got4.gifNyo, na ten tydzień już koniec siedzenia do 18.00 w tym przybytku zamarzania i zasypiania, potocznie zwanym koledżem! Jutro wracam do domu o przyzwoitej rannej porze, w której blogi jeszcze wchodzą szybko i bez problemów ;P i będę mogła popatrzeć sobie na nowy suwaczek made by Satsuś ^.^ I będę mogła… Będę mogła… O! Sailorki pooglądać!!!!!!!!!! ^.^v [Miya zaczyna skakać po pokoju i piszczeć z radości] Jejku jej, jak mi się zackniło do Sailorek!!!!!!!! Vanny, to przez… dzięki Tobie, kobito!!! :DDD Najlepiej będzie dokopać się do zamierzchłych czasów, gdy Królestwo Ciemności straszyło niewinne dzieciaczki makabrycznie słodziutką paszczą Zoisite… Nie, lepiej nie O_o Jeszcze wcześniej się cofnę. Do największej miłości mojego życia najlepiej.

PRZERWA

[Miya zakłada szary worek pokutny i łączy się z Serisią w niepocieszeniu z powodu, który wyżej wymieniona wspomniała na swoim bloczku ;P]

KONIEC PRZERWY

Bueh, moje zamiłowanie do osobników na wskroś nierzeczywistych chyba znów daje o sobie znać… Ale cóż robić skoro nieśmiałość względem płci przeciwnej jest większa nawet niż nieśmiałość względem płci własnej? Nyo cio, jedyni faceci z którymi potrafię się porozumieć bez żadnych blokad psychicznych są ino w necie i jest ich aż 2 (słownie: DWÓCH). I chwała im za to że są ;>***

A z grzebania mojego w kasetach z Sailorkami wyniknie chyba powrót do czasów gdy je oglądać rozpoczęłam, pospołu z moim niezrównanym Sailor Teamem, i zawzięcie rysowałam takie wielkie dziwne twarze na małych dziwnych tułowiach, zastanawiając się czemu w TV to wygląda inaczej _^_
Było to siedem lat temu.
26 stycznia obchodziłyśmy kolejną rocznicę. W nieco niestety uszczuplonym składzie, bo Sailor Team jest już w stanie spoczynku i niekiedy jest nie do złapania… Ale te stare kasety ciągle mam. I taki zeszyt, w którym zapisywałam nasze przemyślenia na temat serialu. I mangi. I pamiętam jak w Kawaii toczyły się dyskusje, co jest lepsze… i większość wskazywała na mangę, bo niby dojrzalsza… Właściwie w mandze najbardziej podobało mi się porządne ukazanie miłości Usagi-chan i Mamorka, a najmniej to że marzenia dziewczyn tak naprawdę były tylko pozą, bo jedyne co się dla nich liczyło to ochrona księżniczki. Nie wiem, takie wyrzekanie się wszystkiego jakoś do mnie nie przemawia. I jeszcze to że czarne charaktery w mandze były takie bezosobowe… Nie to co w serialu ^_______^ który lubię też za rozwinięcie charakterów Wojowniczek i za tę wszechobecną nadzieję. Tę, która tak pięknie została ukazana w walce z Galaxią. Tę, która dzięki tej opowieści rozkwitła we mnie i mimo wszystko kwitnie dalej.

Tokio, opanowane przez Chaos. Czarodziejka z Księżyca rozwija skrzydła i leci w kierunku Galaxii, wyciągając do niej dłoń…

Nie powiem, lubię oglądanie zakończeń i przeżywanie wszystkiego razem z bohaterami… I zwykle gdy tworzę nową historię, szybko przychodzi do mnie wiedza o tym jak się ta historia skończy.

Jeszcze raz Tokio. Wojowniczki Poświaty z nadzieją patrzą na Mikonettę, dokoła której unoszą się uwolnione dusze…

Ale nie jestem przyzwyczajona do typowych, słodziutkich happy-endów. Aby zakończyć opowieść, zawsze trzeba coś poświęcić.

Resztki planety Torima. Taiki i Maya stają przed Kath’Egeenem, zdając sobie sprawę, że prawda ich zabije…

Jason Wellington ściska w dłoni Tęczowy Kwiat, wiedząc że jeśli go użyje by zniszczyć zło, już nigdy nie będzie mógł naprawdę umrzeć…

Miya przybywa na bal do Kuglarza i staje przed wyborem, który ma zadecydować nie tylko o jej życiu…

Zakończenia z elementem niepokoju stały się częścią mojej egzystencji.

Tyle że sama zaczynam czuć niepokój, jeśli nie przerażenie, widząc reakcje osób do których moje opowieści docierają. Nie umiem sobie poradzić jeśli zdarzy mi się być na świeczniku. Już jako dziecię małe i prawie niewinne, czułam się bardzo bardzo zawstydzona gdy ktoś mnie za coś chwalił. A jeszcze bardzie, gdy ktoś mnie chwalił publicznie.
Nyo i te koszmary związane z pisaniem prac klasowych w podstawówce… Pani D. zawsze miała nosa do tzw. Wolnych Tematów, więc wśród możliwości pisania standardowych, schematycznych wypracowań, pojawiały się nierzadko cosie o intrygujących tytułach typu „Opowieść o winie i karze”.
Nyo i zróbcie z tym, dzieci, co chcecie.
Dziecko zazwyczaj pisało opowiadanie.
A potem nie mogło się wykręcić od wyjścia na środek i odczytywania ich przed resztą klasy.
Przepraszam, raz się wykręciło – jeszcze zanim Pani D. oddała prace klasowe, przezprnie zgłosiło się do wpisywania ocen na semestr ^.^v

W takich momentach jak na przykład czytanie Waszych komentarzy do „Take me” oddycham z ulgą.
Bo prawie nikt kto czytał moje historie nie wie jak wyglądam i nie będzie mnie ścigał z piskiem ;>
Bo ciągle jeszcze nie zamknęłam się na 4 spusty pogrążona w lęku przed światem.
Bo…
Bo…

Ups.

[uświadamia sobie że zdradziła końcówkę "Wojowniczek Poświaty"]
[uświadamia sobie że zdradziła końcówkę historii, która jeszcze nie ma tytułu]
[uświadamia sobie że zdradziła końcówkę "Take me"]
[przypomina sobie że Nat ją gnębi o kronikę]
[szok]
[omdlenie]

[do omdlałej Miyi podpełza Niuniuś i rozwija pokaźnych rozmiarów transparent z obwieszczeniem]
[Miya otwiera jedno oko i zerka na transparent, dopisuje parę słów, pociąga usteczka błyszczykiem o smaku - a jakże! - truskawkowym, po czym podkłada sobie pod głowę podusię i powraca do stanu poprzedniego]

Obwieszczenie
NINIEJSZYM OBWIESZCZA SIĘ ŻE OBYWATELKA MADELYN IGNEID YUMENI AL’WEDD PRAGNIE BYĆ OBUDZONA POCAŁUNKIEM PRZEZ SWEGO WYMARZONEGO KSIĘCIA (Wiem co sobie myślisz, Serisiu, nie TEGO księcia!!! - dop. Miya). WSZELKIE INNE PRÓBY PRZYWRÓCENIA JEJ DO PRZYTOMNOŚCI ZAKOŃCZĄ SIĘ NIEPOWODZENIEM.
Koniec obwieszczenia