goth11.gif – Zapada noc.
Nie odpowiedziała ani nie oderwała wzroku od okna.
– Chcesz żebym został?
Dopiero wtedy spojrzała na niego pytająco. I jakby taksująco.
– Pomyślałem ze możesz nie chcieć byc teraz sama – wyjaśnił, czujac, ze sie rumieni – Potrzebować towarzystwa… nie wiem, ramienia?
Wciąz sie w niego wpatrywała, tym razem z lekkim zaskoczeniem.
– Zresztą widzę że myślisz teraz o kims innym – zaryzykował.
– Moje myśli to obecnie jeden wielki mętlik – westchnęła, odsuwajac poły płaszcza i robiąc mu miejsce na łóżku. Bawiło ja nieco to łoże z baldachimem i ludzie, patrzący na nia jak na dziwoląga, gdy probowała im uświadomić ze chce spac na futonie – Może je uporządkuję na chwilę. Jutro. Tak, to chyba będzie konieczne.
Nie wiedział co na to odpowiedzieć. Po chwili namysłu usiadł obok niej i tez wyjrzał przez okno, patrzac jak wschodzący księżyc oświetla drzewo sakury. Dla wszystkich wsp Hon ten dzien mogł sobie byc tylko pierwszym dniem Dekady Tsuminy, ale w Shyamarze i Kyutsu był rownież Dniem Rozkwitu. W koncu na południu wyspy Shiminee kwiaty wiśni pojawiały sie najwcześniej. Moze na Kyonie jeszcze szybciej, ale tam nadal mieszkało niewielu ludzi.
– Miły mamy Dzien Rozkwitu, co? – zapytała cicho.
– Taaa… – przyznał z gorzkim usmiechem – Narobilismy sobie kłopotow… Za to mieszkańcy bedą miec niezłe widowisko.
– Zdaje sie, ze Shyamara nic sie nie zmieniła od czasu, gdy o niej pisałam – mruknęła – Tradycje nie straciły swej potęgi.
– Każdy ma cos, co jest dla niego ważne – odpowiedział – Ja walkę, ty swoje kroniki… Czy to nie dziwne? – zamyślił sie – Czlowiek poświęca sie walce by sie doskonalic, zdobyc pewność siebie, siłę ducha i umysłu. A gdy przychodzi co do czego…
– Zaczyna odnosić wrażenie że walka sprowadza sie po prostu do zabijania innych ludzi – dokonczyła – Znam to. A jak TY myslisz?
– Sam nie wiem – stwierdził – Zwłaszcza gdy sobie przypominam o jutrzejszym pojedynku.
Spojrzała na niego i zaśmiała sie cicho.
– Coś sie stało? – spytał zdezorientowany.
– A nie, nic – ciągle uśmiechnięta położyła głowe na jego ramieniu – Po prostu do twarzy ci w hakamie.
Zamrugał, nie mogac ukryć zaskoczenia.
– Ale ciekawa jestem jakbyś wyglądał w jeansach – puściła do niego oko, przytulając sie mocniej – i spróbowałam sobie to wyobrazić.
– Czy jest coś, do czego podchodzisz na serio?
– Czasami – zachichotała – Gdybym nie potrafiła śmiać sie z pewnych rzeczy, nie wiem jak bym sobie poradziła przez tyle żyć. I nie wmawiaj mi ze sam jesteś zawsze taki poważny.
– Chyba nie – powiedział – Ale jutro przeżyje tylko jedno z nas. Ma mnie to nie ruszać?
– Racja – zgodziła sie – W koncu po tobie ktos by płakał… Misao? Tomomi? Moze Kyoshiro?
– Daj spokoj! – żachnął sie – Po tobie na pewno tez!
– Ja sie odrodzę – uśmiechneła sie krzywo – Poza tym osoba, o ktorej myślę, nie bedzie płakać po raz drugi z tego samego powodu.
Miya, nie umieraj!!! krzyknęło do niej wspomnienie.
– Lepiej zastanowiłbyś się, ktorego miecza ze swojej sporej kolekcji użyjesz przeciw mnie. Chyba ze wolisz walke na moce?
– Gdyby tak było, zostałbym na Ichi-Anai – odpowiedział.
– Z takim nastawieniem mozesz źle skonczyć – w jej glosie znow było słychac lekkie rozbawienie – Pewnej mojej znajomej też nie podobało sie bycie sankatsu. Teraz jest Filarem Chaosu – mowiac to zmierzwiła mu czuprynę, co nie przyniosło widocznego efektu. Jego włosy, choc krótsze od jej czarno-srebrnej fryzury, dorównywały jej stopniem roztrzepania.
Nie odezwał sie. Ona też nie. Nie wiedzieli, ile czasu spędzili w milczeniu. Żadne nie słyszało myśli drugiego, ale byli niemal pewni, że je dobrze znają.
Kwiaty na zewnatrz pachniały odurzająco.
– Chyba powinnas sie wyspać – przerwał wreszcie ciszę.
– Skoro tak uważasz – westchneła – No dobrze, idz, świetuj. Ciesz sie wiosną.
Wstał i prawie bezszelestnie odsunął shoji.
Oyasumi, Miya-chan.
Przez jego twarz przemknął cień smutku.
– Wiesz – odezwała sie niespodziewanie – Gdybyśmy się spotkali w innym czasie i okolicznościach, pewnie bym się w tobie zakochała.
– Mhmmm… – pokiwał glowa ponuro – Też mi się tak wydaje.
Po tych słowach mrugnął do niej i parsknął serdecznym śmiechem. Zawtórowała mu i lekko zeskoczyła z łożka.
– Dziękuję – szepneła, cmokając go w policzek – Oyasumi.

***

A teraz pora żebym:
- mimo porannego mrozu oficjalnie ogłosiła STAN WIOSENNY :DDD
- złozyła dzisiejszemu solenizantowi najserdeczniejsze życzonka po raz trzeci i być może nie ostatni… *demoniczny śmiech*
- zadała pytanie: czy dojdzie do walki? I kto ją wygra, ja czy on? Jako że nie znam przyszłości, polegam na Waszych domysłach ;>>>

A teraz… na spacer!!!! JEEEEEEEEAAAAAAAA!!!!!! :DDDDDDDDDD