star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2003

    got40.gifDobra, przyznaję się bez bicia że omdlenie przeszło już do historii. Zostałam przywrócona do przytomności ładne parę dni temu, ale nie powiem przez kogo, bo nie chcę mu robić obciachu ;> Poza tym boję się że Niuniuś to przeczyta O_o Jakiś czas temu postanowił być moim sumieniem i głosem rozsądku, tylko nie rozumiem dlaczego to polega na zaczytywaniu się pismami kobiecymi traktującymi o sprawach sercowych i na szukaniu u mnie objawów __^__ Nyo, śkłib z TWISTEM w mackach… Jak jeszcze raz mi powie bez wyraźnego powodu że czuję do kogoś miętę, to nie dostanie musztardy na śniadanie. A jak skonkretyzuje do kogo, to i na obiad. A jak będę w złym humorze, to i na kolację :P Tego rodzaju prowokacje ma prawo mi robić wyłącznie Marcelina, a i to nie zawsze :PPP

    Na szczęście jest już czwarteczek, jutro najlepsze zajątka w tygodniu, a potem łykend… Człowiek się od razu lepiej czuje kiedy jest już po wtorku i może wrócić do domciu o 12 zamiast o 18… _^_ Jeszcze w dodatku tak masochistycznie się dobiłam – mając do wyboru dodatkowy język francuski tudzież niemiecki, wybrałam…
    NIEMIECKI…
    O_o
    Dobra, tym razem nie omdleję, bo… bo nie. :P

    Wczoraj na informatysi działo się co niemiara ;> Przestaliśmy się już bawić Wordem i zaczęliśmy Excela… Robiliśmy jakąś tabelkę z ZUSem, wypłatami i rentami – -’ Zrobiliśmy w pół godzinki, Magister-Inżynier stwierdził radośnie że jesteśmy grupą najbardziej kumatą i tak się lekcja skończyła a zaczęło się włażenie do netu :P Nyo genialni jesteśmy i tyle!!! Mogłam sobie wreszcie bez większych problemów wejść na bloczek, bo niestety ładuję się topornie, i to chyba nie tylko mi T_T i nie tylko mój, bo z innymi też mam problemy, choć nie zawsze AŻ TAKIE… O_o Ale zauważyłam że szybciej się ładują te które mają gotowe laye i NIE MAJĄ tylu obrazków co mój T_T

    Czwarteczek, przedsmaczek wiosenki, nastrój radosny, wena szaleje – co Miyuś robi? Na pewno nie dokańcza niesławnego 16 odcinka DN _^_ Bo wzięła się za „Take me”. Chlip… Tak to ze mną jest że jak coś mnie dopadnie to trudno mi się od tego uwolnić… Zwłaszcza jeśli mnie podkusi żeby zacząć to draństwo* opisywać… Jeszcze w dodatku kupiłam nowego Xa i co chwilę się komuś wypłakuję (SEISHIRO-SAAAAAAAAAAAN!!!!!!!!!!!!! T_T O, właśnie tak…) Jak tak dalej pójdzie to w końcu wyląduję na Northern Lights i dorwę się do opowiadań _^_ A potem się dziwię że mi nie wierzą gdy mówię że NIE JESTEM yaoistką…

    Mam takie bardzo bardzo dziwne wrażenie że dzisiaj nic sensownego nie napiszę w tej notce… Może w następnej… ^ ^’ Za to trzasnę teścik:

    Hidden Beauty
    You are the hidden beauty

    Which Ultimate Beautiful Woman are You?
    brought to you by Quizilla

    I niech mi ktoś powie że to nieprawda!!! >;DDD

    Oyasumi…

    *Nyo i tak z rozpędu pozdrowienia dla wszystkich drani, którzy byli, są i będą *________* (Nie mogłam się powstrzymać ;>)

    got4.gifNyo, na ten tydzień już koniec siedzenia do 18.00 w tym przybytku zamarzania i zasypiania, potocznie zwanym koledżem! Jutro wracam do domu o przyzwoitej rannej porze, w której blogi jeszcze wchodzą szybko i bez problemów ;P i będę mogła popatrzeć sobie na nowy suwaczek made by Satsuś ^.^ I będę mogła… Będę mogła… O! Sailorki pooglądać!!!!!!!!!! ^.^v [Miya zaczyna skakać po pokoju i piszczeć z radości] Jejku jej, jak mi się zackniło do Sailorek!!!!!!!! Vanny, to przez… dzięki Tobie, kobito!!! :DDD Najlepiej będzie dokopać się do zamierzchłych czasów, gdy Królestwo Ciemności straszyło niewinne dzieciaczki makabrycznie słodziutką paszczą Zoisite… Nie, lepiej nie O_o Jeszcze wcześniej się cofnę. Do największej miłości mojego życia najlepiej.

    PRZERWA

    [Miya zakłada szary worek pokutny i łączy się z Serisią w niepocieszeniu z powodu, który wyżej wymieniona wspomniała na swoim bloczku ;P]

    KONIEC PRZERWY

    Bueh, moje zamiłowanie do osobników na wskroś nierzeczywistych chyba znów daje o sobie znać… Ale cóż robić skoro nieśmiałość względem płci przeciwnej jest większa nawet niż nieśmiałość względem płci własnej? Nyo cio, jedyni faceci z którymi potrafię się porozumieć bez żadnych blokad psychicznych są ino w necie i jest ich aż 2 (słownie: DWÓCH). I chwała im za to że są ;>***

    A z grzebania mojego w kasetach z Sailorkami wyniknie chyba powrót do czasów gdy je oglądać rozpoczęłam, pospołu z moim niezrównanym Sailor Teamem, i zawzięcie rysowałam takie wielkie dziwne twarze na małych dziwnych tułowiach, zastanawiając się czemu w TV to wygląda inaczej _^_
    Było to siedem lat temu.
    26 stycznia obchodziłyśmy kolejną rocznicę. W nieco niestety uszczuplonym składzie, bo Sailor Team jest już w stanie spoczynku i niekiedy jest nie do złapania… Ale te stare kasety ciągle mam. I taki zeszyt, w którym zapisywałam nasze przemyślenia na temat serialu. I mangi. I pamiętam jak w Kawaii toczyły się dyskusje, co jest lepsze… i większość wskazywała na mangę, bo niby dojrzalsza… Właściwie w mandze najbardziej podobało mi się porządne ukazanie miłości Usagi-chan i Mamorka, a najmniej to że marzenia dziewczyn tak naprawdę były tylko pozą, bo jedyne co się dla nich liczyło to ochrona księżniczki. Nie wiem, takie wyrzekanie się wszystkiego jakoś do mnie nie przemawia. I jeszcze to że czarne charaktery w mandze były takie bezosobowe… Nie to co w serialu ^_______^ który lubię też za rozwinięcie charakterów Wojowniczek i za tę wszechobecną nadzieję. Tę, która tak pięknie została ukazana w walce z Galaxią. Tę, która dzięki tej opowieści rozkwitła we mnie i mimo wszystko kwitnie dalej.

    Tokio, opanowane przez Chaos. Czarodziejka z Księżyca rozwija skrzydła i leci w kierunku Galaxii, wyciągając do niej dłoń…

    Nie powiem, lubię oglądanie zakończeń i przeżywanie wszystkiego razem z bohaterami… I zwykle gdy tworzę nową historię, szybko przychodzi do mnie wiedza o tym jak się ta historia skończy.

    Jeszcze raz Tokio. Wojowniczki Poświaty z nadzieją patrzą na Mikonettę, dokoła której unoszą się uwolnione dusze…

    Ale nie jestem przyzwyczajona do typowych, słodziutkich happy-endów. Aby zakończyć opowieść, zawsze trzeba coś poświęcić.

    Resztki planety Torima. Taiki i Maya stają przed Kath’Egeenem, zdając sobie sprawę, że prawda ich zabije…

    Jason Wellington ściska w dłoni Tęczowy Kwiat, wiedząc że jeśli go użyje by zniszczyć zło, już nigdy nie będzie mógł naprawdę umrzeć…

    Miya przybywa na bal do Kuglarza i staje przed wyborem, który ma zadecydować nie tylko o jej życiu…

    Zakończenia z elementem niepokoju stały się częścią mojej egzystencji.

    Tyle że sama zaczynam czuć niepokój, jeśli nie przerażenie, widząc reakcje osób do których moje opowieści docierają. Nie umiem sobie poradzić jeśli zdarzy mi się być na świeczniku. Już jako dziecię małe i prawie niewinne, czułam się bardzo bardzo zawstydzona gdy ktoś mnie za coś chwalił. A jeszcze bardzie, gdy ktoś mnie chwalił publicznie.
    Nyo i te koszmary związane z pisaniem prac klasowych w podstawówce… Pani D. zawsze miała nosa do tzw. Wolnych Tematów, więc wśród możliwości pisania standardowych, schematycznych wypracowań, pojawiały się nierzadko cosie o intrygujących tytułach typu „Opowieść o winie i karze”.
    Nyo i zróbcie z tym, dzieci, co chcecie.
    Dziecko zazwyczaj pisało opowiadanie.
    A potem nie mogło się wykręcić od wyjścia na środek i odczytywania ich przed resztą klasy.
    Przepraszam, raz się wykręciło – jeszcze zanim Pani D. oddała prace klasowe, przezprnie zgłosiło się do wpisywania ocen na semestr ^.^v

    W takich momentach jak na przykład czytanie Waszych komentarzy do „Take me” oddycham z ulgą.
    Bo prawie nikt kto czytał moje historie nie wie jak wyglądam i nie będzie mnie ścigał z piskiem ;>
    Bo ciągle jeszcze nie zamknęłam się na 4 spusty pogrążona w lęku przed światem.
    Bo…
    Bo…

    Ups.

    [uświadamia sobie że zdradziła końcówkę "Wojowniczek Poświaty"]
    [uświadamia sobie że zdradziła końcówkę historii, która jeszcze nie ma tytułu]
    [uświadamia sobie że zdradziła końcówkę "Take me"]
    [przypomina sobie że Nat ją gnębi o kronikę]
    [szok]
    [omdlenie]

    [do omdlałej Miyi podpełza Niuniuś i rozwija pokaźnych rozmiarów transparent z obwieszczeniem]
    [Miya otwiera jedno oko i zerka na transparent, dopisuje parę słów, pociąga usteczka błyszczykiem o smaku - a jakże! - truskawkowym, po czym podkłada sobie pod głowę podusię i powraca do stanu poprzedniego]

    Obwieszczenie
    NINIEJSZYM OBWIESZCZA SIĘ ŻE OBYWATELKA MADELYN IGNEID YUMENI AL’WEDD PRAGNIE BYĆ OBUDZONA POCAŁUNKIEM PRZEZ SWEGO WYMARZONEGO KSIĘCIA (Wiem co sobie myślisz, Serisiu, nie TEGO księcia!!! - dop. Miya). WSZELKIE INNE PRÓBY PRZYWRÓCENIA JEJ DO PRZYTOMNOŚCI ZAKOŃCZĄ SIĘ NIEPOWODZENIEM.
    Koniec obwieszczenia

    got31.gifGdy Jason wszedł do salonu, młoda kobieta leżała na kanapie bez ruchu. Jej suknia była pognieciona, a starannie przedtem upięte włosy były w nieładzie – wyglądało na to że próbowała ucieczki. Oddychała płytko. Gdyby nie półprzymknięte oczy, z których wyzierało przerażenie, i usta otwarte jak do krzyku, możnaby było pewnie pomyśleć że śpi.
    – Już wróciłeś? – Le Feu odsunął się od niej z krzywym uśmiechem – Świetne masz wyczucie. Jeszcze zostało to niezbędne minimum, w sam raz dla ciebie.
    – Daj jej spokój, Remy! – chłopak prawie podbiegł do kanapy – Masz już energii na następne trzy dni. Ona na pewno nic nikomu nie powie – przyjrzał się kobiecie ze współczuciem.
    – Nie powie, nie powie – jasnowłosy niedbale rozsiadł się w fotelu – Skończ.
    – Nie rozumiesz co mówię?!? – zawołał Jason – Zostawmy ją! Jeśli ma już tylko tyle energii by nie umrzeć, odebrałbym jej życie!
    – Mhm – Remy wzruszył ramionami – Jeśli ją tak zostawimy, to już na zawsze pozostanie taką bezwładną lalką jak teraz.
    Nie wiadomo, w czyich oczach – kobiety czy chłopaka – był większy szok.
    – Będąc w takim stanie nasi żywiciele znajdują się na granicy – kontynuował Le Feu, wstając z fotela – Tyle że sami nie mogą jej przekroczyć. Ani żyć, ani umrzeć – podszedł do swojej ofiary i przykucnął przy niej – Albo się nad nią zlitujesz i jej pomożesz… – pieszczotliwym gestem dotknął jej ust – albo ja wezmę ją… ze sobą.
    – U… uczynisz z niej… zapomnianą??? – wyjąkał ciemnowłosy chłopak.
    – A czemu nie? Teraz jest odpowiedni moment; biorę jej energię i daję swoją – mówiąc to Remy lekko musnął jej usta swoimi.
    Jason zagryzł wargi i odwrócił wzrok.
    – Chociaż właściwie co to by był za interes? – usłyszał i zobaczył że jego towarzysz wstał i przechadza się po pokoju – Głupiutka damulka, która myśli tylko o strojach i flirtowaniu chyba nie byłaby lepszą partnerką niż ty na przykład.
    Jason słuchał jednym uchem, wciąż wpatrując się w kobietę. Sił jej nie przybywało.
    – Naprawdę trudno znaleźć kogoś kto się do tego nadaje – ciągnął zapomniany – Na przykład ten donżuanik, którym się pożywiłem przed nią, a który w innych okolicznościach pewnie uczyniłby ją mamusią i zostałaby potępiona przez społeczeństwo. I pewnie musiałby się ożenić, biedak. Jak widzisz, mon cheri, zapobiegłem tragedii. W każdym razie ktoś taki też by się nie nadawał. Nie pogodziłby się z tym że nie żyje i nie może już grzeszyć z kobietami.
    Jason zaciskał pięści do bólu. Dlaczego jeszcze stąd nie wyszedł?
    – Wyssałeś go do końca z zazdrości o to grzeszenie z kobietami? – wycedził z wściekłością. Czując na sobie zaskoczony wzrok Le Feu, zawstydził się tej myśli.
    – Nie wierzę w to co słyszę! – mężczyzna podszedł bliżej, zmuszając chłopaka do spojrzenia mu w oczy – Czyżbyś zaczynał pokonywać niewinność, mon cheri? Nie minie wiek a zaczniesz siać zamęt w dziewczęcych sercach i nie tylko – zmrużył oczy i uśmiechnął się drapieżnie. Jason miał nadzieję że w jego spojrzeniu nie było słabości.
    – Bo przecież… TY nie jesteś w pełni zapomnianym. Ciągle będziesz żył. Masz całą wieczność, a jeśli zechcesz… masz prawo umrzeć.
    Chłopak miał wrażenie że wyczuł w głosie Le Feu nutę smutku. Ale szybko uznał tę myśl za co najmniej niedorzeczną.
    – Powiedz – niespodziewanie dla siebie zadał pytanie – Dlaczego zostawiłeś mnie żywego? Dlaczego mnie nie…
    – Ciiiiiiiii, Jason – Remy położył mu palec na ustach, a jego dotyk był jak lód – Jeszcze nie nadszedł czas – szepnął – Kiedyś zapytam cię czy chcesz. A ty… dasz mi odpowiedź.
    Uśmiechnął się jakoś dziwnie i opuścił pokój. Jason został sam z nieszczęsną kobietą, która mogła na zawsze pozostać na granicy. Chyba że…
    Po chwili, która wydała mu się wiecznością, pochylił się nad nią i zobaczył że z jej oka spływa łza. Delikatnie dotknął jej dłoni, by na kilka sekund poczuć ożywczy prąd w swoim ciele.
    – Przepraszam…
    Jego oczy zaszły mgłą.

    got27.gifCzasem pełna energii i radosna a czasem kompletnie zmęczona i mająca dość. Mój dzisiejszy nastrój doskonale współgra z moim niezdecydowanym stosunkiem do walentynek… Bo nie mam wątpliwości że to tak zwane święto jest straszliwie skomercjalizowane, kiczowate i hamerykańskie w najgorszym tego słowa znaczeniu _^_ I dopiero w ten dzień ludzie się budzą i wyznają uczucia bo to modne XP Serduszka, serduszka, serduszka… Matko, jak widzę taki kicz mam to samo uczucie jak wtedy gdy zjem za dużo słodyczy albo widzę Leosia di Caprio =P Tyle że gdzieś tam w głębi tęsknię za takim miłym czymś. Ale zawsze, nie tylko w ten jeden dzień, bo to by było głupie do entej… Poza tym podobają mi się walentynki które są zabawne i z pomysłem – czyli takie jakie sama zwykle dostaję. Od Marcelinki ^.^ I dzisiaj też dostałam, a w rezultacie naszła mnie jakaś dziwna faza i miałam szaloną ochotę też coś komuś ofiarować… Ofiarowałam ofkoz Marceli, a potem poszłyśmy na dłuuuuuuugi spacer i ochłonęłam ;P Ale zawsze jest możliwość że jeszcze powróci i faktycznie coś komuś zdążę wysłać – noc jeszcze młoda, ne? ;}~

    Tak się przy okazji zaczęłam zastanawiać jak bym zareagowała gdybym faktycznie dostała COŚ od jakiegoś cichego wielbiciela ;P Pewnie bym pomyślała że ktoś mi robi kawał… Albo może dostałabym wysypki na tle nerwowym niczym Ami-chan już na sam widok listu miłosnego ;>
    A propos listów miłosnych, przypomniały mi się czasy gdy jeszcze nawet nie istniał mój niezrównany Sailor Team a moja klasa z podstawówki była jeszcze w miarę w porządku (czyli bodaj piąta klasa), miałam swoje najlepsze kumpele i często sobie spacerowałyśmy razem w czwóreczkę. Nyo i raz we trzy zrobiłyśmy kawał tej czwartej ;D Ja napisałam mini liścik miłosny, Ziuta przyniosła kopertę, a Izka przed lekcją włożyła Marcie liścik do zeszytu… Hehe, ale Marteczka się nazastanawiała od kogo toto może być! >;D Przyznałyśmy się zbiorowo i radośnie jeszcze tego samego dnia, bo już nie mogłyśmy się doczekać żeby móc się pośmiać ;DDDDD

    A teraz będzie ciekawostka: grzebałam wczoraj w necie i znalazłam stronkę z analizą imion :D Wpisujesz tam imię albo znajdujesz w spisie alfabetycznym (dosłownie WSZYSTKO TAM JEST!!!! O_o) i dowiadujesz się kim jesteś ;DDD
    I oto kim jestem:

    „Your first name of Miya has made you a friendly, approachable, and generous person. Generally you are good-natured, though at times you can be blunt and sarcastic. As you are naturally talkative, you find it easy to meet and make friends with many people. This name inclines you to be sympathetic and generous to those in difficult or unfortunate circumstances. You can be firm, positive, and independent in your own ideas and in reaching your own decisions, yet when it comes to taking action or following things through to completion, you often need encouragement. You respond quickly to kind words or any appreciation shown you. There are artistic, creative abilities in this name that you could express through music or singing, or, in a practical way, through sewing or interior decorating. You enjoy freedom from monotony and are stimulated by unexpected opportunities for meeting people, entertaining, or pursuing activities of a carefree nature. In your work, you find it difficult to be neat and orderly. You rarely plan things ahead of time, or follow a routine. Emotion and feeling, the desire to be carefree, friendly, and happy, are the driving forces in your being, rather than shrewdness, ambition, and material success. You could experience headaches, or problems with your teeth, ears, eyes, or sinuses. Health weaknesses relative to the functioning of the liver could appear.”

    Hehe, to mnie trochę pocieszyło po tym jak przeczytałam że jako Magdalena powinnam byś systematyczna i pragmatyczna XD A najbardziej mnie zaciekawiło to znajdowanie spełnienia w ŚPIEWANIU (tia, to moje karaoke to przeznaczenie i tyle ;>) i w SZYCIU O_o To chyba w czasach gdy pod czujnym okiem babci tworzyłam z poszewek ubranka dla Barbie XD biedne laleczki musiały chodzić w takich workach _^_

    Ojejka, coraz bardziej bredzę w tych notkach… Najwyraźniej za mało walentynek dzisiaj dostałam >;DDDDD Chyba pora pomyśleć nad odpisaniem Hikarusiowi ^.^ I lojalnie ostrzec że mam tendencje do obsmarowywania moich listów rysuneczkami ;P

    A teraz znikam… W końcu noc zakochanych się zaczęła, ne? ;}~

    26.gifDzisiejszą notkę sponsorują literki B jak Baran, G jak Grievance i gdyby uke było seme, M jak Małpa Zielona Paraliżem Skręcona, O jak ojejka, jaka chora notka i P jak podryw niekontrolowany, próba prawdziwego pamiętnikowania oraz pozdrowienia dla Andrzeja-Drania, który nie ukryje się przede mną bo i tak go kiedyś złapię i nie puszczę >;DDDDD

    Dzisiaj postanowiłam opisać kilka chwil z mojego żywota, co zazwyczaj okazuje się trudne, gdyż ów żywot składa się przede wszystkim z porozrzucanych kawałków marzeń. Zresztą pisanie pamiętnika zawsze było dla mnie czymś niepojętym, pojęte za to było wpisywanie ludkom do pamiętników genialnych prawd w stylu „Na górze róże, na dole bez – my się kochamy jak kot i pies”. Potem przyszła era kawaiiowego zeszytu, w którym pisałam 3 lata mimo że liczy raptem 32 kartki. A teraz bloczek w którym zapiski są komentowane przez osoby z zewnątrz. I mogłabym wysunąć śmiałą teorię że prowadzę bloga żeby móc czytać komentarze. A czasem nawet je pisać gdzie indziej.

    Dnia 7 lutego 2003 roku wybrała się Miyuś zwana słoneczkiem na podryw pod przykrywką zakupów, w towarzystwie Marceliny znanej w półświatku jako Najbardziej Semowate Uke Pod Księżycem. Miałam ochotę zobaczyć wreszcie tę herbaciarnię o której mi Marcelka swego czasu wspominała. Jednak przybytek ów zdążyli już połączyć z restauracją, zatem gdybym tam sobie usiadła, już bym pewnie nie wyszła, na co moje drogie uke jakoś nie mogło się zgodzić. Nyo a przy okazji natrafiłyśmy na uroczą, zacienioną, cichutką i klimatyczną kafejkę internetową o wymownej nazwie Zielona M@łpa. Nie omieszkałam przy tej okazji wygłosić pradawnego wyznania miłosnego, które brzmi „O małpo zielona, paraliżem skręcona, kupię ci domek z kratami i nie będzie miłości między nami!” ale dobrnęłam tylko do połowy, bo Marcelina mnie stamtąd wyciągnęła tłumacząc że facet się na mnie popatrzył. A niech patrzy! Co to tylko ja mam być zazdrosna gdy na nią patrzą??? >:P
    Hehe, a skoro już przy tym jestem, to muszę stwierdzić że Marcelina ma zarówno Dar Przyciągania Debili jak i Szczęście do Facetów w Autobusach. Wczoraj się jedno z drugim skumulowało i przysiadło się do nas paru debili w autobusie. Bredzili coś w kierunku Marcelki, a jej Najbardziej Ukowate Seme Pod Gwiazdami [ukłon] nie mogło objechać/złoić skóry/wyrzucić przez okno/zmolestować delikwentów, albowiem w tym czasie siedziało wygięte w dziwnej pozycji i nie mogło się odgiąć by nie odczuć dyskomfortu, który zwykle czuje jadąc tyłem _^_ Mogło się natomiast pośmiać z jej nieodpartego magnetyzmu gdy debile już wysiedli.
    Marcelka: Cicho, bo uke zaraz się zmieni w seme! ><
    Ja: Iiiiiii cooooo jeeeeeeeeeeszcze? :P
    Marcelka: [bierze ramiączko torebki i zaczyna nim trzaskać] Widzisz?!? Mam pejczyk!!! :P
    Ja: [biorę ramiączko mojej torebki i jak wyżej] Ja też mam!!! :PPP
    Zaprawdę powiadam Wam, wychowanie sobie uke jest trudne… T_T

    Ech…

    Dziś mój mały świat się nie zawalił.
    Otóż dowiedziałam się że Baran nie jest dla mnie odpowiednim partnerem w sprawach uczuciowych.
    Dowiedziałam się również że wyżej wspomniany Baran powinien się mnie wystrzegać.
    Mój świat się nie zawalił ponieważ w innym horoskopie wyczytałam że się dopełniamy.
    I ponieważ nie wierzę w horoskopy.
    Nota bene, nie wierzę też we wróżby, co nie zmienia faktu że ciągle wypatruję Andrzeja-Drania, który według wróżby całkowicie andrzejkowej jest mi przeznaczony. Bo lubię to imię i tyle.
    Poza tym nie mam pojęcia dlaczego miałabym zostać starą panną tylko dlatego że jestem nieśmiała. Gdybym zachowywała się, dajmy na to, jak Druśka, miałabym na to chyba większe szanse. Jestem dobrej myśli i wierzę że znajdzie się ktoś, kto posiada kluczyk do tej zamkniętej w sobie osóbki, którą podobno jestem.
    I przyśle mi walentynkę.
    Ooo, to jest naprawdę niezły pomysł.

    Skoro już tu jestem i piszę te dziwwne rzeczy, chciałabym nadmienić że w chwilach gdy nie prowadzę aktywnej działalności WiPowej i nikt mi nie podpada, jestem spokojną istotą i nie walczę bez powodu.
    Czyli niesporowokowana.
    Ale jest parę spraw o których powinien wiedzieć mój potencjalny przeciwnik:

    - nie należy mnie wyprowadzać z równowagi
    - najlepszą obroną jest unik
    - niektórzy na ogień odpowiadają ogniem; ja za to na ogień (i resztę też) odpowiadam wodą, zaś na ściskanie ściskaniem
    - albo i gorzej
    - z reguły się do tego nie przyznaję, ale POTRAFIĘ wniknąć do wnętrza kekkai
    - w każdej chwili mogę dosłownie znikąd wyciągnąć Grievance the Miecz of Woda tudzież Przekorę Erlindrei the Łuk with Strzały of Energia
    - zazwyczaj unikam walki z kimś kogo wolę ściskać niż wdeptywać w ziemię
    - choć nie wiem co byłoby dla tego kogoś gorsze.

    Przeciągając perfidnie moment zakończenia notki, oznajmiam z dumą że udało mi się wywalić z bloga te durnowate ogłoszenia, a przy tymnauczyłam się co zrobić żeby po najechaniu na link wyskakiwał opisik ^.^v

    Ogłoszenia i uwagi:

    - niestrachliwy osobnik o tendencjach do szukania wszędzie podtekstów yaoi i wyciągania zanbato w najdziwniejszych momentach, który dnia 8.02.2003 zaczął mnie uświadamiać co będzie gdy ze mną skończy, proszony jest o dokończenie uświadamiania, albowiem drżę z emocji

    - zakręcona osobniczka o tendencjach do szukania wszędzie podtekstów yaoi i molestowania Sorka proszona jest o odpowiedź czy dalej jest tak zdesperowana by zostać moim penfriendem, albowiem jestem na głodzie listowym

    - uroczyście i obłudnie oświadczam że wszelkie podteksty, aluzyjki i skojarzenia są wyłącznie wytworem wybujałej wyobraźni czytelnika, który miał odwagę dotrzeć do końca tej notki

    - korzystając z okazji chciałabym pozdrowić wszystkie Barany i upewnić je że wcale nie jestem taka straszna jeśli mi się fundnie herbatkę.

    Nawet mimo że jestem TSUNAMI.

    quizresulttsunami.jpg

    What Natural Disaster are you? Take the quiz!

    Za uwagę dziękuję.

    10 komentarzy

    27.gifNyo! Gdyby mi wczoraj nie zeżarło notki, pewnie bym narzekała że zimowa pół-hibernacja daje mi się we znaki _^_ ale dzisiaj już sie otrząsnęłam do tego stopnia że aż niesławny (bez obrazy, Satsuś ;>) 16 odcinek DN wreszcie trochę ruszył ^.^v Do tego poszłam sobie do bibci, gdzie wypożyczyłam 3 książki, z czego 2 już dawno czytane, z czego 1 Pratchetta (DOBRY OMEN RULEZ!!!!!!!!! *_______*) i aż mi się radośniej na duszyczce zrobiło. I w dodatku wyniki z histerii położyły wreszcie kres kłótni mojego superoptymistycznego wcielenia z pesymistycznym (TAK!! Mam i takie!! O_o) Mianowicie optymistyczne twierdziło że zdam, bo jako żywo jeszcze żadnego egzaminu nie oblałam. Natomiast pesymistyczne wyskoczyło z kontrargumentem – skoro napisałam takie śladowe ilości odpowiedzi, to już nawet modlić się nie warto – -’ Jak to zwykle w takich kłótniach bywa, wygrało to pierwsze ^.^v a ja dzięki temu mam jeszcze parę dni apselutnej beztroski ^________^

    Hehe, a takie wewnętrzne dialogi to dla mnie nie nowość, bo od pewnego czasu parę moich „głosów wewnętrznych” żywo i zawzięcie dyskutuje o miłości w necie i czy takie zjawisko ma w ogóle rację bytu… Wygląda to mniej więcej tak:

    Nr 501: Nyo to jest miłość w tym necie czy jej nie ma?
    Nr 4: Z logicznego punktu widzenia raczej nie… Może fascynacja, zauroczenie, ale zaraz miłość?
    Nr 9: Ale gdy pomyślę jakie to romantyczne… Tak jak księżniczka w wieży wysyła gołąbki do swojego rycerza, który nie może jej uwolnić i pozostaje im miłość na odległość… Mogą o sobie ino marzyć i śnić! *___*
    Nr 501: A te gołąbki pewnie mu wysyła bo sama nie chce ich jeść gdy jej do wieży przynoszą, a fe! (gwoli wyjaśnienia – Miyuś nie lubi kapusty więc gołąbków również :P)
    Nr 4: A dlaczego ten rycerz jej nie uwolni, hę?
    Nr 9: Bo… bo… też jest zamknięty! W lochu, o!!
    Nr 400: Pewnie za napad z bronią w ręku i odstawianie lemona live, ne? ;>~~~
    Nr 9: Ojjj, czepiacie się szczegółów! T_T
    Nr 501: O właśnie! Mogą tylko o sobie marzyć! A nawet się nie widzą! Jak ci zakochani z netu się nie zobaczą to figa!
    Nr 400: Ha! A więc jednak wszystko sprowadza się do wyglądu, sama to przyznajesz! ;P
    Nr 4: Nie do wyglądu, pokręcony erotomanie, tylko do tego że jeśli się tego Kogoś nigdy nie spotkało w realu to się żyje iluzją. I kocha się własne wyobrażenie, a nie konkretnego człowieka.
    Nr 501: Chodzi ci o to że w necie można być kim się chce i niekoniecznie mówić prawdę?
    Nr 4: TAK WŁAŚNIE!!
    Nr 501: Ale w realu też można zostać oszukanym przez tę drugą stronę! Nie tylko w necie ludzie przecież potrafią udawać!
    Nr 400: Ale w realu można tego Kogoś poobserwować… i można go poszpiegować jeśli przypadkiem coś ukrywa… i można go… [w tym momencie pozostałe wcielenia przezornie spychają nr 9 w najmroczniejszą głąb umysłu, jak to zresztą zwykle bywa ;>~ a dyskusja pozostaje niedokończona, jak to zresztą zwykle bywa _^_]

    Nyo i jak? Czyżby wychodziło na to że nie warto szukać swojej drugiej połówki w necie? Z drugiej strony szukanie w realu bywa trudniejsze, przynajmniej dla mnie… Ale karmienie się wyobrażeniami na temat „jaki On jest gdzieś TAM?” raczej nie wyszłoby mi na dobre… Zwłaszcza przy mojej tendencji do przywiązywania sie do ludzi z netu… A jeśli przywiążę sie ZA BARDZO, może to być dla mnie jak choroba… albo jak nałóg, bo i chcę więcej, i nie chcę, wiedząc że coś takiego jest bardziej nierzeczywiste niż sympatia do postaci z mangi nawet! Byłam tak przywiązana przez pół roku, a odwiązywanie bolało jak diabli… Teraz już jest mi lekko na duszyczce i nawet do wspomnień przestałam wracać (oprócz jednego, zwanego Nightwishem – tego mu nigdy nie zapomnę…) ale wcale się nie zdziwię jeśli zapragnę przywiązać się w ten sposób do kogoś innego. Tak jak napisałam w swoim drugim liście: Wkrótce żal ustąpi pewnie miejsca zobojętnieniu, a Ty kolejnemu, do którego się przywiążę. I ciągle będę mówić „Ty” mimo że będzie już miał inną twarz. Kolejną, której nie zobaczę w swoich snach. Tylko dlaczego, na wszystkie ciemne moce, dlaczego nie mogę go spotkać poza wirtualną rzeczywistością by móc pisać listy bez tej gorzkiej nuty??? Tamten pokręcony stan i tamto rozczarowanie sprawiło że się boję… I w chwilach najgorszej słabości pytam siebie czy nie lepiej byłoby po prostu na dobre odciąć się od netu i zakończyć te wszystkie znajomości zanim zakończą je te osoby po drugiej stronie…

    Na szczęście takie chwile rzadko się zdarzają. Pewnie i tak bym tego nie zrobiła. Za bardzo Was lubię (a może moje wyobrażenie o Was?)… ^ ^

    [na głowie Miyi ląduje Niuniuś i podsuwa jej kartkę z napisem "CO TO ZA SMĘTY W TAKIM RADOSNYM DNIU?!?!? ><"]

    Niuniuś, jazda z mojej głowy, dopiero co u fryzjera byłam!!! >< I potem okaasan narzeka że mam takie klapnięte włosy… _^_ Nyo ale faktycznie, mam tak że zaczynam pisać o czymś a kończę o czymś innym… I takie nierówne te moje notki są – raz zakręcone a raz z tak zwanymi refleksyami… To po prostu zależy od nastroju – i od wcielenia.

    W najbliższym czasie przewidywana herbatka – oczywiście uprasza się o niewyciąganie broni bez zgody gospodyni (czyli mojej, coby nie było wątpliwości!) i niespożywanie krwi ;P
    Goście pozaWiPowi mile widziani.
    Ofiary też.

    A teraz pora kontynuować tworzenie…


    • RSS