star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2003

    goth19_.gifNawet nie zastanawiał się dokąd zajdzie, chciał po prostu iść przed siebie, jak najdalej od tego dziwnego miejsca. Patrzył ciągle w podłogę – nie żeby przeszkadzało mu intensywne światło nagromadzonych tam lamp naftowych, raczej nie chciał spoglądać w oczy tym wszystkim… Nie wiedział jak dokończyć. Nieboszczykom? Przecież inni martwi leżą w grobach, podczas gdy sporo zapomnianych chodziło pośród żywych…
    Potrafił już ich rozpoznać – od zwykłych ludzi nie czuło się takiego chłodu, nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz. Zresztą wystarczyło spojrzeć im w oczy i zobaczyć w nich głód. Jason przyłapał się na rozmyślaniu czy sam nie zaczął jeszcze patrzeć na w ten sposób na potencjalne ofiary. Na żywicieli. Nie, nie mógł tak myśleć. Na ludzi jemu podobnych. W końcu, w przeciwieństwie do zapomnianych, ciągle żył, mimo że musiał co jakiś czas posilić się energią. Nie zamierzał nigdy posunąć się dalej, niezależnie od tego, co powiedział mu Remy. Dlatego że chciał żyć, nie dlatego że jeszcze nigdy nikogo nie pocałował. Z jakiegoś powodu przeszedł go dreszcz.
    Dopiero gdy usłyszał okrzyk zaskoczenia, uświadomił sobie, że o mało nie wpadł na jakąś chudą kobietę w szarej sukni. Spojrzała na chłopaka ze zdumieniem i chwyciła go za rękę, jakby chciała się przekonać, że jest prawdziwy. Natychmiast jej się wyrwał, z obawy że pozbawi go sił. Ciągle zdziwiona zapomniana pokręciła głową i cofnęła się pod drzwi do mniejszej sali, przystając obok dwóch mężczyzn – eleganta o jasnych włosach zaczesanych do tyłu i długowłosego bruneta o pospolitej twarzy, ubranego w czarną pelerynę i starającego się robić wrażenie. Kobieta szepnęła coś do nich, zerkając na odchodzącego już Jasona.
    – Nowa zabawka Le Feu – dobiegł go pogardliwy głos tego nijakiego. Zacisnął zęby i prawie biegł, widząc że zbliża się do drzwi wyjściowych.
    – Pędzisz jak wiatr, mon cheri.
    Na te słowa chłopak jakby opadł z sił. Zatrzymał się zrezygnowany.
    – Uciekasz przed nimi czy przede mną? – Remy podszedł bliżej, przyoblekłszy ten swój nieodparty uśmiech. Jason odwrócił oczy.
    – Chyba nie dla mnie atmosfera tego… Zgromadzenia – zaśmiał się wymuszenie.
    – Wspólnoty – poprawił jasnowłosy drwiąco – Czyli udawania, że nie są zapomniani.
    – Mówisz jakby ciebie to nie dotyczyło – odparł Jason – A przecież sam tu przyszedłeś.
    – Żeby ci pokazać z kogo nie należy brać przykładu – stwierdził Le Feu, uparcie szukając wzroku chłopaka – Powinieneś się kiedyś wybrać do La Passione… W każdym razie tutaj nie należę. Jak i nigdzie indziej.
    Uśmiechnął się z triumfem gdy zdziwiony Jason wreszcie na niego spojrzał.
    – I skazujesz się na samotność? – spytał cicho – Ja bym nie wytrzymał.
    – Oni… My tego tak nie odbieramy – Remy popatrzył na towarzysza, nie pozwalając mu znowu uciec wzrokiem – Nie czujemy, pamiętasz? I nie potrzebujemy niczyjej bliskości, jeśli nie wiąże się to z posiłkiem… Choć czasem mamy ochotę poudawać.
    – Czyli chodzisz za mną jak cień tylko po to żeby mnie dręczyć swoją obecnością? – Jason powiedział to już głównie żeby coś mówić. Nie miał już sił odwrócić oczu, ale nie chciał pozwolić żeby zapomniany triumfował, używając zwodniczego uroku, właściwego sobie podobnym.
    – A jeśli tak? – mężczyzna zniżył głos, jakby zdradzając tajemnicę mającą pozostać tylko między nimi dwoma – Może skazałeś się na mnie na całe życie?
    Chłopak słuchał na wpół świadomy, kołysany tym głosem, próbując gorączkowo uchwycić się jakiejś myśli, która nie pozwoliłaby mu ulec…
    Jego usta na moich?
    Nie tej myśli.
    Zagryzł wargi, czując smak krwi.
    – Ilu swoim zabawkom tak mówiłeś? – spytał nieco wyzywająco.
    Remy zamrugał ze zdziwieniem. Jason poczuł wreszcie pewny grunt pod nogami.
    – Tak, różne rzeczy słychać w tej… Wspólnocie – starał się mówić lekkim tonem. Ale dlaczego głos tak mu drżał?
    – Nawet się domyślam z czyich ust – westchnął zapomniany.
    – Może kogoś, kto był kiedyś na moim miejscu? – nie, to była tylko myśl. Nie mógł tego wypowiedzieć na głos. Prawda???
    Remy położył mu rękę na ramieniu i pokręcił głową niedowierzająco.
    – Jesteś zazdrosny! – zawołał ze śmiechem.
    – CO?!? – Jason z oburzeniem strząsnął jego dłoń. Paliły go policzki, ale miał nadzieję wbrew nadziei, że tego nie widać. Nie rozumiał dlaczego ciągle tam stoi.
    – Ciągle mnie zdumiewasz, mon cheri, wiesz? – zapomniany dalej patrzył na niego z wesołym zdziwieniem – Ale wzywa mnie jeszcze pewna sprawa, więc pardon – ukłonił się elegancko i zniknął gdzieś w korytarzu. Jason westchnął z ulgą i już kładł dłoń na klamce, ale coś go powstrzymało. Zaczął się zastanawiać dlaczego Le Feu nie idzie z nim, skoro też nie gustuje w spotkaniach Wspólnoty. Wbrew sobie odwrócił się od drzwi i ruszył tą samą drogą, którą tu przyszedł. Minął małą salę, która tym razem wydawała się pusta – widocznie towarzystwo przeszło do większej – gdy dobiegł go zduszony krzyk. Przystanął i ostrożnie zajrzał przez drzwi, chcąc pozostać niezauważonym. Jednak obecni w pomieszczeniu i tak by go nie dostrzegli. Tamten nijaki mężczyzna, trzymany za gardło, wisiał nad podłogą, przyciśnięty do ściany, pod którą leżała jego peleryna. Tym, który go trzymał, był Remy. Nawet jeśli zapomniani nie mieli uczuć, patrzył na tego drugiego jak na najgorszego wroga.
    Jason obserwował to niemal zafascynowany, wyczuwając przepływ energii między tą dwójką. Zdziwiło go to – nie przypuszczał że i zapomnianego można pozbawić energii w ten sam sposób. Z trudem stłumił w sobie głód.
    – Ja już wyrosłem z zabawek, Christopher – głos Le Feu zabrzmiał cicho i lodowato – Zapamiętaj to sobie.
    Po tych słowach puścił tamtego, który spadł na podłogę i leżał bez ruchu obok swojej peleryny.
    Jason wypadł stamtąd z natłokiem nieokreślonych myśli. Cieszył się, gdy wreszcie znalazł sie przy wyjściu, ponieważ, jak sobie tłumaczył, jeszcze chwila i zamarzłby przez wszechobecny chłód.
    Dlaczego zatem jego dusza płonęła?

    goth11.gif…przed wami 21 – jak stwierdziło wczoraj takie jedno Dziecko (sic!!!) Chaosu :P Jak zapowiadałam, urodzinkowe przedpołudnie spędziłam miło na dowiadywaniu się o wyniki… Ale wreszcie je zdobyłam! ^.^v
    I tak – z konwersacji trójeczka… Dobrze że nie wylosowałam tematu o globalizacji albo o rodzinie królewskiej in Britain, bo pewnie bym odpadła w przebiegach _^_ Tymczasem temacik był wdzięczny, bo o dzieciach, a moja rozmówczyni = Basia = miłe towarzystwo = fajnie się gadało. Wychodzimy już na korytarz, a ona radośnie oznajmia: „Aaale Madzia fajnie nawijała! :D” Albo mówiła tak z uprzejmości, albo Mr Chapman już mi nie umie innej oceny postawić XD Dobrze, że pogadanki były w parach, a nie z nauczycielem, bo bym gościowi nic nie powiedziała O_o Dziwny jest, mam dość _^_
    Językoznawstwo – i kolejne 3. Dobrze że się żegnam z tym przedmiotem, bo nie powiem, może bym je polubiła, gdyby nie to, że babka na zajęciach sama sobie przeczyła i nie wiedzieliśmy czasem kiedy jej wierzyć a kiedy nie XD Trudno, egzamin napisałam tak jak się uczyłam, najwyraźniej jedna z nas nie miała racji ;P
    Żeby nie było, że uznaję nauczycieli za dziwnych bo mi stawiają tróje – babki od Zintegrowanych Sprawności Językowych (dumnie brzmi, ne? Ale wygląda wprost przeciwnie XD) też są dziwne, a jednak postawiły mi 4 :P I w ogóle zaszalały, bo trzasnęły część gramcio-słówkową łatwiejszą niż na zajęciach, a listening i reading dla odmiany trudniejszy XD
    I jeszcze pisanie… Sensei od pisania też jest dziwna, ale na tle pozostałych wydaje się nawet normalna :P Zazwyczaj zadaje nam temat, a potem siedzi sobie i nic nie robi, a my też nic nie robimy i piszemy potem w domu :P Szkoda że na egzaminie tak się nie dało, bo był najdłuższy i najbardziej męczący – z powodu bólu ręki od długopisu, a nie z powodu tematów. Jak radzić sobie z bezsennością i czy stres przed egzaminem jest nieunikniony – oto o czym pisałam… I jest piąteczka. A przed egzaminami się zazwyczaj nie stresuję, chyba że mam ze sobą ściągi (bo ściągać nie umiem) albo egzamin jest ustny (no comments), chociaż przed konwersacją się specjalnie nie denerwowałam…
    A po wakacjach kolejni dziwni nauczyciele nam dojdą… Np. gramatyka opisowa z facetem, który nie dość że się maluje, to jeszcze ma taki akcent że go nie sposób zrozumieć _^_ W sumie z całego znanego nam grona pedagogicznego tylko Peter jest normalny, a przy tym taki fajny, że nic tylko go uściskać, jak stwierdziły koledżanki, ale przy tym się dobrze wyciągnąć, bo długi człowiek jest :D Drugie roki zwykle mają z nim pisanie, na którym coś sie dzieje i nie wieje nudą *___* I want to see it *_____*

    A wieczorkiem herbatka była ^ ^ I tort herbaciany made by Kiri ^________^ Lokomotywą dostarczony O_o I, o dziwo, całkiem spory tłum facetów, bo aż 4 (!!!), z czego jeden, nie dość że debiutant u nas, to jeszcze się na rurę pofatygował ;> Satsuś się dziwiła dlaczego nie piszczę, a ja tymczasem próbowałam policzyć wszystkie jego bokserki ;D Ale się szybko pogubiłam, niestety ;P Potem moje nadgorliwe towarzyszki WiPowe próbowały mnie wydać za mąż O_o co skończyło się wielkim bieganiem między Szafą a tym co pozostało z kuchni i użyciem samosterującej galarety do rzucania w ruchome cele ;P Towarzyszkom oficjalnie przypominam, że nie muszą się martwić, bo ja sobie męża sama złapię :P
    Były też długie i mądre dyskusje o życiu, czyli wzajemne przekonywanie się, że nasza twórczość jest coś warta ;> Jeśli o mnie chodzi, zacznę w to wierzyć jeśli wena mnie wreszcie zmusi do przelania wszystkiego na papier… _^_
    Generalnie było fajnie, choć nie wszystko i nie wszyscy tak jak bym sobie mogła wymarzyć T_T Brakowało mi przynajmniej dwóch osób… Ale nie będę się rozklejać, potem się zemszczę. Wszystkim ludkom, które mi przysłały życzonka składam wielkie arigato *ściiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiisk* fajniejszych życzonek trudno się spodziewać ;D

    A rodzina pewnie znowu zacznie z jednej strony nawijać o konieczności usamodzielnienia się WRESZCIE, a z drugiej nie wypuszczać mnie poza miasto bo sama sobie nie poradzę _^_ Ciekawe co by zrobili, jakbym się im raz a dobrze zbuntowała ;> Właściwie to nigdy tego nie robiłam tak naprawdę, sle skoro wszystko u mnie przychodzi z opóźnieniem (np. ciągle ponoć wyglądam na 15 zamiast na 20 ;P), to i buntować się mogę dopiero teraz, ne? ;> Jakbym przestała być cichutka i im zaczęła odpyskowywać, to w życiu by nie uwierzyli, że zawsze taka byłam, mimo że BYŁAM. Fakt, że potem się dołowałam, bo komuś zrobiłam przykrość, ale jednak byłam. I tylko obudzeniem u mnie sumienia można było temu położyć kres, krzyki wywołałyby jeszcze większy krzyk… I dlatego przestałam, choć czasem mam ochotę – bo nie umiem patrzeć jak komuś jest smutno, a nie dlatego że „tak nie wolno”. Nie palę papierosów nie dlatego że szkodzą zdrowiu, ale dlatego że nie chcę żeby ode mnie jechało dymem. Nie piję alkoholu nie dlatego, że jest szkodliwy, tylko dlatego że mi nie smakuje. Nie biorę narkotyków nie dlatego że są szkodliwe, tylko dlatego że ponad wizje nimi wywołane stawiam wizje, które sama tworzę. I to czyni ze mnie taką dobrą i greczną dziewczynkę? A nie jest to przypadek przypadkiem? :P Trudno, jeszcze jakoś się im wymknę. Na początek przestanę się bać ognia, podejdę do kuchenki i nauczę sie gotować >;D Wierzycie mi? Jeśli tak, to dobrze, bo KTOŚ w to wierzyć musi ^ ^’

    Nyo i ofkoz nałogowo oglądam bajki. Głównie Disneya O_o Sęk w tym, że robię takie rzeczy, gdy jestem chora… Nie wiem czy to sprawka wakacji czy zdziecinnienia na starość, ale wczoraj Droga do Eldorado, dzisiaj Piękna i Bestia… Jeszcze trochę i wezmę się za sequele O_o Nieee no, Pocahontas 2, Król Lew 2, Dzwonnik z Notre Dame 2, Piotruś Pan 2, 101 dalmatyńczyków 2, Mała syrenka 2, Kopciuszek 2… ILEŻ JESZCZE MOŻNA ZNIEŚĆ?!?!?!?!?!?

    A! I Neverwinter Nights dostałam w prezencie!!! Taaaaaaaaaaki faaaaaaaaaaajny erpeg *______* Gram w niego i gram *______* Czyli jak mnie nie ma na GG, to pewnie przede wszystkim dlatego że gram. Jak mnie zacznie boleć głowa i będzie mi trudno zasypiać, to sobie zrobię przerwę ;>

    HASH(0x852bb68)
    You are a fairy tale cutie!

    What kind of cute girl are you?
    brought to you by Quizilla

    Czyż nie jestem kawaii? ^___~

    Ups, i z wczoraj chyba robi się powoli przedwczoraj…

    gothic38.gifWreszcie się dzisiaj mogę zebrać i notkę napisać, bo przez ostatni tydzień po prostu się do tego nie nadawałam. Zresztą dzień dzisiejszy też był dziwny i dlatego piszę dopiero teraz. A zaczęło się miło, bo spałam sobie, jakiś sen osobliwy mi się po głowie tłukł, ale ofkoz go nie zapamiętałam, bo zostałam gwałtownie obudzona przez coś takiego:
    „Słoneczko późno dzisiaj wstało
    I w takim bardzo złym humorze
    I świecić też mu się nie chciało
    Bo mówi że zimno na dworze
    Lecz gdy piosenkę usłyszało
    To tak się bardzo ucieszyło
    Zza wielkiej chmury zaraz wyszło
    I nam radośnie zaświeciło…”
    …wykonywane przez moich drogich chłopaków z Tria Dynamit, naturalnie przy akompaniamencie klawiszy, gitary i perkusji. Zastanawiając się jak oni to wszystko wtarabanili do mojego pokoju i jak wielki bałagan przy tym zrobili, z zamkniętymi oczami machałam ręką w poszukiwaniu zegarka/magnum/poduszki do zakrycia nią uszu.
    – SŁONECZKO NASZE, ROZCHMURZ PYSKA!!! – wywrzeszczał wtedy radośnie Ken.
    – Spać byście dali – jęknęłam, rzucając w niego poduszką.
    – BO NIE DO TWARZY CI W CHMURZYSKACH!!! – Ken dalej darł się jak stare prześcieradło, podczas gdy pozostali już dawno umilkli.
    – Ken-kun, jest wpół do ósmej, mam prawo się nie budzić, skoro już na żaden egzamin nie jadę – ten jęk z założenia miał być warknięciem.
    – Jak to, przecież zawsze masz, środa, piątek, środa, piątek…
    – No i już mi się skończyły, ignorancie!!! Nie raz o tym mówiłam!!! >< – tym razem warknięcie się udało. Ken popatrzył na Kiu, na Katsujiego… I jeszcze raz…
    – Mówiła? ^ ^’ – spytał speszony – To pewnie perkusja Kiu nam wszystko z zewnątrz zagłusza :P
    – Raczej twój keyboard – -’
    – Właśnie! Ken-kun, ja mam takie zdezelowane coś, a twój keyboard jest kapitalny!!! – w moich oczkach zaświeciły się gwiazdki – Daj pograć!!!
    – O, co to to nie! – Ken z przerażeniem przytulił swój instrument – Ty jesteś menadżerem, więc ty masz magnum!
    – Właśnie! Mam magnum! ^ ^ Thx za przypomnienie ^ ^ A TERAZ DO SZAFY I SERENADĘ, RAJT NAŁ!!!!!!!!!
    Ken zapiszczał jak myszka i zniknął w szafie, a za nim Kiu i Katsuji, który przedtem życzył mi dobrej nocy i dobrego dnia :P A ja sobie jeszcze godzinkę pospałam. Do koledżu i tak wyruszyłam, żeby sprawdzić wyniki z pisania i językoznawstwa… Przyjechałam tam o 11.30 i wyników nie było… Po następnych dwóch godzinach wyników dalej nie było… _^_ Niestety trafiliśmy na takie nauczycielki, które odkładają wszystko na ostatnią chwilę – -’ Pojechałam do domu dalej nie wiedząc jak mi poszło _^_

    Przynajmniej kupiłam sobie Mangamix i 18 tom Xa (swoją drogą tak się przez tę serię przyzwyczaiłam do przebiegu relacji między Sorkiem a Arashi, że gdy dzisiaj zobaczyłam ich w sytuacji niedwuznacznej, poczułam się… dziwnie O_o). I w rezultacie miło spędzę dzień dwudziestych urodzin, latając ponownie do koledżu _^_ Widmo wyników się za mną ciągnie i ciągnie _^_ Jeszcze okaasan zamówiła tort, który będę musiała zjeść już jutro XD Qrcze, jakie to dziwne uczucie, gdy tak lata mijają… W Kraju Wschodzącego Słońca jest święto mające uczcić stuknięcie 20tki, bo wtedy Japończyk oficjalnie staje się dorosły… Taaak, wiedziałam, że z tą 18tką to jakieś matactwo, ja wtedy żadnej drastycznej różnicy nie poczułam :P Zresztą nie sądzę że w poniedziałek poczuję, oprócz tego, że przestanę być nastolatką XD A dorosła być zacznę gdy okaasan wreszcie wypuści mnie spod swych opiekuńczych skrzydeł, które to skrzydła czasem krępują mi ruchy jako ten kaftan bezpieczeństwa _^_ Przekonywanie, że mnie złodzieje nie okradną ani sekta nie porwie nic nie dało i jutro mnie na Yurikonie nie będzie. Fakt, że daleko i że drogo, i to już brzmi na tyle racjonalnie żeby być poważnym argumentem… Otoosan jest już pod tym względem bardziej sensowny i jak go znam, pewnie by mni eosobiście zawiózł, gdyby mu praca nie przeszkadzała T_T Nyo nic, w każdym razie zebrało się oprócz tego jeszcze parę smuteczków, zatem humor miałam schrzaniony aż do wczorajszo-dzisiejszej ;> rozmowy z Serisią (*ściiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiisk*), po której czuję się jak nowa :D Zwłaszcza że już mam na czym rysować i wena też jakby do mnie wraca…

    Tylko za Chiny nie wiem jak nagrać film na płytę, żeby był na niej w praktyce a nie tylko w teorii _^_

    Jeśli w poniedziałek w okolicach godziny 20 traficie przypadkiem między czasy i przestrzenie, w pobliżu mojej herbaciarni, zapraszam na wirtualnego torta (Serisiu, napomknij Kiri, że ufam jej kulinarym umiejętnościom ;D ale aż tyle środka „wzmacniającego” dodawać nie musi ;P)…

    Loving
    You’re the loving smile,the one that is entirely
    devoted to others,especially that one
    person.You really can’t get them out of your
    head,but then,you don’t really want to.

    What Kind of Smile are You?
    brought to you by Quizilla

    Miałam się powylewać dzisiaj, ale stwierdzam że jestem za bardzo na to śpiąca ^ ^’ Zatem pozostaje mi tylko uradować chłopaków z Szafy nowiną, że Jason już niedługo wraca >;DDD
    W związku z czym możecie już zacząć czekać na „Take me”…

    P.S. Tam na górze, nad archiwum, jest fanlisting Empiku ;> Am i crazy? ;>

    w_003.gifObłoki kurzu rozwiały się, ukazując uśmiechniętą postać.
    – Xemedi-san? – odezwała się Miya ze zdziwieniem. Zawołana pomachała jej radośnie, próbując nie upuścić żadnego z ryżowych ciasteczek, które trzymała. Tym razem nie miała na sobie pelerynki, ale eleganckie fioletowe kimono. Siedziała na dachu obok wpatrzonej w nią zaskoczonym wzrokiem Tomomi i wyglądało na to, że zmaterializowała się przed chwilą.
    – Nie powiem, ta eksplozja całkiem ładnie się wkomponowała w akcję – stwierdziła z podziwem.
    – Ty to zrobiłaś?!? – podniósł głos Shigeru, stając za niedawną przeciwniczką.
    – Dobrze wychowane tajemnicze podróżniczki nie wtrącają się w takie świetne pojedynki – pokręciła głową Xella-Medina – Ja tu sobie tylko siedzę.
    – I pewnie nie wiesz czyja to sprawka ani jaka jest przyczyna – odparła Miya z krzywym uśmiechem.
    – Albo mnie nie doceniasz, albo mnie podpuszczasz – Poszukiwaczka Tajemnic puściła do niej oko – Cóż, sprawca najpewniej uznał taki krok za efektowniejszy niż na przykład przysłanie kartki z wiadomością „Mam twoją siostrę, strzeż się, buahahahahaha”.
    – Że jak? – kronikarka zamrugała, próbując pozbierać myśli.
    – No, po prostu o przyczynę powinniście spytać jegomościa, z którym poszła Kagemi-san – powiedziała Xella-Medina cierpliwie.
    – Skąd wiesz??? – Shigeru zbladł – I jak to z nim poszła?! Nie mów, że z własnej woli!!
    – Trochę znam tego pana i domyślam się, że coś jej obiecał – czarnowłosa kocim ruchem zeskoczyła z dachu – Popytałam tu i ówdzie. Już dawno planował znaleźć kogoś z Gwiezdną Mocą, ale jakoś nikt nie był dotąd chętny do współpracy…
    – Czekaj, skąd u diabła…
    – Przy niej nikt nie jest incognito – Miya weszła Shigeru w słowo.
    – Nawet były sankatsu potrafi rozpoznać sobie podobnego – potwierdziła Zrodzona z Chaosu. Chłopak rozejrzał się z niepokojem, sprawdzając, czy nikt jej nie słyszał. Ale wszyscy i wszystko dokoła stało w miejscu. Nawet wiatr w drzewach się zatrzymał.
    – Hej, młoda damo, ja to chciałam zrobić! – Xella-Medina zmarszczyła nos i popatrzyła w górę. Tomomi zleciała z dachu przy pomocy lewitacji, chichocząc radośnie.
    – Pani też potrafi przenosić innych poza czas? – spytała z podziwem.
    – Coś w tym rodzaju – przyznała Poszukiwaczka Tajemnic.
    – To nie ty przypadkiem jesteś tą, co najpierw była sankatsu a potem została Filarem Chaosu? – Shigeru przypomniał sobie rozmowę z Miyą zeszłej nocy. Zapytana spojrzała na kronikarkę przeciągle.
    – Miya-san, jesteś KABEL – oświadczyła uroczyście.
    – Ale przynajmniej nie pasożyt – odpowiedziała Miya tym samym tonem. Xella-Medina ze śmiechem pokręciła głową i rzuciła jej ryżowe ciasteczko.
    – Uduszę to dziecko – wycedził niespodziewanie Shigeru.
    – Który to już raz, niichan… – Tomomi wzruszyła ramionami.
    – Ja za nią latam jak głupi, próbuję ją znaleźć, a tu się dowiaduję, że sama chciała z nim iść!! – wojownik był bliski wybuchu – Z cholernym Patronem Zniszczenia!!
    – Takie jest selawi – westchnęła sentencjonalnie Xella-Medina – I gdybyś chciał mnie przypadkiem spytać, Shigeru-san, to mam wrażenie, że na tym nie koniec…
    – Co jeszcze wiesz? – chłopak spojrzał na nią spod ściągniętych brwi.
    – Choćby to, że w chwili gdy Denshin-san spuszczał na was pocisk, jego szanowna asystentka zamierzała zabrać do Zamku Shirai pannę Mori… Czyżby błąd w obliczeniach?
    – Misao… – oczy Shigeru otwarły się szeroko – Tomomi, zdejmij zaklęcie!
    – Jesteś pewien, że chcesz, żeby czas minął? – Xella-Medina uśmiechnęła się promiennie zanim wyparowała.
    – ZDEJMIJ!!!!!!!!!!!
    Zaskoczona krzykiem brata czternastolatka przerzuciła ich z powrotem w czas. Shigeru niewiele myśląc pognał do domu Nagaishiego. Nie zastanowił się nad tym, że gdyby pozostał poza czasem… Albo gdyby chociaż użył teleportacji… Gdy dotarł do pokoju Misao, zastał tam tylko pustkę i złoty pyłek unoszący się w powietrzu.
    Zaklął pod nosem i pobiegł do siebie na górę. Miya już tam na niego czekała.
    – Uduszę, uduszę, uduszę – burczał, sięgając po wiszący na ścianie medalion i przypasując uchigatanę.
    – Mieczem ją chcesz dusić? – Miya uśmiechnęła się z rozbawieniem. Na dźwięk jej głosu wróciło mu opamiętanie.
    – Co, głupi jestem? – westchnął – Na jednego z Mrocznych Tae też z mieczem nie wyskoczę… Dlaczego, dlaczego Kagemi się w coś takiego wplątała…
    – Sam na niego nie wyskoczysz – zapewniła cicho, a on się nie sprzeciwił, wiedząc, że nie nakłoni jej do pozostania – Poza tym Xemedi-san pewnie coś planuje, nie powiedziałaby nam tego wszystkiego bez powodu.
    – Zobaczymy – powiedział z determinacją w głosie – Wiesz gdzie jest ten Zamek Shirai?
    – Jeszcze nie wiem – odrzekła – Ale i tak nas tam zabiorę.
    Uśmiechnął się do niej w niemym podziękowaniu.
    – Chodź, powiemy Tomomi-chan, żeby jakoś wyjaśniła to zajście – Miya chwyciła przyjaciela pod rękę, ciągnąc go na parter – Jej dar łagodzenia najbardziej kiepskich sytuacji naprawdę mnie zadziwia.
    – Ale powiedz szczerze – zatrzymał się i spojrzał jej w oczy – Dlaczego ze mną idziesz?
    Zmierzwiła mu czuprynę z tkliwym uśmiechem.
    – Też pytanie – rzekła – Chcę zobaczyć jak ją dusisz.

    I…

    10 komentarzy

    got55.gifI siedzę sobie wieczorkiem miłym w pokoiku, z głośników słychać mimo wszystko nie zdradzone Roxette, w szafie chłopaki pilnie pracują nad serenadą, a ja odliczam tygodnie do moich urodzin. Raptem dwa.

    I znowu o niczym będzie noteczka. Ale po prostu nie może jej nie być, skoro łapię wenę latając po blogach i zaczytując się archiwami? Dzisiaj na tapetę poszło Twoje, nie pierwszy raz i jak mniemam nie ostatni, bo jestem w nałogu i bardzo to sobie chwalę ;-* I strzeżcie mnie zorze miłe, śliczne polany i błękitne stereopatrzenia, jak kiedyś napisał jeden z moich Mistrzów Niezrównanych, bo gdy tylko mi wreszcie styknie czasu i sił, wezmę się za Twoje… >;DDDDDDDDDDD

    I dopadła mnie melancholija wczoraj, trwa do dzisiaj, ale jej specjalnie w tym przeszkadzać nie zamierzam. Ponieważ nie jest dołem i ponieważ potrafi być produktywna. Co przynosi mi nadzieję, że moje nicnierobienie wreszcie się skończy… Chociaż Serisia pewnie by powiedziała, że cała ta melancholia wzięła się właśnie z nicnierobienia XD Też ciekawy pomysł.
    I z wiatru wiejącego mi w twarz podczas spacerów. Przy wietrze nawet szaleńczo grzejące słońce mnie nie powstrzyma od wyjścia na dwór, co nie znaczy, że długo na tym dworze zabawię.

    I złapała mnie ostatnio okâsan poza moim pokojem, w którym się schronić mogę przed życiem, i ogarnęła ją macierzyńska troska o moją przyszłość, i zaczęła mnie ostrzegać cobym się nigdy nie związała z kimś kto może mieć podejrzaną reputację i destrukcyjny wpływ na mnie (te ostrzeżenia wynikły z pewnego problemu rodzinnego, polegającego na czymś podobnym właśnie). Czyli mogę dać spokój moim planom. Dranie mogą czuć się bezpieczni. C’est la vie. Co nie odwodzi mnie od zastanawiania się, czy jestem zdolna do zakochania się w kimś rzeczywistym. I zastanawiać się będę, ale nie tu, by God, nie tu!!! O_o

    I… Powróciłam do odłożonej na bok Drogi Niepokoju. I jednak potrafiłam sobie przyponmieć jaka to frajda pisać fanfika :D W końcu od niego się zaczęło moje tworzenie nie tylko dla siebie, choć i tak postępuje opornie. I przede wszystkim czas spędzam na czytaniu dzienników Avellany-san, która ma tendencje do zbierania nieprzystosowanych duszyczek z różnych światów i kolekcjonowania ich w swoim ;> hehe, ale to wyszło ;> W każdym razie mamy na forum Wszechbiblijki temacik twórczy, na którym desperaci prezentują fragmenty swoich dzieł, ha! I niech się więcej ludzi zastanawia o co do jasnej anielki biega w Epopei >;D Aż wysłałam dzisiaj Avellanie-san prolożek do niej, żeby się troszeczkę rozeznała. Jutro się pewnie dowiem, że nic to nie dało… ^ ^’ Dobrze, że chociaż łapię wenę i zaczęłam spisywać rasy i rodzaje istotek, jakie można spotkać w moich światach. Jeśli temu podołam, to może wezmę się i za same światy. A to będzie pierwszy krok do pisania Kronik *____* Ech, wishful thinking…

    I muszę się wybrać do Blue Haven i odbyć poważną rozmowę z panem Diss Gyse na temat nielegalnego rozprowadzania herbaty z rumem >< Za karę będzie miał dostęp wyłącznie do bratka i ewentualnie do pokrzywy :P I w sumie będzie miło dla odmiany posiedzieć tam bez tłumu jaki się ostatnio zbiera… Wtedy przestaję się tam czuć u siebie T_T A kiedy tłumu nie ma, mało kto się odzywa i też jest zepsuta atmosfera… W takich chwilach dotkliwie odczuwam nieobecność Serisi z pejczykiem, który rozruszałby towarzystwo ;>>>
    Tak a propos nie wiem co mam poradzić na to, że istotki rozmaite chcą do WiPu O_o Nie żeby takie zainteresowanie nie było miłe, ale czuję się trochę przytłoczona i w końcu to by nie było to samo co nasz uroczy kwartecik żywiołów ;> Jeśli już miałybyśmy powiększyć szeregi to marzy mi się zapisownik członkiń w rodzaju Amberklabu, ale nie umiem zrobić czegoś takiego…

    I pojutrze egzamin, który na 51% schrzanię. Pewnie dlatego, że nie wiadomo czego się tak naprawdę spodziewać. Teoretycznie wiadomo, ale w praktyce to może być bardzo bardzo różnie… Życzenie powodzenia mile widziane ^___~

    I, i, i… Testy!!!

    imagination
    Imagination

    What Kanji word best suits you?
    brought to you by Quizilla

    maharet
    maharet

    The Ultimate Anne Rice Vampire Character Selection
    brought to you by Quizilla

    I wiecie co? Zakochałam się w piosenkach z Kaikan Phrase *_____* Ja chcę móc to obejrzeć!!! *_____*

    got54.gifCiemno wszędzie… Głucho wszędzie… Wrota do podłóżkowych krain przekroczone jakiś czas temu… Kamera rejestruje mrok rozświetlany ino fluorescencyjnymi… Gałązkami? Jak to zwać? Takim czymś, czym machałam na koncercie Ich Trojga (don’t ask…). Gałązki owe dzierżą tubylcy, mający długie łapy, rozwichrzone szopy i takie śmieszne ubranka z mchu… Buahahahahahaha!
    – Też masz się z czego śmaić – prycha Niuniuś zza krat – Nie ma cię tu z nami ><
    Spogląda żałośliwie na drugą, większą klatkę, w której siedzą Druśka, Yanika, Gabriella i Kirai. Przebywają tam odkąd tubylcy zaskoczyli ich podczas snu, owinęli swoimi dłuuuuuugimi łapami i zaciągnęli do swojego obozu, przy okazji konfiskując im całą broń. Niestety również kamerę, która jeszcze niedawno stała na honorowym miejscu w namiocie szefa (jakimś cudem zdołali ją wyłączyć, więc nie wiem co to za jeden ów szef), ale śkłib jakoś wyśliznął się z klatki i wykradł ją gdy wszyscy spali. Za karę oddelegowano go do osobnej klatki, ale kamery sobie odebrać nie dał, dzięki czemu mogę teraz relacjonować ^.^v
    – A widzisz! To, że teraz piszesz, zawdzięczasz mi!!!
    Ucisz się i skieruj kamerę na tamtych, chcę posłuchać!
    – O jasny gwint jak ciemno >< – narzeka Drusilla.
    – Ciemność jest taka urocza – wzdycha Gabriella – Gdy jeszcze mieszkaliśmy z Jasonem i, za przeproszeniem, Remym – krzywi się na chwilkę – przy cmentarzu, lubiłam się nocami wymykać z domu i siadać na grobach *___* Czułam taką wspólnotę z umarłymi – ciągnie rozmarzonym tonem, nie zauważając, że pozostali starają się od niej odsunąć jak tylko się da.
    – Ja chyba jednak wolę słońce – mamrocze Kirai – A tu jeszcze autorka każe mi siedzieć ze swoim najstraszniejszym dziełem…
    – Kto tu jest straszny??? – moje najstraszniejsze dzieło podejmuje rękawicę – Ty się nawet nie uśmiechniesz!!! Chodzisz taki obszarpany!!! – spogląda z żalem na swą przybrudzoną koronkową sukienkę, co sprawia, że Yanika również zaczyna przyglądać się swoim wstążkom.
    – Po prostu mówię, że po twojej autorce można się wszystkiego spodziewać, skoro potrafiła stworzyć takiego rozpieszczonego bachora jak ty – syczy Kirai przez zęby.
    – A TWOJA AUTORKA WŁAŚNIE MOLESTUJE MOJEGO BRATA!!! – Gabriella traci panowanie – Ciekawe czego można się spodziewać po jej dziele!!!
    – CISZA WSZYSCY!!! – drze się śkłib – Miya to opisuje i robi wam obciach!!!
    – I tak nas za bardzo nie widzi – wzrusza ramionami Kirai.
    – Co to za porządki, żeby światła nie było?!?!? >< – wścieka się Druśka.
    – Wiecie co? – odzywa się Yanika – Ja mam…
    – Mieliśmy latarkę!!! – przerywa Druśka ze złością, wstając gwałtownie i zaliczając głową metalowy sufit (?) – TY MIAŁEŚ LATARKĘ!!!!!!!!!!! – rzuca się na Kirajka i szarpie go za kamizelkę – I pozwoliłeś żeby ci ją świsnęli, patafianie jeden!!! ><
    – To trzeba było stać na warcie – Kirai tłucze głową o kraty.
    – A po jakie licho nam była silna męska ręka?!? Żeby nas chronić!!!
    – Słuchajcie, ja mam… – próbuje coś powiedzieć Yanika.
    – Taka dzielna wojowniczka potrafi się chyba sama ochronić – prycha Kirai.
    – Jeszcze jeden przytyk z twojej strony a nie zdzierżę!!! ><
    – A zatem potraktuj to jako komplement – odpowiada Kirajek, który chce już tylko by dać mu spokój.
    – Naprawdę? – szkoda, że nie widzę, czy Drusilla się zarumieniła ;>
    – Ej! Ja mam… – Yanika ggorączkowo próbuje się wtrącić, gdy nagle pojawia się tubylec i otwiera klatkę.
    – Uggdljkibblidrdlk! – mówi.
    – HĘ??? – odpowiadają chóralnie.
    – Wy wychodzić! – stara się przełożyć.
    – O, światowi – zauważa Yanika – Mają tłumacza ^.^
    – Wy być debile, my nigdzie nie wychodzić! – odburkuje Druśka.
    – No co ty, chcesz tu zostać do końca życia? – Kirai patrzy na nią z ironią.
    – Ty nie wiesz co tacy tubylcy zawsze robią po tym jak każą więźniom wyjść z klatki??? – wrzeszczy Drusilla szeptem – Do kotła wsadzają!!! Normalnie, z kretesem nas ZEŻRĄ!!!
    – Dlaczego Xella-Medina zniknęła gdy jest najbardziej potrzebna – marudzi Niuniuś – A mówiłaś kiedyś, że pod twoim łóżkiem jest najbezpieczniej na świecie…
    Mówiłam, że pod łóżkiem czyli tam gdzie jest tygrys! :P
    – Wy wychodzić! – nakazuje tubylec.
    – Dobra, my wychodzić… – Kirai porozumiewawczo spogląda na Drusillę. Ta ledwo dostrzegalnie kiwa głową. Nagle oboje wyskakują na tubylca i zaczynają okręcać wokół niego jego własne ręce.
    – Mamy go! – cieszy się śkłib, jednak za wcześnie. Tubylec wydaje przeraźliwy gwizd i zbiega się chmara jemu podobnych! Rzucają się na Kirajka i Druśkę, używając przy tym swoich świecących gałązek!
    – BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!! – nie może się powstrzymać Drusilla.
    – O *cenzura*, ależ to *cenzura* łaskocze!!! – wtóruje jej Kirai. Po chwili oboje są tak wykończeni, że ani myślą atakować ponownie.
    – Wy nie pokonać my – mówi tubylec, który zgłębił tajniki naszej pięknej mowy – Wy nie stawiać opór, wy iść do nasza wioska.
    – A to, to co być? – pyta Yanika.
    – To być obóz do walka. My robić zwiad przed walka z plemię Igg Ugg – odpowiada uprzejmie tubylec – Ale teraz my mieć coś lepsze i pokazać nasza królowa.
    – Super, będziemy zwierzątkami w zoo – burczy Niuniuś, kiedy tubylcy otwierają jego klatkę i dołącza do drużyny.
    Idą tak sobie, idą, dokoła tylko mech i mech, i jakieś grzybki… Sądząc po zbiorowym ziewaniu, nasz dzielny team albo chce spać, albo ma już dość tych monotonnych widoków. Ale uwaga! Oto dochodzą do wioski, gdzie za domy służą wielgachne grzyby.
    – Smerfy jakieś, kurde balans – mruczy pod nosem Druśka, wzbudzając tym śmiech Yaniki, Niuniusia i mój. Stają wreszcie przed pałacem królowej, olbrzymim fioletowym muchomorem.
    – Wy czekać tu, królowa zaraz wyjść do wy – informuje tubylec-inteligent i wchodzi do pałacu.
    – Do tej pory myślałam, że audiencje polegają na wchodzeniu do pałacu i byciu podejmowanym przez monarchę – stwierdza Yanika – Pod tym łóżkiem dziwne zwyczaje panują…
    Otwierają się wrota, wychodzi królowa. Jest okutana w białą (poważnie! w ciemności pięknie ją widać!) pelerynę, a na głowie ma chustę niczym dzieci Dżeksona. W każdym razie wychodzi i idzie sobie gdzieś, nie zaszczycając przybyłych spojrzeniem.
    ***********GLEBA**************
    – Wy nie marudzić, wy iść za królowa – nakazuje ich przemiły tłumacz. Radzi nieradzi idą za monarchinią, aż wchodzą do ciemnej jaskini, w której cosik pohukuje…
    Królowa przystaje przed skalną ścianą, drużynka też, czując że coś wisi w powietrzu…
    Otacza ich gromada tubylców. Świecą tymi swoimi gałązkami, a ich blask pada na ową ścianę.
    Królowa odwraca się do nich przodem. Choć ma zasłoniętą twarz, wydaje im się, że wpatruje się w śkłiba…
    Zerkają na oświetloną powierzchnię…
    Na ścianie widnieje malunek przedstawiający tubylców oddających pokłony czemuś siedzącemu na podwyższeniu. Czemuś niewielkiemu i przesłodko różowemu.
    Skąd oni wytrzasnęli różowy kolor w tych ciemnościach???
    – Wy urzeczywistniać przepowiednia – powiada tłumacz uroczyście – Przepowiednia głosić że do wioska przybyć Różowe Bóstwo i przynieść dla wioska słońce!
    Drużyna osłupiała wpatruje się w malowidło…
    A Wasza oddana autorka siedzi przy klawiaturze, wstrząsana kolejnymi atakami śmiechu, żałując, że nie może zobaczyć miny Niuniusia…

    CDN

    got40.gifWróciłam z laaaaaaaasu!!! *____* Ale się przespacerowałam :D A potem pojechaliśmy do babci, gdzie dorwałam się do wiatrówki wujka i otôsan był w lekkim szoku skąd ja strzelać umiem ;> A co, trenowało się ;> *czule poklepuje magnum* dobra giwerka, dobra… *^.^* A wracając do tematu, słoneczko świeciło, drzewka się zieleniły, ptaszki śpiewały, czuję się napełniona weną i zachęcona do działania artystycznego… Aaaaa… Tra-la-la-laaaaaaaaaaa… Głos mi wracaaaaaaaa!!! :DDDDDDDD Khe, khe… Przynajmniej częściowo, bo jeszcze kaszelek nie chce mnie opuścić T_T Akurat gdy mnie natchnęło na muzykę T_T Kyaaaaaa, ja chcę gitarki posłuchać!!! *____* Niech mi ktoś serenadę pod oknem zagra!!!!! T_T
    *nad głową Miyi zapala się żaróweczka*
    Moment! Przecież mam profesjonalnego gitarzystę w zasięgu ręki!!! *___*
    *odwraca się w stronę szafy* KATSUUUUUUJI-KUUUUUUUUUUUN!!!!!!!!!!!
    *z szafy wygląda elegancki młodzieniec o niebieskich oczach i brązowej czuprynce* Wołałaś? ^ ^
    Wołałam *___* Moja ty nadziejo jedyna!!! *otwiera okno* A teraz bierz elektryka i na dół serenadę mi zagrać!!! *_____*
    Katsuji: E… To że jestem Wojownikiem Wiatru, nie znaczy że latam…
    Oj, nyo to schodami!
    Katsuji: Tak? A do czego podłączę elektryczną gitarę na dworze?
    __^__ To graj tutaj… Albo lepiej nie elektryczną, bo się sąsiedzi zbiegną że hałas… – -’
    Katsuji: Ano dobrze ^ ^ *wyciąga gitarę* Co zagrać?
    A nie wiem, możesz zaimprowizować coś ładnego *^.^*
    *zamyka oczka i wsłuchuje się w melodię, którą zaczyna grać Katsuji* Ej, to świetne jest, wiesz? *___* Czekaj, czekaj… *ściąga z szafy keyboard i stara się akompaniować* Ty mnie normalnie inspirujesz, dziubasku ^____^
    Katsuji: A wiesz że z tego mogłaby wyjść niezła piosenka? *zapisuje sobie akordy* Zapisz tę swoją część melodii, pokażę Kenowi.
    Akurat Ken zrozumie moje szyfry… ^ ^’
    *z szafy wygląda kolejny młodzieniec o czarnych włosach i łobuzerskim wyrazie twarzy* Ktoś mnie obgaduje? >;D
    Katsuji: Tak, my! *podsuwa mu pod nos akordy* Słyszałeś tę melodię? To teraz pisz do niej tekścik :D
    Ken: A co ja jestem, maszynka do tekstów? – -’
    *za Kenam wyłazi trzeci młodzieniec, tym razem blondasek o delikatnej urodzie* Nie, za to jesteś leń patentowany ;>
    Ken: Ty, Kiu, jak chcesz tekst to sam sobie napisz :P
    Kiu: To Miya-san chce serenadę, z nią gadaj :P
    Ken: Z pertraktacjami to do naszego menadżera proszę :P
    Katsuji: O, niezły pomysł. Miya-san, chcesz być naszym menadżerem?
    WATASHI??? O_o Zaraz zaraz, ale waszym menedżerem jest Tien!!!
    Katsuji: Już nie, po czwartej części Wojowniczek Poświaty złożył wymówienie. Nie zamierzał dłużej pracować z Kenem ;>
    Ken: I bardzo dobrze ><
    Kiu: Czyli w sumie prowadzenie przez Miyę-san byłoby miłą odmianą ;D
    Nani??? Słuchajcie chłopaki, ja się nie znam na byciu menadżerem!!!
    Kiu: *bierze z półki encyklopedię i zaczyna czytać* Menadżer = krańcowo zdesperowany osobnik, który bierze pod swoje skrzydła zespół, najlepiej muzyczny, przy czym obie strony mają zwykle nikłe pojęcie o tym, co zwalają sobie na głowy… :)
    Ken: Bo lepiej nie wiedzieć – -’
    Kiu: Menadżerów generalnie dzieli się na rzucających się z okna na parterze i wymachujących bronią… ;>
    Ken: STOP!!! Nie czytaj tego przy Miyi-san!!! O_o
    Katsuji: ALe dlaczego?
    Kiu: Właśnie, dlaczego?
    Ken: Jak to dlaczego??? Nie widzicie, że ONA MA MAGNUM?!?!?!?!?!?
    Katsuji: No to co? Broni powinno się używać wtedy, gdy ma się powód, ne, Miya-san? ;)
    Popieram cię w 100%, Katsuji-kun ;)
    Ken: Ej, no!!! Nie możesz nas tak gnębić tylko dlatego że chcesz serenadę!!! O_o
    Mogę, mogę ^ ^ Zwłaszcza że gdy już powstanie, przyniesie wam światową sławę i będziecie mi dziękować ^ ^
    Ken: Ja gwiżdżę na światową sławę – -’
    *celuje w Kena giwerą* A ja wcale ci nie grożę ^ ^ Ja tylko przekonuję ^ ^
    Ken: Katsuji, zabiję cię za ten pomysł >< *znika w szafie*
    Katsuji: Chyba go przekonałaś ^ ^ *razem z Kiu wchodzą do szafy za Kenem*
    Jea, nie ma to jak dar przekonywania >;D W sumie menadżerem jeszcze nie byłam, więc co mi szkodzi spróbować… ;>>>

    Good, skoro już jestem przy Wojowniczkach Poświaty, to może przydałoby się trochę popisać… Niby próbuję się skoncentrować na jednym pomyśle, ale ciągle mi lata po głowie Epopeja przy okazji… Może zrobienie przerwy będzie miało dobre rezultaty, bo będę mogła w spokoju pomyśleć nad pewnymi postaciami. Zwłaszcza tymi, które powstały dzięki konkretnym osobom… Owszem, mam i takie, ale to nie znaczy że przenoszę kogoś, kogo znam, na karty opowieści, takiego jaki jest… przynajmniej nie zamierzam. Nie tak jak robimy w naszej wirtualnej rodzince, opisując się nawzajem w swoich historiach. Po prostu biorę, nie wiem jak to nazwać, swój stosunek do jakiejś osoby i nadaję mu postać. Tak pojawił się (niestety! niestety!) Lex Diss Gyse, tak pojawił się Shigeru „Uduszę-To-Dziecko” Sanjôin i tak pojwiły się cztery zakręcone dziewczątka, które powstały na cześć moich najlepszych kumpelek z reala. Jednak największym problemem może być sprawienie żeby taka postać zaczęła żyć własnym życiem i nie była na wieki przywiązana do tego kogoś, kto mnie zainspirował T_T Nie chcę ich utożsamiać po prostu… Znaczy te cztery panny jeszcze mogę, ale gdyby Lex albo Shigeru byli dla mnie zbyt konkretni, to by znaczyło że spartaczyłam… Również dlatego chcę się na razie trzymać Wojowniczek Poświaty, tam nikt nie ma pierwowzorów, może z wyjątkiem jednej osóbki, ale z tym staram się walczyć ;D

    Cóż, idę, bo chyba w Blue Haven czeka na mnie towarzystwo z herbatą… A póki chłopaki nie stworzą serenady, muszę się zadowolić gitarkami w piosenkach moich idoli, nyo…
    Czyli idę włączyć Hymn Marynarza ^________^

    got4.gifSiedziałam sobie wczoraj spokojnie przy komputerku, gdy nagle Satsuś oznajmiła mi radośnie, że postanowiła przerobić mój smoczo-demoniczny autoportrecik, który jej niedawno posłałam… Nyo dobra, nie mam nic przeciwko, tylko dlaczego pyta mnie jakiego koloru mają być ramki? Do licha ciężkiego, jakie znowu ramki??? Chwilę później zaczęła przysyłać mi rezultaty swojego starania i odkryłam że kobita robi mi nowy layout >;D
    A wieczorem już się pokazał, co niektórzy już chyba odkryli >;D Proszę bardzo, można podziwiać, zwłaszcza że to obecnie jedyny dostępny mój wizerunek, poza fotkami z mrocznej przeszłości mojej ;> Ojejka, ależ mnie tu teraz dużo, będę musiała się przyzwyczaić… ;>>>

    Niech Was nie przeraża długość tej notki, ale nie zdążyłabym napisać zbyt wiele, ponieważ niedługo jadę do lasu *___* Wrócę stamtąd ze świeżą porcją weny, więc następna notka powinna być już bardziej efektowna…

    Wiecie że Was kocham? ^___________^


    • RSS