got54.gifCiemno wszędzie… Głucho wszędzie… Wrota do podłóżkowych krain przekroczone jakiś czas temu… Kamera rejestruje mrok rozświetlany ino fluorescencyjnymi… Gałązkami? Jak to zwać? Takim czymś, czym machałam na koncercie Ich Trojga (don’t ask…). Gałązki owe dzierżą tubylcy, mający długie łapy, rozwichrzone szopy i takie śmieszne ubranka z mchu… Buahahahahahaha!
– Też masz się z czego śmaić – prycha Niuniuś zza krat – Nie ma cię tu z nami ><
Spogląda żałośliwie na drugą, większą klatkę, w której siedzą Druśka, Yanika, Gabriella i Kirai. Przebywają tam odkąd tubylcy zaskoczyli ich podczas snu, owinęli swoimi dłuuuuuugimi łapami i zaciągnęli do swojego obozu, przy okazji konfiskując im całą broń. Niestety również kamerę, która jeszcze niedawno stała na honorowym miejscu w namiocie szefa (jakimś cudem zdołali ją wyłączyć, więc nie wiem co to za jeden ów szef), ale śkłib jakoś wyśliznął się z klatki i wykradł ją gdy wszyscy spali. Za karę oddelegowano go do osobnej klatki, ale kamery sobie odebrać nie dał, dzięki czemu mogę teraz relacjonować ^.^v
– A widzisz! To, że teraz piszesz, zawdzięczasz mi!!!
Ucisz się i skieruj kamerę na tamtych, chcę posłuchać!
– O jasny gwint jak ciemno >< – narzeka Drusilla.
– Ciemność jest taka urocza – wzdycha Gabriella – Gdy jeszcze mieszkaliśmy z Jasonem i, za przeproszeniem, Remym – krzywi się na chwilkę – przy cmentarzu, lubiłam się nocami wymykać z domu i siadać na grobach *___* Czułam taką wspólnotę z umarłymi – ciągnie rozmarzonym tonem, nie zauważając, że pozostali starają się od niej odsunąć jak tylko się da.
– Ja chyba jednak wolę słońce – mamrocze Kirai – A tu jeszcze autorka każe mi siedzieć ze swoim najstraszniejszym dziełem…
– Kto tu jest straszny??? – moje najstraszniejsze dzieło podejmuje rękawicę – Ty się nawet nie uśmiechniesz!!! Chodzisz taki obszarpany!!! – spogląda z żalem na swą przybrudzoną koronkową sukienkę, co sprawia, że Yanika również zaczyna przyglądać się swoim wstążkom.
– Po prostu mówię, że po twojej autorce można się wszystkiego spodziewać, skoro potrafiła stworzyć takiego rozpieszczonego bachora jak ty – syczy Kirai przez zęby.
– A TWOJA AUTORKA WŁAŚNIE MOLESTUJE MOJEGO BRATA!!! – Gabriella traci panowanie – Ciekawe czego można się spodziewać po jej dziele!!!
– CISZA WSZYSCY!!! – drze się śkłib – Miya to opisuje i robi wam obciach!!!
– I tak nas za bardzo nie widzi – wzrusza ramionami Kirai.
– Co to za porządki, żeby światła nie było?!?!? >< – wścieka się Druśka.
– Wiecie co? – odzywa się Yanika – Ja mam…
– Mieliśmy latarkę!!! – przerywa Druśka ze złością, wstając gwałtownie i zaliczając głową metalowy sufit (?) – TY MIAŁEŚ LATARKĘ!!!!!!!!!!! – rzuca się na Kirajka i szarpie go za kamizelkę – I pozwoliłeś żeby ci ją świsnęli, patafianie jeden!!! ><
– To trzeba było stać na warcie – Kirai tłucze głową o kraty.
– A po jakie licho nam była silna męska ręka?!? Żeby nas chronić!!!
– Słuchajcie, ja mam… – próbuje coś powiedzieć Yanika.
– Taka dzielna wojowniczka potrafi się chyba sama ochronić – prycha Kirai.
– Jeszcze jeden przytyk z twojej strony a nie zdzierżę!!! ><
– A zatem potraktuj to jako komplement – odpowiada Kirajek, który chce już tylko by dać mu spokój.
– Naprawdę? – szkoda, że nie widzę, czy Drusilla się zarumieniła ;>
– Ej! Ja mam… – Yanika ggorączkowo próbuje się wtrącić, gdy nagle pojawia się tubylec i otwiera klatkę.
– Uggdljkibblidrdlk! – mówi.
– HĘ??? – odpowiadają chóralnie.
– Wy wychodzić! – stara się przełożyć.
– O, światowi – zauważa Yanika – Mają tłumacza ^.^
– Wy być debile, my nigdzie nie wychodzić! – odburkuje Druśka.
– No co ty, chcesz tu zostać do końca życia? – Kirai patrzy na nią z ironią.
– Ty nie wiesz co tacy tubylcy zawsze robią po tym jak każą więźniom wyjść z klatki??? – wrzeszczy Drusilla szeptem – Do kotła wsadzają!!! Normalnie, z kretesem nas ZEŻRĄ!!!
– Dlaczego Xella-Medina zniknęła gdy jest najbardziej potrzebna – marudzi Niuniuś – A mówiłaś kiedyś, że pod twoim łóżkiem jest najbezpieczniej na świecie…
Mówiłam, że pod łóżkiem czyli tam gdzie jest tygrys! :P
– Wy wychodzić! – nakazuje tubylec.
– Dobra, my wychodzić… – Kirai porozumiewawczo spogląda na Drusillę. Ta ledwo dostrzegalnie kiwa głową. Nagle oboje wyskakują na tubylca i zaczynają okręcać wokół niego jego własne ręce.
– Mamy go! – cieszy się śkłib, jednak za wcześnie. Tubylec wydaje przeraźliwy gwizd i zbiega się chmara jemu podobnych! Rzucają się na Kirajka i Druśkę, używając przy tym swoich świecących gałązek!
– BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!! – nie może się powstrzymać Drusilla.
– O *cenzura*, ależ to *cenzura* łaskocze!!! – wtóruje jej Kirai. Po chwili oboje są tak wykończeni, że ani myślą atakować ponownie.
– Wy nie pokonać my – mówi tubylec, który zgłębił tajniki naszej pięknej mowy – Wy nie stawiać opór, wy iść do nasza wioska.
– A to, to co być? – pyta Yanika.
– To być obóz do walka. My robić zwiad przed walka z plemię Igg Ugg – odpowiada uprzejmie tubylec – Ale teraz my mieć coś lepsze i pokazać nasza królowa.
– Super, będziemy zwierzątkami w zoo – burczy Niuniuś, kiedy tubylcy otwierają jego klatkę i dołącza do drużyny.
Idą tak sobie, idą, dokoła tylko mech i mech, i jakieś grzybki… Sądząc po zbiorowym ziewaniu, nasz dzielny team albo chce spać, albo ma już dość tych monotonnych widoków. Ale uwaga! Oto dochodzą do wioski, gdzie za domy służą wielgachne grzyby.
– Smerfy jakieś, kurde balans – mruczy pod nosem Druśka, wzbudzając tym śmiech Yaniki, Niuniusia i mój. Stają wreszcie przed pałacem królowej, olbrzymim fioletowym muchomorem.
– Wy czekać tu, królowa zaraz wyjść do wy – informuje tubylec-inteligent i wchodzi do pałacu.
– Do tej pory myślałam, że audiencje polegają na wchodzeniu do pałacu i byciu podejmowanym przez monarchę – stwierdza Yanika – Pod tym łóżkiem dziwne zwyczaje panują…
Otwierają się wrota, wychodzi królowa. Jest okutana w białą (poważnie! w ciemności pięknie ją widać!) pelerynę, a na głowie ma chustę niczym dzieci Dżeksona. W każdym razie wychodzi i idzie sobie gdzieś, nie zaszczycając przybyłych spojrzeniem.
***********GLEBA**************
– Wy nie marudzić, wy iść za królowa – nakazuje ich przemiły tłumacz. Radzi nieradzi idą za monarchinią, aż wchodzą do ciemnej jaskini, w której cosik pohukuje…
Królowa przystaje przed skalną ścianą, drużynka też, czując że coś wisi w powietrzu…
Otacza ich gromada tubylców. Świecą tymi swoimi gałązkami, a ich blask pada na ową ścianę.
Królowa odwraca się do nich przodem. Choć ma zasłoniętą twarz, wydaje im się, że wpatruje się w śkłiba…
Zerkają na oświetloną powierzchnię…
Na ścianie widnieje malunek przedstawiający tubylców oddających pokłony czemuś siedzącemu na podwyższeniu. Czemuś niewielkiemu i przesłodko różowemu.
Skąd oni wytrzasnęli różowy kolor w tych ciemnościach???
– Wy urzeczywistniać przepowiednia – powiada tłumacz uroczyście – Przepowiednia głosić że do wioska przybyć Różowe Bóstwo i przynieść dla wioska słońce!
Drużyna osłupiała wpatruje się w malowidło…
A Wasza oddana autorka siedzi przy klawiaturze, wstrząsana kolejnymi atakami śmiechu, żałując, że nie może zobaczyć miny Niuniusia…

CDN