got31.gifGdy Jason wszedł do salonu, młoda kobieta leżała na kanapie bez ruchu. Jej suknia była pognieciona, a starannie przedtem upięte włosy były w nieładzie – wyglądało na to że próbowała ucieczki. Oddychała płytko. Gdyby nie półprzymknięte oczy, z których wyzierało przerażenie, i usta otwarte jak do krzyku, możnaby było pewnie pomyśleć że śpi.
– Już wróciłeś? – Le Feu odsunął się od niej z krzywym uśmiechem – Świetne masz wyczucie. Jeszcze zostało to niezbędne minimum, w sam raz dla ciebie.
– Daj jej spokój, Remy! – chłopak prawie podbiegł do kanapy – Masz już energii na następne trzy dni. Ona na pewno nic nikomu nie powie – przyjrzał się kobiecie ze współczuciem.
– Nie powie, nie powie – jasnowłosy niedbale rozsiadł się w fotelu – Skończ.
– Nie rozumiesz co mówię?!? – zawołał Jason – Zostawmy ją! Jeśli ma już tylko tyle energii by nie umrzeć, odebrałbym jej życie!
– Mhm – Remy wzruszył ramionami – Jeśli ją tak zostawimy, to już na zawsze pozostanie taką bezwładną lalką jak teraz.
Nie wiadomo, w czyich oczach – kobiety czy chłopaka – był większy szok.
– Będąc w takim stanie nasi żywiciele znajdują się na granicy – kontynuował Le Feu, wstając z fotela – Tyle że sami nie mogą jej przekroczyć. Ani żyć, ani umrzeć – podszedł do swojej ofiary i przykucnął przy niej – Albo się nad nią zlitujesz i jej pomożesz… – pieszczotliwym gestem dotknął jej ust – albo ja wezmę ją… ze sobą.
– U… uczynisz z niej… zapomnianą??? – wyjąkał ciemnowłosy chłopak.
– A czemu nie? Teraz jest odpowiedni moment; biorę jej energię i daję swoją – mówiąc to Remy lekko musnął jej usta swoimi.
Jason zagryzł wargi i odwrócił wzrok.
– Chociaż właściwie co to by był za interes? – usłyszał i zobaczył że jego towarzysz wstał i przechadza się po pokoju – Głupiutka damulka, która myśli tylko o strojach i flirtowaniu chyba nie byłaby lepszą partnerką niż ty na przykład.
Jason słuchał jednym uchem, wciąż wpatrując się w kobietę. Sił jej nie przybywało.
– Naprawdę trudno znaleźć kogoś kto się do tego nadaje – ciągnął zapomniany – Na przykład ten donżuanik, którym się pożywiłem przed nią, a który w innych okolicznościach pewnie uczyniłby ją mamusią i zostałaby potępiona przez społeczeństwo. I pewnie musiałby się ożenić, biedak. Jak widzisz, mon cheri, zapobiegłem tragedii. W każdym razie ktoś taki też by się nie nadawał. Nie pogodziłby się z tym że nie żyje i nie może już grzeszyć z kobietami.
Jason zaciskał pięści do bólu. Dlaczego jeszcze stąd nie wyszedł?
– Wyssałeś go do końca z zazdrości o to grzeszenie z kobietami? – wycedził z wściekłością. Czując na sobie zaskoczony wzrok Le Feu, zawstydził się tej myśli.
– Nie wierzę w to co słyszę! – mężczyzna podszedł bliżej, zmuszając chłopaka do spojrzenia mu w oczy – Czyżbyś zaczynał pokonywać niewinność, mon cheri? Nie minie wiek a zaczniesz siać zamęt w dziewczęcych sercach i nie tylko – zmrużył oczy i uśmiechnął się drapieżnie. Jason miał nadzieję że w jego spojrzeniu nie było słabości.
– Bo przecież… TY nie jesteś w pełni zapomnianym. Ciągle będziesz żył. Masz całą wieczność, a jeśli zechcesz… masz prawo umrzeć.
Chłopak miał wrażenie że wyczuł w głosie Le Feu nutę smutku. Ale szybko uznał tę myśl za co najmniej niedorzeczną.
– Powiedz – niespodziewanie dla siebie zadał pytanie – Dlaczego zostawiłeś mnie żywego? Dlaczego mnie nie…
– Ciiiiiiiii, Jason – Remy położył mu palec na ustach, a jego dotyk był jak lód – Jeszcze nie nadszedł czas – szepnął – Kiedyś zapytam cię czy chcesz. A ty… dasz mi odpowiedź.
Uśmiechnął się jakoś dziwnie i opuścił pokój. Jason został sam z nieszczęsną kobietą, która mogła na zawsze pozostać na granicy. Chyba że…
Po chwili, która wydała mu się wiecznością, pochylił się nad nią i zobaczył że z jej oka spływa łza. Delikatnie dotknął jej dłoni, by na kilka sekund poczuć ożywczy prąd w swoim ciele.
– Przepraszam…
Jego oczy zaszły mgłą.