38.gifPrzez chwilę nic nie mówili. Po prostu wisieli w powietrzu w pewnej odległości od siebie, mierząc się wzrokiem. W spojrzeniu Mazoku była jakaś dziwna niepewność, natomiast Xella-Medina patrzyła z oczekiwaniem. Jak zwykle uśmiechała się.
– No, śmiało, Xellos – odezwała się wreszcie – Kiedy zamierzasz mnie zaatakować?
Wyglądało na to że obawy Liny i jej przyjaciół zostały potwierdzone. Cała czwórka stała i z osłupieniem spoglądała na rozgrywającą się w górze scenę.
– Co z nimi jest? – Gourry podrapał się w głowę – Przecież zawsze byli tacy… no, zżyci!
– Panno Lino! – zawołała Amelia – Niech pani coś zrobi!!! To przecież nie ma żadnego sensu!
– Ma – odparła milcząca dotąd Lina. Na te słowa Zelgadis odwrócił się do niej z niepokojem.
– Zellas?
– Zellas – potwierdziła dość ponurym tonem.
– A o co chodzi? – spytał jak zwykle Gourry.
– Gdyby Xella-Medina zginęła, równowaga zostałaby zachwiana na korzyść Chaosu – odpowiedział Zel – Czy to dlatego Xellos tak jej unikał? Zellas wysłała go żeby…? – urwał i znów zwrócił się do czarodziejki, podnosząc głos – Niezależnie kto wygra, wynik może być katastrofalny! Trzeba ich powstrzymać!
– Nie – powiedziała twardo Lina – Popatrzmy.
Towarzysze spojrzeli na nią jak na wariatkę.
– Ich zachowanie ci się udzieliło? – Gourry pomachał jej dłonią przed oczami.
– Cicho – syknęła – W tej walce nikt nie zginie.
Nie pytali już o nic, domyślając się że czarodziejka wiedziała to z wizji pokazanej jej przez staruszkę. Ale w takim razie Poszukiwaczka Tajemnic również powinna o tym wiedzieć…
Sytuacja w górze pozostawała niezmieniona.
- Wiesz o co pytasz? – Xellos spróbował się uśmiechnąć – A jeśli ktoś potem będzie po tobie płakał?
- Czyżbyś coś o tym wiedział? – uśmiech dziewczyny był bardziej udany – Ciekawe kto?
- Na przykład ktoś o imieniu Ten – Podstępny Kapłan zrobił niewinną minę. Xella-Medina przez chwilę wyglądała jakby zmagała się ze śmiechem, wreszcie westchnęła.
– No to jak? – spytała – Razem?
– Uśmiechnął się z wyraźną ulgą i skinął głową. Po chwili z dłoni obojga jak na komendę wystrzeliły pociski energii. Oba chybiły celów, bo po prostu tych celów już tam nie było. W mgnieniu oka pojawili się tuż naprzeciw siebie, krzyżując swoje lagi, wokół których latały już wyładowania. W powietrzu zakotłowało się od skumulowanej energii przeciwników, aż Linie i pozostałym zrobiło się gorąco. Przyglądali się walce z napięciem, choć chwlami nie było na co patrzeć – zarówno demon jak i Filar Chaosu byli niesamowicie szybcy i błyskawicznie zmieniali miejsca pobytu. Ich pojedynek możnaby było nazwać prawdziwą walką tytanów, gdyby nie… No właśnie, Lina zauważyła że kapłanka nie używa całej swojej mocy. Jak dotąd nie zastosowała przecież ani Daru Chaosu, ani Uderzenia Żywiołu, ani nawet zabójczej siły swego dotyku. Czyżby więc była tak potężna że mogła załatwić Xellosa i bez tego? Z drugiej strony Mazoku również nie wykorzystywał chyba wszystkich swych atutów. Co więcej, wyglądało na to że po prostu nie chce Xelli-Mediny nawet zranić…
Rozległa się kolejna eksplozja, zostawiając po sobie ciemny obłok dymu. Po chwili Podstępny Kapłan pojawił się na dole, stając bez ruchu. W ogóle nie zareagował gdy Zrodzona dla Chaosu zjawiła się tuż za nim i powaliła go na ziemię. Nawet się nie poruszył, gdy ostrze Wen’Therid znalazło się przy jego szyi i zajarzyło się fioletowym blaskiem. Tylko spojrzał na przeciwniczkę z determinacją w oczach i coś szepnął. Lina czytała z ruchu jego ust, ale nie mogła uwierzyć że to co powiedział mogło brzmieć „Zabij mnie, Xemedi”.To byłoby wręcz NIENORMALNE!
– Wiesz o co prosisz? – spytała Xella-Medina, uśmiechając się jadowicie – A jeśli ktoś potem będzie mnie za to ścigać do końca mych dni?
– Ciekawe kto? – Mazoku połknął haczyk.
– Na przykład ktoś o imieniu Aeri – uśmiech dziewczyny stał się słodki jak miód. A na widok kompletnie zaskoczonej miny Xellosa nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.
– Czyżbyś nie chciała wykorzystać sytuacji? – Mazoku skrzywił się jakby połknął cytrynę – Naprawdę wolałbym to niż tłumaczenie się Zellas po raz kolejny…
– Nie musisz – Xella-Medina mrugnęła do niego – Już dawno miałam ochotę napić się z panią Zellas herbatki.
Zakręciła się na pięcie i już jej nie było.
– No jasne – Xellos westchnął z rezygnacją (udawaną?) – O ile po tej herbatce nie będę miał jeszcze bardziej przechlapane… – podniósł się z ziemi i też zniknął.
Gourry, Zel i Amelia popatrzyli skołowani na promiennie uśmiechniętą Linę.
– Wiedziała pani jak to się skończy??? – zapytała podekscytowana księżniczka.
Czarodziejka puściła do nich oko, kładąc palec na ustach.
– To tajemnica.