star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2003

    gol8_.gifI long for the place where the
    Winds and the tide tear at the shore
    But in the twilights of my dreams
    The fire rages on

    BUAHAHAHAHAHA!!! JADĘ NAD MOOOOORZE!!!!!
    I to już pojutrze!
    A dowiedziałam się o tym przedwczoraj O_o
    Po prostu przedwczoraj wpadł otôsan i oznajmił, że znajomi byli w fajnym miejscu i może nas tam zawieźć. Szok.
    Wczoraj zadzwoniliśmy do fajnego miejsca i dowiedzieliśmy się, że pensjonat cały już zajęty. Szok.
    Co nie złamało ducha okâsan, która postanowiła, że jedziemy i tak ;> Nawet nie wiedząc dokąd ;> Szok.
    Piszę to dopiero teraz, bo do dzisiaj jeszcze nie byłam tego na 100% pewna. Szok. ;>
    Rezultat będzie zapewne taki, że będziemy się cały dzień tłukli po lokalach i szukali kawałka pokoju, a w najgorszym (-lepszym?) razie pośpimy sobie na plaży, a co! Z założenia dwa tygodnie li tylko z rodzicielką, czyli wczasy w całkowitej ascezie i samotności, upływające na spacerach (podobno jest gdzie), plażowaniu (o ile będzie pogoda) i łapaniu weny (muszę zabrać coś do pisania!!!).
    I na porządnym odpoczynku od komputera.
    I na tęsknieniu.
    To będzie mój największy problem, któego nawet morze raczej nie ukryje przede mną. Nic to, dopóki nie zaczęłam się zachowywać jak moja Chmurka z herbaciarni (don’t ask… O_o), chyba przeżyję… Niestety dwie osoby to liczba dobra do pogadania sobie albo do pójścia na randkę, ale do wakacjowania przydałyby się jeszcze ze dwie… Od razu mi się przypominają zamierzchłe czasy dzieciństwa, ale wspominek sobie dzisiaj oszczędzę, bo czuję się padnięta i mam nadzieję że w sobotę się obudzę i będę żyć podczas jazdy…
    A co mi tam, 7 lat temu przesiedziałyśmy tylko we dwójkę 3 tygodnie w ciasnym pokoiku, niepięknej pogodzie i przy niemożliwości oglądania Sailorek, a wytrzymałam. Teraz tym bardziej wytrzymam! Nyo i to morze *____*

    Marcelina na pożegnanie kazała mi szaleć i podrywać kelnerów XD Moje uke kochane się cieszy że jadę, niby dlatego, że się wybiera na pielgrzymkę i się martwiło jak ja wytrzymam samotnie w Legnicy ;>~~~ Ale ja tam swoje wiem – chce się poczuć na chwilę wolna i sama zaszaleć! Ooo, już ja jej pokażę gdy obie wrócimy! >;D

    KYA! I muszę się zastanowić co do słuchania wziąć, bo ani rusz bez czegoś co mi musi w duszy grać! Oczywiście bez paru wyrzeczeń się nie obejdzie… Bez Nightwisha… Bez Kamelotu… Bez Kokii… Bez Gravi… T_T Ale jakaż będzie radość gdy już wrócę! :>
    Już się zaczynam zastanawiać czy będą tam jakieś gry XD Taaak, zwykle gdy jestem gdzieś na wakacjach, nie można mnie od nich odpędzić… Moje bojowe instynkty dają wtedy o sobie znać ;>

    Ale najważniejsze…
    Morze, morze, morze… *____*

    Napisałam to, żebyście się przypadkiem nie przestraszyli moją nieobecnością gdy tu wpadniecie w sobotę albo później. Albo gdy już powrócicie ze swoich własnych wypraw.

    A gdy już wrócę i wszystkich wyściskam, skończę eksperymentować z layoutem

    Tymczasem póki jeszcze jestem, możecie mi życzyć przyjemniej podróży.

    Oj, będzie komu kartki wysyłać…

    The sea is calling me
    My will to live is stronger than
    These tides could ever be
    The sea is calling
    Why won’t i let these waters
    Claim me victory?

    *****

    Nie chce mi się pisać nowej notki, więc dopisuję się tu ;> Zanim mnie zasypiecie pytaniami, odpowiem że znad morza wróciłam tego samego dnia, którego pojechałam, czyli wczoraj XD Nie przeczę, cały czas mi się ten wyjazd wydawał dziwnie nierzeczywisty, aż okâsan stwierdziła, że na mojej intuicji lepiej polegać niż na organizowaniu planów ;> Tak, tak, tłukliśmy się po lokalach i szukaliśmy pokoju w Dziwnowie i jeszcze dwóch innych miejscowościach. Stwierdzić zdążyłam, że Dziwnów jest sympatyczny całkiem, zatłoczony niemiłosiernie i ma ciekawe nazwy ulic, takie jak Marzeń albo Westchnień ;> Przyjechaliśmy tam w okolicach 13 dopiero, bo na drogach były takie fajne korki *____* nic ino przystanąć i podziwiać ;> a potem już tylko szukaliśmy, a wszystkie kwatery były zapchane do granic, aż w końcu rodzice zaczęli się zastanawiać co zrobić. Ja z przekorą wrodzoną moją zawołałam na maksa radośnie „GO HOME! :D” a oni się oburzyli, że jak to go home, skoro się tyle najechaliśmy XD W ogóle fajnie się chodziło i pytało, raz mieliśmy ubaw niezrównany – otôsan widzi domek, podchodzi do ludzi i pyta czy jest pokój. Ludzie odpowiadają enigmatycznie: „63″. Co? Jakie 63? Ano, 63-ci desperat już dzisiaj przychodzi pytać o pokój XD Ojczulek mój w brecht, po chwili podchodzi jakaś parka z pytaniem o pokój, a on im od razu: „64! :D” Piękne to było :D
    Aż w końcu po iluś tam próbach okâsan rzuciła bojowe hasło: „ZAPIERNICZAMY DO DOMU! ><” I tak też uczyniliśmy XD A żeby było śmieszniej, wpadliśmy w szampańskie humory i jechaliśmy z taką fazą jak rzadko :D
    Rozcieszeni zadzwoniliśmy do tatusiowej koleżanki z pracy, która dzisiaj ma jechać nad morze na tej samej zasadzie co my, tyle że pociągiem, i odwodziliśmy ją od tego zamiaru. Nie dała się XD
    W drodze widzieliśmy ciekawe fenomeny, jak na przykład rower, na którym jedna osoba prawie leżała i pedałowała, a druga osoba leżała tyłem do tej pierwszej, też pedałowała i jeszcze sobie coś czytała O_o
    Albo jechali sobie dwaj gliniarze na motorkach, a za nimi taaaki sznureczek samochodów bojących się ich wyprzedzić >;D A my na końcu tego sznureczka ;>>> Na szczęście w końcu gliniarze skręcili, a samochody z ulgą pojechały dalej ;>
    Albo przejeżdżaliśmy chyba przez Gorzów i pod kościołem stali państwo młodzi otoczeni tłumikiem potencjalnych gości weselnych, a nad drzwiami kościoła widniał napis: „Sierpień – miesiąc bez picia” XDDDDDDDDDD
    Do Legnicy wróciliśmy po 22 i nie mieliśmy wątpliwości, że TAKIE wczasy jeszcze się nam nie zdarzyły ;> Tylko te wielgachne torby z bagażem trzeba było rozpakowywać XD Cóż, wygląda na to, że kartek jednak nie wyślę, chyba że nas coś najdzie i pojedziemy jeszcze raz ;P
    W każdym razie morze widziałam. I absolutnie nie żałuję ^____^

    (Vanny, Twój komentarz do liściku ocaliłam, liścik pojawi się ponownie gdy mnie znów tęsknota przyciśnie ;>)

    gol5_.gifWłaściwie nic się nie dzieje. I dlatego tak długo zastanawiałam się o czym by tu napisać…
    Ken: Może o mnie? *_____*
    A ty co, cierpisz na brak uznania, czy co?
    Ken: Bo wszystkie kobity patrzą tylko na tego tam *pokazuje na Katsujiego* I SIĘ ZACHWYCAJĄ!!!!!!!!
    Katsuji: Naprawdę? O_o
    Ken: Dlaczego na mnie nie??? T_T
    Kiu: *grobowym głosem* Bo on jest przystojniejszy?
    Ken: Eeeeeeej, to niesprawiedliwe!!!!!! Dlaczego MNIE tak ładnie nie narysowałaś???
    A dlaczego mi tak ładnie nie pozowałeś?!? Było wywalać ten jęzor?!? ><
    Ken: A było mnie rysować Z NATSUMI?!? ><
    A było się tym przejmować?!? ><
    Kiu: Ta dyskusja wydaje się jałowa… – -’
    A w ogóle to nie wszystkie. Jak dotąd tylko Satsuś miała gwiazdki w oczach i wołała „Ślicznie Ci wyszedł *______*”
    Katsuji: *buraczeje*
    Ken: To już nadto!!!!!!!
    Kiu: Zdaje się że czyjaś próżność tutaj cierpi.
    Ken: Odezwał się wcale-nie-próżny – -’
    Katsuji: Zajęlibyście się lepiej serenadą niż takimi głupstwami… ^ ^’
    Ken: GŁUPSTWAMI??? Czy ja się nie mogę domagać odrobiny zasłużonego uznania???
    OK, Ken-kun, zrobię to dla ciebie… Wrzucę twój portrecik na bloga…
    Ken: TAAAAAAAAAAAAAK!!!!!!!!! *____*
    …i zobaczymy :P
    Portrecik jest tu, przy okazji dedykowany największej fance Natsumi i ciekawe czy przyzna się że to o niej >;D

    Jak już mówiłam zanim kolega Ken mi przerwał, nic się nie dzieje, oprócz tego, że zawzięcie ściągam anime. Czyli całe 3 odcinki Saber Marionette J, cały jeden odcinek Kaikan Phrase (dlaczego nigdzie nie ma więcej??? T_T) i prawie cały odcinek Uteny :D Przy okazji ściągam sobie dziwne piosenki, np. Shakiry albo Lopezicy, a to może oznaczać, że ze mną naprawdę źle… Za to miałam ostatnio ożywienie życie towarzyskiego, co w moim przypadku oznacza podniesienie ilości osób, które widuję poza domem z jednej do sześciu, a może i siedmiu, jeśli wreszcie znajdę siłę by z domu wyjść. Najdalsza wyprawa, jakiej się ostatnio podjęłam, to do domciu Marcelinki, która mieszka w bloku tuż za moim :P Za to u niej jest chłodno (!!! *___*) i można miło spędzić czas grając w kuku, w świnię i w Chińczyka ;> Następnym razem to ona do mnie musi przyjść, bo zostały jej jeszcze 2 odcinki Gravi i mam nadzieję, że tym razem wreszcie dostrzeże powagę sytuacji i nie będzie chichotać w najbardziej dramatycznych momentach :P Biedactwo ciągle nie może zrozumieć dlaczego nie lubię Ayaki. I tym bardziej nie może zrozumieć dlaczego 10 odcinek potrafi dokumentnie schrzanić mi humor. JA jej nie powiem :P

    Chociaż nie, przepraszam, dalej się wybrałam, bo do Lubina odwiedzić Kajoja, który jest mały i kochany, zasuwa już za rękę i wszystkich, a zwłaszcza wujka mego a dziadka swego ciąga w różne dziwne miejsca :D Najbardziej interesuje go video i zrzucanie na podłogę wszystkiego co się da ;> Przywieźliśmy mu samochód co jeździ i wyje, i po chwili został bez okien ;> Szaleje ten berbeć, szaleje, ale jak mnie zobaczy to zaraz mu taki zawstydzony uśmiech wykwita i bidny nie wie co z rękami zrobić ;> Ja wiem że moja uroda nieodparcie działa na mężczyzn, ale może niekoniecznie na takich małych, hm? ;P Gdy Karolek za bardzo rozrabiał, wujek mówił „Cicho, bo zaraz przyjdzie ciocia Madzia!” Świetnie, to teraz awansowałam na rekwizyt do straszenia dzieci _^_ Ale faktycznie, takie brzdące jakoś długo się ze mną oswajają ^ ^’ Tak samo reagował kiedyś kuzynek Wojtuś, aż do pamiętnego wspólnego jedzenia wafli i częstowania ciastkami :D W sumie ja też jakoś się boję do maluchów zbliżać, bo zaraz mam wrażenie że potłukę albo co _^_

    Za to życie towarzyskie wirtualne coś jakby osłabione, jeśli nie liczyć faktu, że Xel-chan się odezwał po jakichś 8 miesiącach milczenia. I ofkoz zachowywał się jakby te miesiace nie minęły. I właściwie ja też. Tyle że potem chodziłam jak struta. Doprawdy, za dużo czasu i nerwów mi zabrało wyleczenie się z niego żeby teraz to odnawiać… Dlatego jego numer już dawno z gadulca mego wypadł… Dziwnie się czuję gdy o tym myślę. Trzeba będzie przestać myśleć. Cieszyć się wakacjami. Nawet jeśli (prawie) wszyscy wyjeżdżają. Nic nie poradzę na tęsknotę i być może pojawi się trzeci na tym bloczku liścik, ale chyba już nie tak pesymistyczny jak dwa poprzednie. W końcu z nikim się aktualnie nie rozstaję na dobre, prawda? PRAWDA???

    Niech to, czy ktoś mógłby mnie odwieść od mojej chorej ambicji zrobienia laya? Przecież właśnie po to chciałabym go zrobić, żeby móc do tego wykorzystać swoje rysunki, a sęk w tym że moje rysunki już zeskanowane i rozpikselowane niespecjalnie są reprezentatywne… T_T (powiedziałabym „przykład macie w linku powyżej”, ale Ken-kun by się obraził ;P)

    Nic się nie dzieje. Mnie powinien ktoś uściskać. Na żywo.

    You represent... hope.
    You represent… hope.
    You’re quite a daydreamer and can be a hopeless romantic. You enjoy being creative and don’t mind being alone at times. You have goals, and know what you want in life… even if they are
    a little far fetched.

    What feeling do you represent?
    brought to you by Quizilla

    Scenka sezonu:
    Shuichi: If Yuki is throwing up blood…
    Marcelina: …to znaczy że jest w ciąży! >;D

    gol3_.gifProszę Państwa, relacja z Nightquestu trwa! Kamera znajduje się w ślicznej, malowniczej, wilgotnej i przytulnej pieczarze, wyłożonej różowymi poduszkami. Z góry zwieszają się porosty, niczym baldachim. Na największej górze poduszek siedzi Różowe Bóstwo, wachlowane przez Yanikę. Właśnie kieruje na siebie kamerę, żeby pokazać jaki ma zadowolony pyszczek ;>
    – Ja nie wiem po co to wachlowanie – stwierdza Yanika – Przecież tu jedna wielka wilgoć!
    – No właśnie – odpowiada Niuniuś – Może przez ten wiaterek nie zamoknę i nie zapleśnieję :P Poza tym nie marudź, możesz chyba mi się odwdzięczyć za pławienie się w luksusach!
    – To że jestem twoją osobistą kucharką nie oznacza że muszą mi ręce omdlewać przy wachlowaniu!
    – Sama powiedziałaś, że mogę cię zaangażować, więc się poświęcaj.
    – Nie byłam jedyna, mogłeś wziąć Drusillę-san.
    – NIE!!!!!!!!!!!!!! O_o
    – Czemu? Też gotuje i jest silniejsza…
    – Albo za mało ją znasz, albo spiskujesz przeciw mnie…
    Konwersację przerywa wejście tubylca-tłumacza, noszącego wdzięczne miano Bigklik, czyli po naszemu Majonez.
    – Różowe Bóstwo mieć teraz audiencja! – oznajmia podniosłym tonem.
    – Kolejni wierni chcą na mnie popatrzeć? – pyta Niuniuś – To już ta godzina?
    – Różowe Bóstwo przyjąć nasz wódz i wysłuchać jego rada.
    – Faceta, który nas złapał? A niech się korzy ;>
    Wchodzi wysoki tubylec w zbroi z łusek czegoś zielonego i ani myśli się korzyć. Za to wybucha potokiem słów, za którymi nawet ja nie mogę nadążyć, a potem wychodzi…
    – Co jest, nawet się nie ukłonił!!! >< – Różowe Bóstwo, jak widać, dobrze się czuje w swej roli.
    – Wódz mówić najlepsza pora na wojna z Igg Ugg gdy my znów usłyszeć pieśń zwycięstwa – wyjaśnia Bigklik.
    – A królowa mówiła, że wtedy ma być najlepsza pora na festyn, a nie na żadną wojnę! – przypomina sobie Yanika.
    – Królowa być mądra i dobrze rządzić, więc my jej słuchać – wzdycha tubylec – Ale wódz być silny i dowodzić całe wojsko, więc my go też słuchać. Królowa i wódz ciągle się spierać, a to nie być dobrze dla nasze plemię… My być w rozsypce to Igg Ugg nas móc zaatakować znienacka…
    Niuniuś prycha, bo nie może się nadziwić temu co usłyszał gdy już zainstalował się na posadce i zaczął poznawać historię plemienia. Cała drużynka dowiedziała się wtedy, skąd wzięła początek waśń między plamionami Igg Ugg i Geggblikk Ugg. Była to opowieść tak niesamowita, że dech zapiera, a…
    Zaraz, Niuniuś chyba o coś pyta!
    – O co właściwie chodzi z tą pieśnią zwycięstwa?
    – Przepowiednia głosić, że gdy my usłyszeć pieśń zwycięstwa, pojawić się Różowe Bóstwo, a gdy usłyszeć drugi raz, Bóstwo dać nam słońce – odpowiada Bigklik – I jedno rano my słyszeć pieśń niosąca nadzieja w serca. Pieśń cichutka jakby dobiegać z bardzo daleko, ale piękna i głosić przesłanie. A wieczór my spotkać wy.
    – Zaraz… – zamyśla się śkłib – Czy to znaczy że nie wiedzieliście kiedy dokładnie ta pieśń zabrzmi?
    Tubylec kiwa głową.
    – I teraz też nie wiecie kiedy ją ponownie usłyszycie?
    Tubylec ponownie przytakuje.
    – Czyli to może potrwać nawet lata, czyli nie ma co myśleć o wojnie, czyli mam spokój i możesz mnie jeszcze trochę powachlować – te ostatnie słowa uspokojony Niuniuś kieruje do Yaniki.
    ***
    A teraz przenieśmy się do całkiem sporego grzyba z zielonym kapeluszem i okrągłym okienkiem na świat. I wygląda na to, że ktoś tam zainstalował drugą kamerę. Już mam podejrzenia kto…
    – JA SIĘ NIE ZGADZAM!!!!! – drze się Drusilla, która z pewnością stałaby wciśnięta w kąt, gdyby wnętrze grzyba miało kąty.
    – Nie rozumiem o co robisz taki szum – mówi sucho Kirai.
    – JAK TO O CO?!?!? >< – woła łowczyni nagród jeszcze głośniej – Umieścili nas dwoje razem w jednym grzybie!!!!!!!
    – No co, nigdy nie widziałaś koedukacyjnych grzybów? – bishonenek nie daje się wytrącić z równowagi.
    – Nie aż tak koedukacyjnych – burczy Druśka – Żeby ładować pod jeden kapelusz samotną pannę i awanturnika, który może nastawać na jej cześć?!?
    Czy ona się przypadkiem nie rumieni? O_o Ale Kirai tylko obrzuca ją spojrzeniem pozbawionym wyrazu.
    – Oho, już się zaczyna taksowanie mnie wzrokiem! – ona chyba mylnie pojmuje jego spojrzenie. I naprawdę buraczeje! O_o – Tylko spróbuj coś zrobić przy dziecku!!! ><
    – Przy jakim dziecku? – Kirai wygląda na zdziwionego.
    – Nie udawaj że zapomniałeś o tej małej Gabryś…
    – A właśnie, gdzie ona jest?
    – Jak to gdzie… – Druśka rozgląda się po całym grzybie i z zaskoczeniem odkrywa, że poza nimi dwojgiem nie ma tam ani żywej duszy!
    – Nic to, pewnie jest z tamtymi – wzrusza ramionami młodzieniec – Albo poszła się pożywić swym uroczym sposobem…
    Na te słowa słyszy głośne burczenie w swoim własnym brzuchu.
    – A tu żarcia nie ma – komentuje ten fakt spokojnie – Zresztą i tak nie miałby go kto upichcić.
    – Co ty sobie wyobrażasz – w Druśce aż się krew gotuje – że w tej drużynie tylko Yanika potrafi pichcić?!? Wyobraź sobie że JA TEŻ POTRAFIĘ!!!!!!!!!! ><
    – O.
    – No!!! To zobaczysz!!! – panna D. chwyta wiszący nad paleniskiem kociołek i wygiega z nim z grzyba. Powraca po jakichś 20 minutach z naręczem małych zielonkawych grzybków, a kociołek ma napełniony wodą, po której jeszcze rzęsa pływa. Zadumany Kirai obserwuje, jak ze skupieniem wrzuca grzyby do kociołka i miesza je patykiem.
    – Daj ogień! – warczy na niego.
    – Sama se daj, co ja jestem, piroman jakiś? – burczy Kirajek – Jak chcesz napalić, trzeba było iść do tubylców.
    – Oni tu nie mają ognia >< Właśnie się dowiedziałam. Żyją w ciemności a jadają na surowo.
    – To po co im tutaj to palenisko?
    – Żeby nam przypominało dom rodzinny – -’
    – To może ja pomogę? :) – obok nich pojawia się postać w fioletach, trzymająca w dłoni zapaloną zapałkę.
    – O, znowu ta.
    – I pewnie coś kombinuje – -’
    – No wiecie, ja wam pomoc niosę a wy do mnie tak nieuprzejmie? :) – Xella-Medina wcale nie wygląda na obrażoną – O, wypaliła się :)
    – Ej, a masz jeszcze?
    – Trzeba było korzystać póki była okazja :) – Poszukiwaczka Tajemnic siada przy czymś w rodzaju stolika i wyjmuje z torby czajnik bezprzewodowy – Chcecie herbatki? :)
    – Ooooo! POŻYYYYYYYYYCZ!!!!!!!! – Druśka z rozgwieżdżonym wzrokiem wyrywa jej czajnik i wlewa do niego zawartość kociołka.
    – OK, tu się naciska – instruuje ją Xemedi-san – a gdy się zagotuje, to sam się wyłączy :)
    Uradowana Drusilla wciska przycisk i potrząsa czajnikiem, żeby się lepiej wymieszało. Mija czas, w którym zupka powinna już być gotowa, i bardzo dobrze, bo Kirajkowi coraz głośniej kiszki marsza grają ;> Ale… Co to za bulgotanie?
    – O, kipi :) – zauważa Xella-Medina.
    O_o
    – Zaraz, jak to kipi? Nie miało się przypadkiem wyłączyć? – pyta Kirai.
    – Cóż, są rzeczy na niebie i ziemi, o których filozofom się nie śniło… :)
    – Ty, weź tym przestań trząść… – chłopak podbiega do Drusilli żeby zabrać jej czajnik, ale w tym momencie pokrywka zostaje z głośnym gwizdem wystrzelona w górę, przebija sufit i wzlatuje gdzieś hen, wysoooooooko…
    – No i się ugotowało – oznajmia triumfalnie nieustraszona mistrzyni sztuk kulinarnych. Wlewa swe dzieło do blaszanego talerza i z dumą podaje Kirajkowi. Zawartość talerza jest nie do opisania, więc powiem tylko, że jeszcze bulgocze.
    Drusilla patrzy z oczekiwaniem.
    A Kirai je…
    Je…
    I je…
    I, ku zgrozie ludzkości…

    …zjadł.

    A potem mu się zdrowo odbiło.
    – I… jak? – pyta nieśmiało (!!!) Drusilla. Chłopak wygląda przez chwilę na zadumanego.
    – No – stwierdza w końcu – Niezłe. Sycące.
    – Smakowało?
    Xella-Medina spada z krzesła, próbując powstrzymać się od śmiechu.
    – Smakowało!!! *_____*
    – No i co…
    – Wreszcie ktoś docenił moje umiejętności kulinarne!!! *_____*
    Xemedi-san znika na sekundę przed niepowstrzymanym w końcu wybuchem śmiechu.
    No cóż, są rzeczy na niebie i ziemi… zresztą, te słowa już raz tu padły ;>

    CDN

    gol16_.gifTADAIMA!!!!! ^__^v
    Hehe, długo mnie nie było, co? ;> Najwyraźniej wystarczająco długo żeby nawet Kero-chan wrzuciła komentarzyk ;D Spędziłam cztery leniwe dni w miejscu, gdzie dawno temu Tatarzy naszych roznieśli, a w czasach obecnych robi się z tego takie święto jakby to nasi roznieśli Tatarów ;P Dni Wielkiego Czytania i Wielkiego Rysowania, które zaowocowały ciekawymi efektami…
    Lex: Na przykład jeszcze bardziej się zdeprawowałaś w wyniku czytania opowiastek o zbereźnych mnichach, cudzołóstwie i zaganianiu diabła do piekła ;>~~~
    Niewiniątko się znalazło – -’ To była moja lektura w I klasie liceum, imaginuj sobie :P
    Lex: TAKICH opowiastek z Dekameronu to chyba nie przerabialiście ;P
    Co nie zmienia faktu, że cała klasa przy nich padała ze śmiechu >;D Nawet nasza sztywna polonistka >;D A przy okazji, chłopaki, powinniście już być w herbaciarni!!! ><
    Lex: Nie sądzę ;> Posiedzę sobie tutaj i będę ci psuł reputację ;>
    Shigeru: On chyba chce się odegrać za to, że ci nie wyszedł ;P
    Lex: Ej, nie sądź że coś takiego może mnie wytrącić z równowagi!
    Shigeru: Jasne, w końcu co poradzisz że jesteś za mało fotogeniczny ;P
    Lex: Raczej jestem bardziej skomplikowany niż na przykład ty :P
    Shigeru: I co jeszcze?!? *wyciąga katanę*
    Lex: Może to? ;> *wyciąga łuk*
    Shigeru: Skoro wolisz z dystansu… *wyciąga magnum*
    Ej, MOJE magnum!!!!!! Shigeru!!!
    Shigeru: A nie mogę? T_T
    Możesz. Nawet powinieneś. Ktoś musi go stąd wykurzyć bo blogować się przy nim nie da ><
    Lex: Jak zwykle wszyscy przeciwko mnie :P *znika*
    Shigeru: I nie zdążyłem sobie postrzelać… *też znika*
    OK, na czym ja…

    A zatem dwa pierwsze dni spędziłam przede wszystkim na czytaniu, a to z tego względu że pochmurno było, sennie było i czułam się niezdolna do wykonywania większości czynności fizycznych poza myciem zębów, czytaniem i odwiedzaniem Kaśki. Zmora jedna była zwykle bardziej zaspana niż ja i jeszcze bardziej mnie tym zarażała… Przeto czytanie jeno mi pozostawało… W takich chwilach dobrze mieć ciocię prowadzącą bibliotekę i móc wypożyczyć sobie kupę książek ^.^v I tak mi ich do soboty nie starczyło i musiałam podbierać romansidła rodzicielce ;P

    A propos książek – wbrew opiniom co niektórych, „Muzyka duszy” bardzo mi się spodobała. Więcej, czytałam ją z głodem w oczach. W czasie pobytu u babci przynajmniej pół raza dziennie. Ale to pewnie przez tę gitarę ;D

    Albowiem niemal wszystko w moim życiu staje się przez gitary, herbatę albo facetów.

    Choć nie mam pojęcia dlaczego właśnie przez facetów ;P

    Dnia trzeciego słońce grzało dla odmiany aż za bardzo, o czym mogłam się przekonać podczas 3-pokoleniowego spaceru śladami wspomnień. Hehe, babcia nas zagnała hen, daleko, na pola gdzieś i na łąki, choć pól i łąk wciąż ubywa, a na ich miejscu coraz to nowe domy stają. Tamtego dnia obeszłam chyba wszystkie miejsca, w których spędziłam dzieciństwo, choć do wielu z nich już się dostać nie da… Lasek cały zarośnięty chaszczami i zapuszczony, ani śladu po moich sekretnych ścieżkach i zaprzyjaźnionej rzeźbie siejącej wiatr, której przynosiłam stokrotki. Teraz już i pod lasek domy podchodzą, mam nadzieję że go w końcu stamtąd nie wykurzą i będzie sobie trwał, nawet jeśli wejść do niego trudno. Moje dawne podwórko też porośnięte trawą, deszcz już nie ma gdzie tworzyć kałuż, na widok których aż się chciało kalosze zakładać. Przynajmniej maki ciągle rosną i można z nich robić panienki w czerwonych sukienkach. Z górki do jeżdżenia na sankach i wpadania przy tym w stan przedzawałowy (nyo cio, lęk wysokości ma swoje prawa ;P) też pewnie da się jeszcze zjechać, a przynajmniej widoki podziwiać, trzeba się tam będzie przejść następnym razem, bo aż tam nie doszłyśmy. A pod górką łąki, łąki, łąki (gdzie raz mi zając wyskoczył spod nóg ;D) i bajorko przeurocze ;> I wszystko woła do mnie „czy pamiętasz?” Pamiętam doskonale… Na kilka chwil stałam się znowu małą istotką, która w kilku drzewkach i polance potrafi dostrzec wielki magiczny świat i przeżywa w nim przygody, jakich tylko dziecko może doświadczyć. Dlaczego brak mi słów żeby to opisać? Na szczęście z moją wyobraźnią nie jest jeszcze tak źle, skoro tamten świat ciągle pamiętam i daję radę zobaczyć… Chętnie bym się znów przeszła tym nie do końca zapomnianym szlakiem, ale już sama…

    Jakkolwiek mój mały światek z dzieciństwa różni się od obecnego, chyba mnie zainspirował, bo wena zaatakowała mnie aż w nadmiarze i obiecałam sobie, że po powrocie do domu będę pisać, pisać… Muszę zrealizować obietnicę zanim magia mnie opuści i powróci codzienność, co może nie być łatwe, bo gdy tylko wróciłam do domu znowu mnie zaczęło dopadać zmęczenie i chyba powinnam wyjechać gdzieś dalej i na dłużej żeby się doładować bez żadnych przeszkód. Gdzieś gdzie nie ma monotonii. I gdzie miałabym towarzystwo niekoniecznie rodzinne. Nic tylko mieć nadzieję, że okâsan dostrzeże we mnie w końcu istotę samodzielną i da mi błogosławieństwo na jazdę przynajmniej do Alirci, bo to najbliżej ;> Tudzież na Bakę, dopiero w listopadzie, ale tym razem nie przepuszczę!!! A niech się rodzicielka przez te 2 dni pomartwi, dobrze jej to zrobi, zwłaszcza jeśli wrócę cała i zdrowa ;> OK, już milczę, żeby nie zapeszać… ;P

    Hej, były już te testy? Nie były? To będą >;D

    Insane
    You are Insane. Have no fear, insane is quite fun.
    You have an excuse to do crazy stuff that
    nobody understands but you. Yippee!

    Are You Strange, Weird, or Insane?
    brought to you by Quizilla

    1041783623_evil4.gif

    NINJA
    You have been involved in a shameful online RPG,
    and your soul will never be clean. You’ve
    soiled the memory of a dead author and
    neglected yourself and other human beings for
    months at a time; there is no way to make up
    for this. The Lord has turned His eyes from you
    forever!
    Keep back, you utter trash!

    Why Will You Go To Hell?
    brought to you by Quizilla

    Tak, tak. Nie ma dla mnie ratunku. >;D

    goth2_3_28_2002.gifStwierdzam u siebie ostatnio syndrom nadmiernego nicnierobienia – co prawda zawsze to w jakimś stopniu mam, ale zwiększyło się w czasie zatrzęsienia testów i egzaminów, i za nic nie chce przejść. Powinnam w wakacje podładować akumulatorki trochę, ale nie szykuje mi się nawet żaden poważny wyjazd, co oznacza, że spędzę miło czas ino w Legnicy i okolicach. W chwili obecnej najistotniejsze jest skończenie wreszcie listu do Hikusia, bo inaczej będzie pisany i wysyłany dłużej niż Hikusiowy list do mnie ;>

    A przecież tak bardzo lubię pisać listy, prawie tak bardzo jak je czytać ;) To pewnie dlatego, że mogę wreszcie pisać co chcę i nikt mi nie przerywa, nie protestuje ani się nie śmieje. Przynajmniej w trakcie pisania, bo nie wiem co sobie myśli adresat mojego listu w trakcie jego czytania ;>
    Pamiętam jak dawno temu tworzyłam swój pierwszy Normalny List do świeżo poznanej osóbki z netu i w sumie nie wiedziałam co by stworzyć żeby miało sens i robiło wrażenie, zwłaszcza że jedynym punktem zaczepienia był wtedy Trunks z Dragonballa ;> Wyszedł mi radosny Chaos, a adresatka, z którą notabene się gubimy i odnajdujemy, i znowu gubimy i tak w kółko ;> nie dość że się w nim połapała, to jeszcze odpisała i mogłam ją męczyć Wojowniczkami Poświaty do granic możliwości ;> W pisaniu listów jest coś magicznego, bo są żywsze od maili i do pisania można sobie usiąść wieczorkiem, włączyć muzyczkę i złapać klimat, a jeszcze do tego poczuć więź z osobą, której się właśnie wylewamy, choćby nawet była na drugim końcu Polski/świata/whatever. Oczywiście może to być jednostronne, ale chyba nie jest, skoro zwykle dostaję milutkie i serdeczne listy ^___~ Ciągle mi ich za mało, ale z drugiej strony nie wiem czy podołałabym z odpisywaniem, zwłaszcza jeśli jestem taka padnięta jak teraz… Ale może oczekiwanie z radością na kolejny list mogłoby to zmienić…

    Najbardziej się jednak boję, że pewnego dnia odkryję, że nie mam o czym pisać. A to dlatego, że z listami u mnie jak z blogiem – otwieram się w nich najbardziej jak mogę i jeśli ktoś, z kimkoresponduję, zajrzy na mój bloczek, to kiedyś może przeczytać tu i tu to samo, a wtedy zacznę podawać w wątpliwość sens korespondencji… Nie, mam cichą nadzieję, że tak się nie stanie… W każdym razie listy i blog to dla mnie najlepsze formy otwarcia się i niby nie da się poznać człowieka tylko i wyłącznie czytając jego zapiski, ale na przykład koleżanki z liceum przez 4 lata narzekały, że jestem skryta i nic o sobie nie mówię, a kolega, który przestał tu przychodzić z powodu nieznanego, stwierdził, że gdyby nie wiedział czyj to blog, w życiu by się nie domyślił. A ja się cieszę, że ludzie czegoś się o mnie w ten sposób dowiadują i że chcą się dowiadywać, choć jestem ciekawa, czy rozpoznaliby autorkę bloga w istocie jaką jestem na żywo. I po raz kolejny zastanawiam się czy bloguję dla siebie czy dla innych… A w rezultacie stwierdzam, że pamiętnikowanie też traktuję jako rodzaj korespondencji i zawsze tak było odkąd pamiętam. W moim pierwszym zeszyciku też były na początku takie krótkie zapiski, a potem zaczęłam się rozkręcać ^ ^ W tych zapiskach zwracałam się do Kari-chan z okładki zeszytu i traktowałam ją faktycznie jako adresatkę, powierniczkę albo jak kogoś kto obserwuje moje pisanie i może się nad nim pozastanawiać. Czyli wychodzi na to, że nawet jeśli piszę dla siebie, to i tak potrzebna mi druga osoba, której pozwalam na zaglądanie w moje myśli. Cóż, pamiętnik to takie coś, co powstaje, żeby móc zapisać wszystko co chce się pamiętać albo żeby potomni mogli sobie poczytać i też pamiętać… Może i jest parę myśli, których bym tu nie uwieczniła, ale ich nie przelałabym chyba nawet na papier. Niech sobie pozostaną w mojej głowie, tam gdzie nikt ich nie odkryje dopóki nie uznam ich za przeterminowane…

    Zaczęłam się zastanawiać, czy ludziom, którzy twierdzą, że blogują wyłącznie dla siebie, naprawdę zupełnie nie zależy na frekwencji odwiedzających. Bo gdyby tak rzeczywiście było, to czy nie pisaliby w zwykłym zeszycie, który mogliby schować na dno szuflady i nie martwić się, że ktoś skrytykuje? Za to pewnie nie biegają po każdym napotkanym bloczku, nie zostawiają schematycznych wypowiedzi w księgach gości i nie robią sobie reklamy. Raz jedna jednemu wpisała standardowo „ql blog, zapraszam do siebie” a potem wrzuciła następny wpis, w którym tenże „ql blog” równo objechała i zaczęła dyktować co powinien u siebie zmienić, żeby jego „ql blog” przestał być nudny a zaczął być taki ql jak jej. Przy czym jej własny zapiskownik na pierwszy rzut oka wygląda średnio, na drugi rzut oka nie zasługuje, przynajmniej według mnie. Wywiązała się z tego dyskusja nielicha, bo oboje zaczęli krytykować nawzajem swoje blogi, a i tak nic z tego nie wynikło. Pamiętam jak założyłam to moje kochane maleństwo i sama latałam po rozmaitych bloczątkach, ale nie byłam hipokrytką i autentycznie się nimi zachwycałam, w końcu sama byłam początkująca i nie potrafiłam jeszcze stworzyć czegoś co by się im równało. Sporo linków się wtedy u mnie pojawiło i zbyt wiele mi to nie dało. Dziś przeważająca większość obecnych, to linki do blogów, przy których trwam, które mnie interesują i które wspominam dlatego że chcę, a nie dlatego że wypada. I w sporej części tych blogów spotkałam się z wzajemnością.

    Jeśli ktoś doczytał do tego momentu, serdecznie mu gratuluję. Taka długa epistoła powstała niejako na zapas, bo wieczorem jadę do babci i zostaję tam do soboty. Będą to dla mnie dni jeszcze większego nicnierobienia, zwłaszcza że nie będę mogła słuchać płyt, ale może znajdzie się kawałek przestrzeni, po której będę mogła pospacerować. Zabieram ze sobą parę kartek i coś do pisania, na wypadek gdyby dopadła mnie wena. Zabieram nowo kupioną „Muzykę duszy” Pratchetta, którą udało mi się zachować nietkniętą i na jakiś czas pobytu poza domem starczy. Zabieram list do Hiki, żeby go wreszcie skończyć. Zabieram też Shigeru, na życzenie Vanny dołącza się Clayd, a nie zdziwię się jeśli na miejscu zastanę jeszcze Lexa, bo on się wszędzie wtryni żeby tylko mnie wykończyć nerwowo. Będą mi pozować w ramach nauki rysowania facetów. A nuż coś z tego wyniknie…

    Mam nadzieję, że się perfidnie nie rozjedziecie wszyscy gdy wrócę, bo już teraz mam za kim tęsknić, większa tęsknota mnie dobije T_T
    I mam nadzieję że podczas mojej nieobecności Slayers i Chobits wreszcie dotrą do Legnicy. I że od razu ich nie rozkupią.
    Ech, czuję się jakbym wyjeżdżała co najmniej na 2 tygodnie…

    goth00.gifSzklaneczka w górę iiiiii… Pusta już? Trudno.

    Nothing I wanna tell
    And it’s not necessary to say
    Such as nature
    It’s significant to be there, but no words…

    Dnia pierwszego lipca 2002 roku założyłam sobie bloga.
    Jak widać blog ów ciągle stoi i ma się całkiem całkiem… Właściwie miałam tę notkę napisać wczoraj, ale zebrało mi się na wspominanie i dorwałam się do archiwum, żeby się pośmiać z tego co tam swego czasu bredziłam (A gdy doszłam do relacji z herbatek, przeszłam do archiwum Serisi, żeby pośmiać się jeszcze bardziej – ona ma wrodzony talent do recenzowania >;D Nic tylko ogłosić marzec miesiącem WiPu! ^.^v). Oglądam się wstecz, patrzę swoje wczesne notki, krótsze niż obecnie niektóre Wasze komentarze i stwierdzam, że rozkręcić się nie było jednak aż tak trudno. Choć przez ten rok nie ewoluowałam… Bo co? Nie widać żebym dojrzała, zmądrzała ani uporządkowała swoje myśli. I gdy siedzę sobie u Chise, której blog jest rówieśnikiem mojego co do dnia, mina mi trochę rzednie, bo to ja się przy niej czuję smarkata, jestem pod wrażeniem jej wpisów i tak już pewnie zostanie. Nie wiem, może kiedyś mimo wszystko stanę się dorosła, spojrzę na (zakładam że wciąż istniejący wtedy) bloczek i spytam ze zdziwieniem czy to naprawdę pisałam ja. Już kilka razy, jeszcze za czasów starego pamiętnika, miałam takie chwile, w których moje zapiski były o krok od spoważnienia, ale jakoś im to w końcu nie wychodziło. Czyli albo mi się tylko wydawało, albo miałam szansę i nie wykorzystałam jej. Albo może po prostu ulegałam chwilowemu nastrojowi… W każdym razie pod jakimś względem się ten bloczek zmieniał – może nie tak często jak inne, ale jednak pod względem imidżu ;D Po tak długim okresie stylowej czerni powrócił do błękitu. TAK! Powrócił! Bo już był niebieski – pierwszego dnia przez chwilę miał jeden ze standardowych szablonów, ten w kolorze blue ;> Ale Satsuś go dorwała i dokonała operacji plastycznej w kierunku odwrotnym niż u Majkela Dżeksona ;P Kto wie, może i byłabym w stanie zrobić samodzielnie layout, ale wbiłam sobie do głowy, że najpierw sobie sama coś do niego narysuję (To przez Serisię!!! I przez DraNKę!!! :P). A rysowanie trwa i trwa, i trwa… Tak, wiem że na obecnym layu jest mój rysunek, ale mam jeszcze takie jedno małe marzonko ^ ^ I postaram się, żeby się wreszcie spełniło…
    Październik miesiącem oszczędzania a lipiec miesiącem blogowania ;> Dlatego z tego miejsca pozdrawiam wszystkie lipcowe blogowiczki – Satsuś, Ajecian, Chise, Chii-chan, Yumi-chan i jeśli o kimś zapomniałam to też pozdrawiam *ściiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiisk*
    Mam blog i się z tego cieszę. Jestem ekshibicjonistką? Może i tak. Tylko i wyłącznie tutaj. Piszę dla siebie? Owszem, ale obecność innych wiele dla mnie znaczy.

    …about the meaning of being born
    It’s nonsense to think about
    If you have a time to think about such a thing
    Let’s climb the mountain!

    Siedzę sobie rozluźniona, rozmarzona i po prostu mi dobrze jak rzadko, i nie wiem czy to dzięki w miarę normalnej wreszcie pogodzie, czy dzięki odprężającej kąpieli, czy może dzięki piosenkom mojej idolki Kokii, której ostatnio słucham jeszcze chętniej niż zwykle. Nawet idę na ustępstwo i na WinAmpie, bo Serisia i Satsuś się ostatnio zbulwersowały, że go nie posiadam i aż musiałam go ściągnąć ;P A to że czasem chodzi jakby chciał a nie mógł, wszystko w jego obecności chodzi jakby chciało i nie mogło, i lubi się czasem zawiesić to już szczegół, ne? ;> I rozleniwiona jestem – może się nie wyspałam… Zwłaszcza że tak miło zakończyłam dzień, oglądając ostatni odcinek Slayers NEXT >;D Ech, póki powykrzywiana mordka Phibcia mnie nie straszy po nocach, dobrze jest ;>

    It’s not like a gamble
    If you take a step forward
    Definitely you will reach the top of the mountain!

    Dziś znów wybrałam się na poszukiwanie mang i powoli tracę nadzieję, że ujrzę je w miarę szybko _^_ Premiera czegoś w Legnicy to coś jeszcze bardziej oddalonego w czasie niż premiera w Polsce Harry’ego Pottera 5 w naszej mowie ojczystej ;P na którego jednak czekam, mimo że dowiedziałam się z pewnego źródła któż to tam zejdzie i mnie ta prawda dobiła T_T A propos, czytałam jak ponoć autorka przeżywała fakt, że ten ktoś zginie i spotkałam się z opiniami, że ona tak mówi tylko dla jeszcze większej komerchy, bo kto widział żeby płakać nad jakąś postacią z książki, nie? A ja wolę wierzyć że jednak nie. I domyślam się, że osobniki wygłaszające te opinie nigdy nic nie stworzyły. Bo owszem, można pisać tylko dla kasy, ale można też się przywiązać do swoich postaci jak do żywych ludzi i przeżywać wszystko razem z nimi. Może i nie płaczę, bo swoje już po prostu wypłakałam w dzieciństwie, ale wiem co czuł Jason, gdy stracił kolejną ważną dla siebie osobę i wreszcie postanowił stawić czoło Raven. Wiem co czuła Natsumi-chan, gdy jej życie przestało należeć tylko do niej i dręczyło ją w koszmarach najstraszniejsze wspomnienie. Rozumiem Akane-chan, tak do mnie podobną, mimo że tak różną, panicznie bojącą się samotności i piszącą piosenkę po śmierci najbliższego przyjaciela. Rozumiem Yanikę-chan… Wróć, do tego chyba zdolna nie jestem ;P ale jej też mi żal i to nie dlatego, że ma taki dziwny gust w ubieraniu się XD Niestety, ciągle zbyt trudno jest mi to przenieść na papier/serwer/twardy dysk. I gorzej, mam wrażenie, że moim powołaniem jest pisanie wyłącznie historyjek lekkich, łatwych i nie tak wyrazistych jak bym chciała. A marzę o napisaniu czegoś ciężkiego, mrocznego i głębokiego… I czuję się zupełnie bezsilna gdy czytam właśnie taką twórczość. Powinnam teraz powiedzieć, że w końcu pozostanie mi pogodzenie sie z tym i zostanie nauczycielką ;P ale dzisiaj Promyk Nadziei mój jaśnieje mocniej niż zwykle, jest mi dobrze i czuję się… szczęśliwa? Może nawet szczęśliwa…
    Nawet pomimo regularnej tęsknoty pod tytułem „Chciałabym Was Spotkać”.

    Let’s get on the flow,
    which is the rule of the universe
    Keep moving,
    otherwise you fail to keep up with the moment…

    A skoro już przy Harrym Potterze jestem, to zrobię sobie teścik na Huncwota :D
    moony.jpg
    Which Harry Potter Marauder Are You?
    Yay! Yay! Lupinek!!! :DDDDDDDDD

    The more you distress
    The more you get the answer
    How to climb, how to walk, how to get to the flow…

    I wychodzi na to, że pozostanę genki… Będzie się można przy mnie uśmiechnąć, roześmiać, przestać myśleć o sprawach mądrych i głębokich. I wychodzi na to, że więcej od siebie i innych oczekiwać nie powinnam. I nie będę. Nie teraz. Teraz jest mi dobrze. I od jakiegoś czasu łazi za mną to dziwne przeczucie, że wkrótce zdarzy sie coś ważnego…

    We are getting closer to the way out…

    • RSS