star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 12.2002

    goth19_.gifW tych górach łatwo było się zgubić. Ale Ten zaglądał wszędzie i tylko jego kroki góry słyszały. Nikt nie poszedł z nim, nie wiedzieli co mu strzeliło do głowy. Tym lepiej, wolał to załatwić w cztery oczy…
    Znalazł ją daleko od grupy, siedzącą na skale, ze wzrokiem skierowanym na dolinę, w której niedawno miało miejsce tamto straszliwe widowisko.
    – Więc to tu się ukryłaś – przerwał ciszę.
    – Ja? – Xella-Medina zaśmiała się lekko – Czekam tu na ciebie od pół godziny. Zdaje się że chciałeś o czymś porozmawiać?
    – Doprawdy, jest o czym! – Ten mówił z trudem, a na jego twarzy widać było wzburzenie – Dlaczego mi nie powiedziałaś?!?
    – TY mi nie powiedziałeś że jesteś Filarem Ładu – odparła – Sama do tego doszłam. Dlaczego więc miałabym tobie ułatwiać zadanie?
    – To było TO zaklęcie, prawda? – wycedził – W ten sam sposób ty… – urwał, spuszczając głowę.
    – No, wykrztusisz to wreszcie, czy mam to zrobić za ciebie? – spytała z sarkazmem – Co ja? Unicestwiłam Paedriga Cenn Dialla i tysiące innych vlexinów? Dokonałam Rzezi pod Górą Wieczności? Rzezi, też coś! Ani kropli krwi nie było. Wszyscy rozsypali się w pył! – śmiech Poszukiwaczki Tajemnic poniosło echo.
    – A ty oczywiście mówisz to z radością, jak przystało na Filar Chaosu – stwierdził Ten i dopiero wtedy spojrzał na dziewczynę. Uśmiech, który zobaczył, był bardzo bardzo gorzki.
    – To był pierwszy z dwóch momentów w moim życiu kiedy się NIE uśmiechałam – rzekła cicho – A ty jesteś więźniem stereotypów, jak przystało na Zrodzonego dla Ładu. Zdajesz sobie sprawę, Ten, jak słabo nas znasz?
    – Nie zmieniaj tematu! – podniósł głos – Nie mów że TY znasz NAS lepiej!
    – Wiesz co jest zabawne? – spytała niespodziewanie – Filary Chaosu mają najwięcej wrogów nigdzie indziej, tylko po swojej stronie. Tylu przeciwników Ładu chce nas zgładzić, bo marzy im się zachwianie równowagi i powrót do Chaosu. Ale najzabawniejsze jest to, że próbuje to zrobić również sporo Zrodzonych dla Ładu.
    Ten spojrzał na Xellę-Medinę z osłupieniem.
    – Chociaż mają zupełnie inny cel – ciągnęła kapłanka – Wydaje im się że razem z Filarami zniknie cały Chaos. Ciekawe dlaczego nikt im nie uświadomił że jest inaczej? Zresztą u was jest podobnie jak u nas… Filary wybijające się nawzajem.
    Ten próbował przerwać jej wywód, ale uprzedziła go – Chcesz zaprotestować? Przecież dobrze pamiętasz jak twoja poprzedniczka zginęła z ręki Filar Ładu. Swojego tak zwanego sprzymierzeńca. Ja zabiłam Paedriga, Gaeth zabił Yumisei. A ty ciągle marzysz by ją pomścić. Czy to godne Zrodzonego dla Ładu?
    Ten zacisnął zęby. Skąd ona wiedziała o czymś, co zagrzebał głęboko na dnie swej duszy? I jeszcze wywlekała to na światło dzienne!
    – Na razie to nie ja tu zabijam – powiedział – Za śmierć tych ludzi dzisiaj ty odpowiadasz.
    – O, a teraz jest tak samo! – Xella-Medina miała minę jakby walczyła z kolejnym napadem śmiechu – Nie złościsz się dlatego że zginęli, tylko dlatego że ja ich zabiłam, a nie ty.
    Jasnowłosy poczuł się zupełnie bezsilny. Ponieważ dobrze wiedział że miała rację. Z winy Mrocznego Bractwa zginęła Abigail. Wiedział że zemsta do niczego nie prowadzi, ale mimo to…
    – To nie byłoby wbrew zasadom – szukał wytłumaczenia – Moim zadaniem jest walka z Chaosem, więc…
    – Ten – przerwała mu Poszukiwaczka Tajemnic – Czar, którego użyłam, Zwycięskie Zjednoczenie, nie działa na istoty Chaosu. Tylko Ładu. Więc ciesz się że uchroniłam cię od podniesienia ręki na swoich.
    Uderzył pięścią o skałę, jak zawsze gdy nie mógł sobie poradzić z problemem. Tyle sprzecznych uczuć, tyle myśli, w natłoku których zaginął sens wszystkiego…
    – Kiedyś myślałem że będziemy przyjaciółmi – szepnął ledwo słyszalnie.
    – Góra Wieczności była wieki zanim się poznaliśmy – odpowiedziała – To nie ja odrzucam twoją przyjaźń. Jeśli chcesz być moim wrogiem bo ja jestem wrogiem wszystkiego co żyje i wcieleniem zła, nie przeszkadzam.
    (…) Nie wiedział jak to się stało że usiadł obok niej. Ani dlaczego, choć chciał jej tyle wykrzyczeć w twarz, zadał pytanie:
    – Kiedy był ten drugi raz?
    Dostrzegł w jej oczach zaskoczenie. Nie takiego pytania się spodziewała, tak zresztą jak on sam. Zapatrzyła się w dal, ale nie widziała krajobrazu tylko swoje wspomnienia.
    – Wtedy gdy myślałam – powiedziała wolno – że kogoś straciłam.

    goth11.gif…bo jak inaczej nazwać okres w którym tych świateł jest więcej niż kiedykolwiek? Gdy ubraliśmy choinki i mogłam popatrzeć na ich migające lampki, wreszcie poczułam że mamy Święta! Teraz codziennie czekam na nadejście wieczoru żeby móc zachwycać się gdy wszystko rozbłyskuje. Już gdzieniegdzie nawet fajerwerki widzę… A dzisiaj przyjdzie Marcelinka i jak co roku pójdziemy na domki – tam to dopiero jest świateł! Jak człowiek ma ogródek z drzewkami i krzewkami to ma gdzie zawiesić…
    Fajnie się wraca od babci, bo zwykle jest już ciemno i z samochodu ma się kapitalny widok na rozświetlone miasto. Pamiętam że kiedy byłam mała i jeszcze mieszkałam na wiosce, lubiłam wieczorem wychodzić i patrzeć na Legnicę. Wydawała mi się wtedy taka odległa… To pewnie dlatego że nie przepadałam wtedy za jazdą samochodem bo źle się czułam, ale potem odkryłam Siedzenie z Przodu i Słuchanie Muzyki Podczas Jazdy i mi przeszło ;P

    Święta w pełnej krasie… Wigilia była miła, spokojna i pełna uśmiechów – zwłaszcza kiedy Duduś (piesio dziadków) zaczął się na mnie wspinać i zaglądać do talerza podczas modlitwy ;DDD Zaczęło się szybko, bo jakoś mniej było prowiantu do rozłożenia – po prostu wiedzieli że i tak bym tego nie zjadła. Żeby zadośćuczynić rodzinie rezygnację z pierogów, zjadłam nadprogramową ilość karpia i – tak jak wykrakałam – zjadłam ciut za dużo. Ale tylko ciut ;P
    Otoosan się ucieszył z bokserek, okaasan z kremu i wszyscy byliśmy szczęśliwi. Po raz kolejny upewniłam się że uwielbiam dawać prezenty – gdy już wiem jakie mają być… Ja dostałam m.in. sweter i taką figurkę janiołka co ma takie senne oczy jak ja ;>>> Wczoraj odwiedzaliśmy rodzinę i po powrocie do domu byliśmy padnięci jak po zdobywaniu szczytów czy czymś w tym rodzaju O_o Ale i tak kocham Święta. Z powodu tej radości jaka panuje dokoła. Tylko dlaczego nie może tak być zawsze? Bo szybko by się znudziło??? – -’

    Oki, resztę ferii zamierzam spędzić absolutnie dekadencko z przerwami na naukę językoznawstwa _^_ A sylwka planuję spędzić u Marcelinki i Celestynki, w gronie 3osobowym (ale wszystko jest możliwe…) bo takie grono jest do zabawy najlepsze! Zwłaszcza my trzy szalejemy jak dzieciaki razem – zaczynając od chodzenia po dworze i odbijania się od siebie, a kończąc na… hmm, to się jeszcze zobaczy… ;DDD Okaasan twierdzi że przy nich dostaję małpiego humoru, ale to chyba lepsze niż siedzenie w czterech ścianach bez towarzystwa? Fakt że czasem nie patrzymy na to co robimy, jak na przykład gdy w któreś moje urodziny chciałam wypróbować na Marcelinie supercios karate a trafiłam w domofon – -’ Przynajmniej był pretekst żeby kupić nowy, tamten i tak już szwankował ;P

    TRZYMAĆ KCIUKI ZA SERISIĘ, KTÓRA ROBI LAYOUT!!!!!!! :DDDDDDD

    Nyo! Czyżby dzisiaj w Blue Haven miało być jak za starych dobrych czasów? Herbatkę robimy, herbatkę! Jedyną w swoim rodzaju WiPową herbatkę! I poknujemy sobie, bejbeeeee!!!! Siła, podstęp i śmiech Nagi!!!!!! ;DDDDD Chociaż nie sądzę żeby Satsuś była, bo się do rodziny wybrała T_T (i pewnie będzie narzekać że krwi Saerie nie spróbowała ;PPP) ale kto wie, może się uda jakąś ofiarę skombinować? ;>~ W końcu nie codzień WiP się powiększa!!! Było nas trzy jak Threelights, teraz będzie nas cztery jak cztery płyny ustro… khem, cztery żywioły, znaczy się ;P

    A, Tenciu, nie martw się o te kolorki, jak człowiek przez 11 lat mieszka w pokoju z czerwonymi meblami to wszystko już może znieść! Zwłaszcza że u Ciebie tej czerwieni jednak niedużo… ;>

    ŻYCIE JEST PIĘKNE!!!!!!!!!!!!!!!!!! :DDDDDDDDDD

    gothic38.gifA może jednak nie? Nawet nastrój jakoś mi ulatuje… Zachciało mi się pisać Epopeję, a ona się wlecze, i nuda z niej wieje, chociaż dopiero się zaczęła. Ech, najpierw mówię Serice żeby się nie dołowała, a potem sama wpadam w kompleksy coraz głębiej i głębiej. Po tym jak po raz kolejny przeczytałam „Powiew wiatru” by Vanny, stwierdziłam że już nic oryginalnego napisać nie potrafię. Dziękuję tylko niebiosom że nie stworzyłam dotąd nic w stylu szczenariusza do Biedźmina (LUDZIE, SKOŃCZYŁ SIĘ!!!!!!!!!!!), którego oglądałam mimo że ciągle nie uznaję się za masochistkę… Bo jak usłyszałam że Żebralta i Ciri kocha, i Dudu go kocha, i Dżaskier go kocha, nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać __^__ Nyo ale nic. Skończyło się, kopać leżącego nie będę. Na pociechę czytam sobie „Krew elfów” (nabytą z okazji otwarcia hipermarketu zwanego OSZOŁOM) i chyba zaraz rzucę talerzem, bo bibcia dalej zamknięta a dawno nie czytałam T_T

    Ha! Blue Haven znowu zaczyna tętnić życiem!! I to w jak najbardziej WiPowym stylu!!! ;>>> Zwłaszcza gdy ma się ofiarę z talentem do robienia masażu (Nat, dziubasku, wiem że masz tendencje do inwigilowania tego bloga, więc przy okazji pozdrawiam! ;***). Szkoda że Saerie nie ma, na 100% by się jej spodobało… ;>~ Za to sesyjka wczorajsza była pechowa troszkę – na początku odcięty dostęp do netu (czyżby niecna sprawka kablówki? ><), na końcu sprzeczka, w wyniku której popsuło się parę humorków a postać Kurimka została skonsumowana przez Puszka (!!!!!!!!!!). Poza tym skręca mnie i ściska bo na głodzie jestem. Już bardziej zaintrygowana być nie mogę, chociaż na następnej sesyjce pewnie zmienię zdanie ;P Teraz trzeba trzymać kciuki za Vanny żeby oswoiła się z zasadami i szybko do nas dołączyła!! ^________^ A gdy grałam, obok mnie siedziała Marcelinka i też się wczuwała, w czym nie przeszkodziło jej nawet nieprzepadanie za fantasy ;DDD Widocznie ostatnio dobić ją może li tylko moja tapeta z Xelloskiem, choć nie mam pojęcia dlaczego… ;PPP

    Coś ze mną nie tak, bo zamiast cieszyć się świętami, zaczęłam się pogrążać w smutku. Coraz trudniej mi się wczuwać w ich atmosferę, z czego wynika że się chyba starzeję… Pamiętam jak byłam mała i z entuzjazmem wieszałam bombki na choince, jak całą rodziną siadaliśmy przy stole, a każdy prezent był dla mnie niespodzianką. Teraz podczas ubierania choinki czuję się senna, rodziny przy stole ubywa, prezenty też jakoś mnie nie zaskakują… Może to dlatego że dziecku łatwiej nabyć coś ciekawego i przemawiającego do wyobraźni, a mi tylko ciuchy, jakaś płyta nie w moim guście (to od cioci, rodzice bardziej się znają), no chyba że dostaje się Władcę Pierścieni albo któregoś tam z kolei Baldurka, wtedy można odpłynąć ^___~ Ale już żadnej gry na mój kompik nie wcisnę (JA CHCĘ NEVERWINTER NIGHTS!!! T_T) a książkę postanowiłam kupić sobie sama, bo mam teraz za trudny wybór. Ale już kupilam Kindaichiego i Jak Powstaje Manga – BISHOJO!!! Dlaczego nikt nie wyda książki o rysowaniu bishonenów? Bo z tym mam największe problemy!! T_T

    Dopisek PO ubraniu choinki

    Nyo i wygląda na to że już mi przechodzi melancholia. Choinki się fajnie ubierało z otoosanem (łańcuch był za krótki i musiał kombinować z włosami anielskimi ^.^) i nie zasnęłam – dobry znak ^___^ W rezultacie w stołowym stoi teraz choinka w wersji normal, a na moim biurku choinka w wersji chibi ;D ze świecącymi gałązkami i czerwonymi bombkami… Hmm, czy wspominałam że nie przepadam za tym kolorem? A że go NIE LUBIĘ? A że mnie DOBIJA? Ale kit z tym, pasuje mi do mebli ;P Na kolację wigilijną będę mogła zjeść tylko karpia, rodzinka postanowiła dać za wygraną i mnie nie przekarmiać, bo już chyba przyzwyczaili się że mało jem na kolację, o ile w ogóle ją jem ;P Zobaczymy jak będzie w praktyce, bo nie ręczę za babcię… ^ ^’

    Hehe, ja to się jednak długo dołować nie potrafię ;> zaraz znajduję dla tego doła jakieś wytłumaczenie, z którego można się tylko śmiać – tym razem stwierdziłam że chodzi mi po prostu o to że już nie dostaję takiej masy prezentów jak w dzieciństwie i czuję się niedowartościowana ;PPP Tak czy inaczej jeszcze niedawno czułam że NIE MAM PRAWA mówić innym żeby się nie dołowali, skoro mi też się to zdarza… Ale to uczucie chyba też już mi przeszło ;>>> Zaraz włączę sobie „Jingle bells” w wykonaniu Ami-chan *^.^* i poczuję magię świąt trochę intensywniej. Póki nie zatraciłam całkowicie tego dziecięcego punktu widzenia, dobrze jest ^_____^ Zobaczymy jak to Boże Narodzenie przebiegnie, a moje fizoloficzne refleksje spowodowane przedawkowaniem karpia na pewno opiszę…

    choinka.gif

    WESOŁYCH ŚWIĄT I DO SIEGO ROKU!!!!!!!! (TAK NA ZAPAS ^___~)

    collie2.gifSłucham sobie mojego najnowszego Nightwishowego odkrycia, które zwie się „Nightquest” i jest piosenką o drużynie normalnie jak z erpega *_____* i już czekam na pojutrzejszą sesyjkę… Nyooo, jeśli będzie tak psychodeliczna, paranoiczna i schizofreniczna jak poprzednia, to lepiej żebym była gotowa na wszystko… Teraz żałuję że nigdy nie wybrałam się na żadne spotkanko miłośników RPG w mojej starej budzie, ale jak się jest tak niezorganizowaną osobą jak ja, to ma się trudności z pogodzeniem nauki i leniuchowania, a co by było gdyby doszły jeszcze sesyjki? O_o Gdybym grała live, miałabym porównanie klimatu z tym czatowym i wreszcie nagadałabym Natowi żeby tak na siebie nie wygadywał (Serisiu, Ty możesz to zrobić!!! ;DDD). Ciekawa jestem co będzie pojutrze – Nat się zarzekał że będzie mniej improwizacji i więcej przygotowania, czy to wyjdzie sesyjce na dobre? ;>>>

    Jakkolwiek zeszły tydzień był dla mnie tygodniem odsypiania po schizach, tak obecny jest tygodniem nastroju. Wena mnie łapie, kolejne odcinki DN czekają na publikację, niewiele brakuje żebym wróciła do przerwanej Epopei… Na razie wróciłam do rysowania, w dodatku mniej mangowo a bardziej realistycznie (o tyle o ile… _^_), a to pod wpływem wizyty na stronce Keri Moore, która rysuje m.in. arty do Wiedźmina. I może niektóre kobitki mają u niej dziwnie szerokie pyszczki i brak im delikatności, ale przynajmniej wyglądają ludzko… Ech, żebym ja tak umiała…

    A teraz oczekuję nocy, bo będzie ciemno, zgaszę światło, zapalę lampkę i nastrój przyjdzie ze zdwojoną siłą. W takich okolicznościach różne dziwne rzeczy przychodzą do głowy… Tak jak w poprzedniej notce, w której wyrzuciłam z siebie wreszcie wszystkie żale i frustracje w postaci tego pokręconego listu (tak, WIEM że tego nie pisałam nocą, ale układało mi się przez ładne kilkanaście nocy). Potem ludki to przeczytały, złapały nastrój i zaczęły mnie pocieszać, a ja miałam ochotę im odpowiedzieć „Nie martwcie się, życie jest piękne!!!” bo sama się już od żalu uwolniłam. Chyba. Przynajmniej na razie. Sęk w tym że łatwo łapię nastroje innych, wczuwam się i reaguję. Zwłaszcza te melancholijne nastroje. Dlatego zawsze gdy odwiedzam moje ulubione bloczki, trochę się obawiam co tam zastanę i czym się zarażę. Taka ze mnie empatyczna istota. I zastanawiam się co tak naprawdę mam na myśli gdy kogoś pocieszam: czy „Współczuję Ci” czy „Przestań, bo nie chcę żeby na mnie przeszło” – -’

    A jeszcze a propos listu – Justine, stwierdziłaś że potrafię bezpośrednio wyrażać swoje uczucia, ale jestem pewna że gdybym go pisała do kogoś konkretnego i ten ktoś miałby to przeczytać, to już bym taka bezpośrednia nie była. Raczej nie zdobyłabym się na wysłanie tego listu… Hmm, ten liścik niby miał adresata, a niby nie miał. Jakoś tak jest że zawsze wyobrażam sobie kogoś, kto mógłby być NIM, ale nie jest rzeczywisty niestety. Może on się zmieniać, w zależności od mojego stanu ducha i od tego które wcielenie akurat dominuje. Zazwyczaj nie widzę jego twarzy (z jednym wyjątkiem, narysowanym kiedyś przez Marcelinę), ale czasem ma pewne cechy osobników, których poznałam w moim życiu (zarówno rzeczywistych jak i nierzeczywistych) i którzy w jakiś sposób na tym życiu zaważyli i chciałam ich zachować w mojej pamięci. Ten, z którym się pożegnałam, też w jakiś pokręcony sposób był zainspirowany jedną z moich znajomości (notabene – tą netową, która się oddaliła). Zalazł mi trochę ze skórę, to prawda, ale był też z niego pożytek, bo wzięłam z niego wszystko to co najciekawsze, ubrałam na czarno, dodałam twarz ze zmiennokolorowymi oczętami, nazwałam Lex Diss Gyse i wsadziłam do Epopei (Satsuś, jeśli kojarzysz faceta, który jeżdzi moim ferrari i prowokuje rozmowy o truskawkach, to uważaj na niego, bo lubi Ci dogryzać ;>~).
    W każdym razie ciekawe czy kiedyś napiszę kolejny list, a jeśli tak to jaki będzie jego adresat…

    A teraz bomba sezonu czyli teścik na sexapil!!!

    Feminine
    What’s your sexual appeal?

    brought to you by Quizilla
    A więc to mam być ja, taaak?
    [wywołuje na środek wszystkie swoje wcielenia]
    Dobra, przyznać się! Która wybierała odpowiedzi?!?
    [wcielenia robią niewinne minki i spoglądają na siebie nawzajem]
    Nie kręcić mi tu, tylko odpowiadać!!!!!
    [wcielenia wypychają na środek Nr 7 – bezwzględną sadystkę]
    Jaaasne, akurat w to uwierzę… – -’

    blue_goth.gifNiedawno po raz kolejny mi się śniłeś. Ale tym razem nie był to radosny sen, bo zobojętniałym wzrokiem wpatrywałeś się przed siebie, chociaż jak zwykle nie widziałam Twojej twarzy. I nie wiedziałam jak przywrócić dawną bliskość między nami. A raczej niedawną. Czy kiedykolwiek czułeś się tak bezsilny? Pewnie nie masz takich problemów, a tę bliskość po prostu sama sobie wyobraziłam. Bo inaczej nie odszedłbyś tak bez słowa. Nawet bez pożegnania. Może po prostu chciałeś się ode mnie uwolnić… W końcu po co Ci ktoś taki jak ja? Ktoś kto nie daje Ci spokoju, czekając na Twoje przybycie? Czy teraz czujesz ulgę? Wiem że nigdy mi nie odpowiesz…
    A mną miotało tyle sprzecznych uczuć. Rozpacz, ulga… Tak, ja też czasem czułam ulgę, mogąc być niezależna od nikogo. Zastanawiając się czy naprawdę byłeś wart moich bezsennych nocy. I niekiedy ulga zmieniała się w gniew. Wtedy bałam się żeby ten gniew nie stał się nienawiścią, bo nie chciałabym odrzucić tych miłych wspomnień, również związanych z Tobą. Ale przede wszystkim żal.
    Teraz nawet żal trochę przycichł…
    Zaczynam pytać samą siebie dlaczego teraz postanowiłam rozdrapywać jeszcze przecież świeżą ranę. Dlaczego ciągle wysyłam Ci kartki na święta i dlaczego nie wykreśliłam Cię z listy znajomych. Może dlatego że jednak tamtych chwil nie żałuję. Nie podziękuję Ci jednak, bo pewnie znów obróciłbyś to w żart. Mimo to pamiętam… To nawet nie nadzieja trzyma mnie przy wspomnieniach… Nie wierzę żebyś jeszcze kiedyś miał się odezwać by ot tak się poprzekomarzać, jak to robiłeś jakiś czas temu. Wkrótce żal ustąpi pewnie miejsca zobojętnieniu, a Ty kolejnemu, do którego się przywiążę. I ciągle będę mówić „Ty” mimo że będzie już miał inną twarz. Kolejną, której nie zobaczę w swoich snach.
    Kolejna złudna nadzieja…

    black_goth.gifAaaa, widzę – nie widzę, kontaktuję – nie kontaktuję, w głowie się kręci – nie wiem czy z nadmiaru latania, z upływu krwi, z dobicia się testem z językoznawstwa czy po prostu z niewyspania (jak zwykle chichoczę po nocach)… Tak czy inaczej przez cały łykend miałam jedną wielką schizę, która wynikała ofkoz przede wszystkim z siedzenia w necie i wpadnięcia w destrukcyjne towarzystwo (pozdrawiam całe towarzystwo ;D). Zaczęło się w piątek, całkiem niewinnie, bo sesją na czacie – i znowu trafiłam do Zega, w związku z czym trzeba było przekonać Nata by następną sesyjkę poprowadził osobiście. Przekonać się dał (jak dobrze mieć na kim trenować potęgę swego wdzięku! *^.^*). Kurimek dla odmiany nikogo nie zabijał, za to darł się na mnie i na Serisię żebyśmy były cicho, więc ja się wydarłam na niego i chyba się nie pogodzimy, bo tak jest pikantniej ;P Było też jedyne i niepowtarzalne odczarowywanie księcia zaklętego w żabę… Inna rzecz że żaba miała 4 metry w jedną stronę i 6 w drugą (tylko nie pamiętam ile w którą)…
    Serika: Ooo, żabka?
    Ja: Chyba niekoniecznie.
    Serika: Nie żabka? A co?
    Ja: ŻABSKO…
    Po zażąrtej dyskusji kto całuje: Serisia, ja czy Kurimek ;P i wybraniu nie zdradzę kogo, żabka odczarowana nie zmieniła się za bardzo – książę okazał się człowiekiem-ropuchą… __^__

    Wieczorem przeprowadziliśmy z właścicielem Najczęściej Nawiedzanego Przeze Mnie Bloga eksperyment – jak poradzić sobie z lękiem wysokości czyli jak krótka droga wiedzie od niewinnego pytanka zawartego w temacie do latania z prędkością niedorzeczną/uchylania się przed samolotami/obrzucania się sianem (;DDD)/obserwowania Xellosa z lotu ptaka/strzelania z dwururki (niepotrzebne skreślić). Jako że swoich smoczych skrzydełek używam bardzo bardzo rzadko, było to dość ciekawe doświadczenie… Przynajmniej pamiętam jeszcze jak się to robi… Chyba sobie muszę częściej tak latać – ktoś jeszcze odważy się mi towarzyszyć? ;DDDDD Na ziemię powróciłam zakręcona i nieświadoma że będzie gorzej…

    W sobotę dowiedziałam się że moja zakręcona siostrzyczka postanowiła pobawić się w komara… eee, znaczy wampira i wysysać krew każdemu kto się napatoczy O_o Pogryzła całą naszą rodzinkę z wujkiem Reziakiem na czele, a ja przywołałam wspomnienia z pewnych wakacji umilanych nałogowym oglądaniem „Wywiadu z wampirem”, uruchomiłam swe 66 wcielenie i zostałam na kolacji ;P Szkoda tylko że nie udało mi się skosztować krwi mamci Princessy – ponoć pikantna, mniam… ;>~

    W niedzielę za to pojechałam do Lubina wręczyć mikołajkowy prezent najmłodszemu w rodzinie (Jak by go nazwać? Siostrzeniec cioteczny?). Hehe, Kajoj ma 8 miechów a już po urodzeniu spory był i dalej rośnie (Marta już się boi kiedy on wyrośnie z tych wielkich ciuchów które od nas dostał), ma wielkie oczy i patrzy nimi na wszystko co się da ;DDD Słodki jest *^.^* Miło spędzałam czas na zabawie jego nową zabawką robiącą „uinuinuin”, „pipipi” i „kszkszksz” (nyo cio, za moich czasów tego nie było!!! T_T), ale wujek mi ją zabrał ;P Potem leciał przedostatni (Ludzie!!! Jeszcze tylko JEDEN został!!!) odcinek Biedźmina, w którym ukazano Żebralta okładanego pejczykiem oraz Ciri w masce sado-maso O_o Niestety w pokoju rodzina żywo rozmawiała, więc nie słyszałam jak Jaskier wyznawał Żebraltowi miłość… T_T

    A! Zapomniałam oznajmić że Mikołaj przyniósł mi księgę rekordów Guinessa, w której znalazłam rewelacje typu najgłośniejsze beknięcie (118 dB) i najdłuższy wyrostek robaczkowy (17,5 cm). Jestem w szoku i czytam dalej. I słucham kolejnej płyty a-ha, którą też mi przyniósł *_____________*

    Moim wyskokom dałam upust w pięknym stylu, wrzucając na bloga toto takie tamto tam notkę wcześniej. Komentarze sprawiły że omal nie uwierzyłam że umiem pisać wiersze. Jak tak dalej pójdzie, uwierzę że jestem normalna…
    A podsumowanie mego stanu psychicznego znajduje się TUTAJ:

    Disorder Rating
    Paranoid: Moderate
    Schizoid: Low
    Schizotypal: High
    Antisocial: Moderate
    Borderline: Low
    Histrionic: Moderate
    Narcissistic: Low
    Avoidant: High
    Dependent: High
    Obsessive-Compulsive: Low

    Click Here To Take The Test

    Tak oto dowiedziałam się że NIE mam skłonności narcystycznych, paranoi i obsesji. I tym pesymistycznym akcentem kończę. Następna notka będzie albo kolejnym nostalgicznym przemyśleniem, albo kolejnym pokręconym listem quasi-miłosnym. Chyba że zdarzy się coś niespodziewanego…

    w_003.gif (nie mam do tego tytułu _^_)

    I może wyruszę drogą
    Pełną wspomnień fotografii
    Gdzie wiatr przewraca strony
    Albumu

    I może zatańczę na linie
    W gęstej mgle nad przepaścią
    Stawiając czoło niepewności
    Przyszłości

    I może przyjdę do Ciebie
    Pobyć pogadać posiedzieć
    Pokazać Ci się nim powiesz
    Dobranoc

    I może jeszcze zaparzę
    Coś smakującego pokusą
    Byś z błękitnej filiżanki
    Skosztował

    I może się wreszcie otworzę
    I zamknę oczy bezbronnie
    I może wykorzystasz
    Okazję

    got55.gif…nie jem obiadu bo myślę o Tobie,
    nie jem kolacji bo myślę o Tobie,
    nie mogę spać bo chce mi się JEŚĆ!!!

    Takie cuś mi przyszło do głowy ponieważ jako swatka z rozmaitymi objawami zakichania, tfu, zakochania się spotykam – zwłaszcza z kłopotami ze spaniem i z nauką… Ja takie mam, a nic mi nie wiadomo żebym była w kimś zakochana O_o Coś mi się wydaje że sobie pofizolofuję na ten temat, ale to nie dziś, bo jestem zbyt zmęczona swoją egzystencją (ładnie to wyraziłam, ale podświadomie czuję że chodzi po prostu o te dwa testy które musiałam wczoraj napisać _^_)…

    Już po wróżeniu andrzejkowym jestem. Pewnie byłoby ciekawiej gdyby udało mi się skrzyknąć kumpelki, ale ich nie było więc wieczór spędziłam przed kompem, życząc Andrzejom na bloczku ^__~ Tiaaa, Xel-chan też dostał ode mnie życzonka, podziękował grzecznie… Może pewnego dnia będę znowu umiała myśleć o nim bez żalu, kto wie…
    Jako że moja pamięć jest dobra ale krótka, o napisaniu karteczek z imionami przyponmiałam sobie o północy, ale nie zrezygnowałam!!!
    I rano spod podusi…
    …wylosowałam…
    …ANDRZEJKA…
    *^_________^*
    A potem, z powalającej rozmowy z Serisią wynikło, że ów Andrzejek powinien być DRANIEM!!! Nyo i taki jest los pół-seme, pół-uke – jedna połowa chce UKE, druga chce DRANIA (ciekawe co by wynikło z połączenia seme+seme ;>~)… Z drugiej strony owego drania trzebaby wytresować tak, żeby był draniem dla wszystkich oprócz mnie… Jak to zrobić – czułością czy pejczykiem???

    A dzisiaj dla odmiany są urodzinki Ajecianka, więc wysłałam jej uroczą karteczkę wybieraną przy pomocy Marcelinki, która wpadła jak zwykle posłuchać „Aka to kuro” *^.^* a przy okazji skomentować wygląd mojej xięgi („Magda, ty masz świra na punkcie tego faceta?” „Nieee, po prostu jestem jego fanką… chociaż może to na jedno wychodzi… Poczekaj aż się wgra tło ^.^” Po wgraniu tła: „Chyba nie będę tego komentować… _^_”) Nyo w końcu zaglądam tam codziennie, muszę mieć na co popatrzeć, ne?

    Grudzień się zaczął, święta idą, a ja czuję to radosne podexcytowanie, znów nachodzi mnie to przeczucie bliskiej przygody… To pewnie dlatego że dwie zimy temu na Mikołaja dostałam Baldurka II, a zimę temu Tron Bhaala na dokładkę i teraz głodna jestem ;D Ciągnie mnie do eRPeGów, ciekawe czy będzie jutro sesyjka, mniam mniam…
    Wspomnienia mnie dopadły przy okazji, te radosne ofkoz, bo nieradosne wymiatam w kąt, nie ma co się dołować! Przy okazji przeczytałam na bloczku Precious wspomnienia na temat starych komputerów typu Amisia i starych komiksów typu Tytus :DDDDD Rezultat jest taki, że dorwałam serię Thorgali, Kajków&Kokoszów i paru innych seryjek, które mi Mariusz pożyczył na CD i chwała mu za to, bo właśnie czegoś takiego mi teraz było potrzeba! Ale mam nadzieję że z rozpędu nie pogrążę się za bardzo we wspomnieniach, bo wtedy śpię nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz. Innymi słowy – nic nie robię oprócz wspominania chociaż tak bym chciała wyjść na spacer albo dokończyć jakieś dziełko…
    Może mi się to uda, bo nieoceniona Marcelinka odkryła jakąś kapitalną herbaciarnię w mieście i teraz ją tam ciągnę bo sama nie trafię ^ ^’ ŁIIIIIII!!!!!! Już nie mogę się doczekać!!!!!!!!!!! ^_______________^

    Jako że w „Mangamixie” pojawiła się „Love Hina”, dla uczczenia tego wydarzenia zamieszzcam tu takie cuś:

    Which Love Hina Girl Are You?
    You’re responsible, sweet, gentle and lovable! You have a loving heart, a great respect for all creatures (human, great and small), and the ability to see the thing that makes each individual special. However, you tend to overlook the things that make you special, and thus, putting you in a position to be pushed around by others. Take some time everyday to reflect on your qualities, and see that you don’t have to please everyone and still be loved for who you are.
    Which Love Hina Girl Are You?

    That’s all for today – kolejna bezsensowna notka (czyżbym brała przykład z Sano? ^___~)


    • RSS