black_goth.gifAaaa, widzę – nie widzę, kontaktuję – nie kontaktuję, w głowie się kręci – nie wiem czy z nadmiaru latania, z upływu krwi, z dobicia się testem z językoznawstwa czy po prostu z niewyspania (jak zwykle chichoczę po nocach)… Tak czy inaczej przez cały łykend miałam jedną wielką schizę, która wynikała ofkoz przede wszystkim z siedzenia w necie i wpadnięcia w destrukcyjne towarzystwo (pozdrawiam całe towarzystwo ;D). Zaczęło się w piątek, całkiem niewinnie, bo sesją na czacie – i znowu trafiłam do Zega, w związku z czym trzeba było przekonać Nata by następną sesyjkę poprowadził osobiście. Przekonać się dał (jak dobrze mieć na kim trenować potęgę swego wdzięku! *^.^*). Kurimek dla odmiany nikogo nie zabijał, za to darł się na mnie i na Serisię żebyśmy były cicho, więc ja się wydarłam na niego i chyba się nie pogodzimy, bo tak jest pikantniej ;P Było też jedyne i niepowtarzalne odczarowywanie księcia zaklętego w żabę… Inna rzecz że żaba miała 4 metry w jedną stronę i 6 w drugą (tylko nie pamiętam ile w którą)…
Serika: Ooo, żabka?
Ja: Chyba niekoniecznie.
Serika: Nie żabka? A co?
Ja: ŻABSKO…
Po zażąrtej dyskusji kto całuje: Serisia, ja czy Kurimek ;P i wybraniu nie zdradzę kogo, żabka odczarowana nie zmieniła się za bardzo – książę okazał się człowiekiem-ropuchą… __^__

Wieczorem przeprowadziliśmy z właścicielem Najczęściej Nawiedzanego Przeze Mnie Bloga eksperyment – jak poradzić sobie z lękiem wysokości czyli jak krótka droga wiedzie od niewinnego pytanka zawartego w temacie do latania z prędkością niedorzeczną/uchylania się przed samolotami/obrzucania się sianem (;DDD)/obserwowania Xellosa z lotu ptaka/strzelania z dwururki (niepotrzebne skreślić). Jako że swoich smoczych skrzydełek używam bardzo bardzo rzadko, było to dość ciekawe doświadczenie… Przynajmniej pamiętam jeszcze jak się to robi… Chyba sobie muszę częściej tak latać – ktoś jeszcze odważy się mi towarzyszyć? ;DDDDD Na ziemię powróciłam zakręcona i nieświadoma że będzie gorzej…

W sobotę dowiedziałam się że moja zakręcona siostrzyczka postanowiła pobawić się w komara… eee, znaczy wampira i wysysać krew każdemu kto się napatoczy O_o Pogryzła całą naszą rodzinkę z wujkiem Reziakiem na czele, a ja przywołałam wspomnienia z pewnych wakacji umilanych nałogowym oglądaniem „Wywiadu z wampirem”, uruchomiłam swe 66 wcielenie i zostałam na kolacji ;P Szkoda tylko że nie udało mi się skosztować krwi mamci Princessy – ponoć pikantna, mniam… ;>~

W niedzielę za to pojechałam do Lubina wręczyć mikołajkowy prezent najmłodszemu w rodzinie (Jak by go nazwać? Siostrzeniec cioteczny?). Hehe, Kajoj ma 8 miechów a już po urodzeniu spory był i dalej rośnie (Marta już się boi kiedy on wyrośnie z tych wielkich ciuchów które od nas dostał), ma wielkie oczy i patrzy nimi na wszystko co się da ;DDD Słodki jest *^.^* Miło spędzałam czas na zabawie jego nową zabawką robiącą „uinuinuin”, „pipipi” i „kszkszksz” (nyo cio, za moich czasów tego nie było!!! T_T), ale wujek mi ją zabrał ;P Potem leciał przedostatni (Ludzie!!! Jeszcze tylko JEDEN został!!!) odcinek Biedźmina, w którym ukazano Żebralta okładanego pejczykiem oraz Ciri w masce sado-maso O_o Niestety w pokoju rodzina żywo rozmawiała, więc nie słyszałam jak Jaskier wyznawał Żebraltowi miłość… T_T

A! Zapomniałam oznajmić że Mikołaj przyniósł mi księgę rekordów Guinessa, w której znalazłam rewelacje typu najgłośniejsze beknięcie (118 dB) i najdłuższy wyrostek robaczkowy (17,5 cm). Jestem w szoku i czytam dalej. I słucham kolejnej płyty a-ha, którą też mi przyniósł *_____________*

Moim wyskokom dałam upust w pięknym stylu, wrzucając na bloga toto takie tamto tam notkę wcześniej. Komentarze sprawiły że omal nie uwierzyłam że umiem pisać wiersze. Jak tak dalej pójdzie, uwierzę że jestem normalna…
A podsumowanie mego stanu psychicznego znajduje się TUTAJ:

Disorder Rating
Paranoid: Moderate
Schizoid: Low
Schizotypal: High
Antisocial: Moderate
Borderline: Low
Histrionic: Moderate
Narcissistic: Low
Avoidant: High
Dependent: High
Obsessive-Compulsive: Low

Click Here To Take The Test

Tak oto dowiedziałam się że NIE mam skłonności narcystycznych, paranoi i obsesji. I tym pesymistycznym akcentem kończę. Następna notka będzie albo kolejnym nostalgicznym przemyśleniem, albo kolejnym pokręconym listem quasi-miłosnym. Chyba że zdarzy się coś niespodziewanego…