gol5_.gifSporo osób się zgromadziło. Nawet perspektywa wczesnego wstania nie zmogła ich chęci dowiedzenia się czyj honor zostanie obroniony. A może powodowała nimi zwykła żądza widowiska…
- Koloseum jakieś, czy co? – pomyślała Miya w przypływie wisielczego humoru.
W tłumie mignął jej Kyoshiro, nietrudno też było zauważyć Tomomi, która siedziała na dachu, wykrzykując „Go! Go! Go!” (doprawdy, ciekawe kto ją tego nauczył?). Nagaishi, jak zwykle dumny i surowy, stał na podwyższeniu. Wszyscy czekali.
Zaszemrało, zaszumiało i spomiędzy patrzących wyłonił się wreszcie Shigeru. Miał poważną twarz, ale w jego oczach tańczyły iskierki radosnej ekscytacji – nigdy w końcu nie ukrywał że uwielbia walkę.
– Taki mały tym razem? – kronikarka spojrzała z lekkim rozbawieniem na standardowej wielkości katanę trzymaną przez chłopaka. W porównaniu z mieczyskiem, którym posłużył się podczas ich pierwszego spotkania, rzeczywiście wydawała się niepozorna.
– Kiedyś przecież trzeba położyć kres gadkom o próbach rekompensowania sobie innych rozmiarów – usłyszała zaczepną odpowiedź Shigeru. Przysięgłaby, że dostrzegła rumieniec na twarzy Kyoshiro, ale ten znów zniknął w tłumie. Nigdzie natomiast nie zauważyła Misao i znów spytała samą siebie czy ta dziewczyna rzeczywiście jest go warta.
Uniosła rękę do góry i natychmiast zmaterializował się w niej miecz, ozdobiony brylantami i wizerunkiem delfina. Przez chwilę otaczał go błękitny blask, który po chwili znikł.
– STAĆ!!! – wykrzyknął Nagaishi – Czy nie wiadomo ci, przybyszko, że magia jest w pojedynku niedozwolona?!?
– Grievance można walczyć tak samo jak każdą zwykłą bronią – Miya wbiła w niego lodowaty wzrok – Poza tym czy moje słowo honoru nie wystarczy by mi zaufać?
Wytrzymując jej spojrzenie, powoli i niechętnie skinął głową.
– Niechaj się zacznie – zaintonował.
Skoczyli ku sobie równocześnie, tak szybko jakby używali teleportacji. Głośny szczęk broni oznajmił zebranym, że oba ciosy zostały zablokowane. Shigeru przez ułamek sekundy patrzył na Miyę zaciętym wzrokiem i mocno machnął mieczem, odrzucając dziewczynę w tył. Z trudem złapała równowagę i odpowiedziała uderzeniem z przyklęku. Chłopak uskoczył, wywijając salto w tył i lądując miękko na ziemi. Wyraźnie czekał aż Miya stanie na nogi i zaatakuje ponownie.
– Czy ty się mnie boisz, czy mnie nie doceniasz? – usłyszał jej szept, gdy starli się w kolejnej próbie sił.
– Chyba cię po prostu lubię – wyznał z rozbrajającym uśmiechem, zanim oboje odskoczyli – Wiesz co by się tu działo gdyby tak nie było?
Uśmiechnęła się krzywo, żałując że się nie dowie.
Teraz Shigeru przejął inicjatywę. Choć zdarzało mu się zachowywać nierozważnie, był świetnym przeciwnikiem. W mgnieniu oka znalazł się przy Miyi, atakując serią błyskawicznych ciosów z wielu stron. Wydawało się że ma więcej niż dwie ręce i jeden miecz. Mimo to dziewczyna dotrzymywała mu kroku. Nie robiła żadnych uników, parując każde jego cięcie. Czuła w ciele gwałtowny przypływ adrenaliny. To prawda, że walczyła tylko gdy nie miała innego wyjścia, zdarzały się jednak pojedynki, które w miarę trwania stawały się przyjemnością. Obecny do takich należał.
Niespodziewanie grad ciosów przestał spadać. Miya powiodła wzrokiem wkoło, lecz nigdzie nie widziała przeciwnika. Zatrzymała się, mogąc wreszcie złapać oddech.
– HAAAAAAA!!!!!!!!!!! – usłyszała nagle nad sobą. Syknęła z rozdrażnieniem – była już na tyle zdezorientowana by nie przewidzieć że Shigeru może zaatakować z góry. Spadł na nią z wysoka, trudno było uwierzyć że nie lewitował. Ostrze jego katany zalśniło w słońcu.
Miya zdawała sobie sprawę że tym razem parada okazałaby się porażką. Nie zastanawiała się dłużej, zawirowała z wdziękiem, odbijając się od ziemi. Z powrotem znalazła się na niej tuż po Shigeru. Widziała że i on musi już zaczerpnąć tchu…
Ale w oczach chłopaka odbijało się jej zdecydowanie.
Oboje należeli do tych, którzy jeśli muszą, walczą do końca. Shigeru walczyłby zresztą nawet gdyby nie musiał.
Zebrała się w sobie i z przeszywającym okrzykiem zaatakowała z półobrotu. Za szybko dostrzegł ruch dziewczyny i desperacko, szaleńczo rzucił się w jej stronę z wyciągniętym mieczem.
Zbliżali się do siebie coraz bardziej…
Ten atak miał być ostateczny.
Potężny podmuch i eksplozja odrzuciły ich od siebie. Tłum zafalował, a co słabsi z widzów padli na ziemię. Pocisk, który spowodował wybuch, musiał nadejść z powietrza. Shigeru spojrzał w górę, ale nie zobaczył tam nic ani nikogo. Natomiast Miya na ułamek sekundy wychwyciła jakieś zawirowanie przestrzeni. Najwyraźniej ktoś zjawił się tu za pomocą teleportacji. Ludzie umykali w popłochu i nawet próby zaprowadzenia porządku przez Nagaishiego nie dawały rezultatów.
– Kapitalnie wam szło! – odezwał się ktoś niespodziewanie, a wszyscy ze zdumieniem ucichli – Trzeba to będzie kiedyś powtórzyć!
Zaskoczeni Miya i Shigeru odwrócili się w tamtą stronę…

I na tym perfidnie przerwę.
CD na pewno N… >;D

A przy okazji życzę wszystkim mokrego jajka, smacznego dyngusa i wesołego Alleluja! ^_______^
*macha łapką i znika*