A to że czasem chodzi jakby chciał a nie mógł, wszystko w jego obecności chodzi jakby chciało i nie mogło, i lubi się czasem zawiesić to już szczegół, ne? ;> I rozleniwiona jestem – może się nie wyspałam… Zwłaszcza że tak miło zakończyłam dzień, oglądając ostatni odcinek Slayers NEXT >;D Ech, póki powykrzywiana mordka Phibcia mnie nie straszy po nocach, dobrze jest ;>

It’s not like a gamble
If you take a step forward
Definitely you will reach the top of the mountain!

Dziś znów wybrałam się na poszukiwanie mang i powoli tracę nadzieję, że ujrzę je w miarę szybko _^_ Premiera czegoś w Legnicy to coś jeszcze bardziej oddalonego w czasie niż premiera w Polsce Harry’ego Pottera 5 w naszej mowie ojczystej ;P na którego jednak czekam, mimo że dowiedziałam się z pewnego źródła któż to tam zejdzie i mnie ta prawda dobiła T_T A propos, czytałam jak ponoć autorka przeżywała fakt, że ten ktoś zginie i spotkałam się z opiniami, że ona tak mówi tylko dla jeszcze większej komerchy, bo kto widział żeby płakać nad jakąś postacią z książki, nie? A ja wolę wierzyć że jednak nie. I domyślam się, że osobniki wygłaszające te opinie nigdy nic nie stworzyły. Bo owszem, można pisać tylko dla kasy, ale można też się przywiązać do swoich postaci jak do żywych ludzi i przeżywać wszystko razem z nimi. Może i nie płaczę, bo swoje już po prostu wypłakałam w dzieciństwie, ale wiem co czuł Jason, gdy stracił kolejną ważną dla siebie osobę i wreszcie postanowił stawić czoło Raven. Wiem co czuła Natsumi-chan, gdy jej życie przestało należeć tylko do niej i dręczyło ją w koszmarach najstraszniejsze wspomnienie. Rozumiem Akane-chan, tak do mnie podobną, mimo że tak różną, panicznie bojącą się samotności i piszącą piosenkę po śmierci najbliższego przyjaciela. Rozumiem Yanikę-chan… Wróć, do tego chyba zdolna nie jestem ;P ale jej też mi żal i to nie dlatego, że ma taki dziwny gust w ubieraniu się XD Niestety, ciągle zbyt trudno jest mi to przenieść na papier/serwer/twardy dysk. I gorzej, mam wrażenie, że moim powołaniem jest pisanie wyłącznie historyjek lekkich, łatwych i nie tak wyrazistych jak bym chciała. A marzę o napisaniu czegoś ciężkiego, mrocznego i głębokiego… I czuję się zupełnie bezsilna gdy czytam właśnie taką twórczość. Powinnam teraz powiedzieć, że w końcu pozostanie mi pogodzenie sie z tym i zostanie nauczycielką ;P ale dzisiaj Promyk Nadziei mój jaśnieje mocniej niż zwykle, jest mi dobrze i czuję się… szczęśliwa? Może nawet szczęśliwa…
Nawet pomimo regularnej tęsknoty pod tytułem „Chciałabym Was Spotkać”.

Let’s get on the flow,
which is the rule of the universe
Keep moving,
otherwise you fail to keep up with the moment…

A skoro już przy Harrym Potterze jestem, to zrobię sobie teścik na Huncwota :D
moony.jpg
Which Harry Potter Marauder Are You?
Yay! Yay! Lupinek!!! :DDDDDDDDD

The more you distress
The more you get the answer
How to climb, how to walk, how to get to the flow…

I wychodzi na to, że pozostanę genki… Będzie się można przy mnie uśmiechnąć, roześmiać, przestać myśleć o sprawach mądrych i głębokich. I wychodzi na to, że więcej od siebie i innych oczekiwać nie powinnam. I nie będę. Nie teraz. Teraz jest mi dobrze. I od jakiegoś czasu łazi za mną to dziwne przeczucie, że wkrótce zdarzy sie coś ważnego…

We are getting closer to the way out…