got27.gifSiedziała pod drzewami, popijając zieloną i patrząc jak gasną ostatnie gwiazdy. Rzadko pozwalała sobie na takie chwile zapomnienia, ale ciągle pamiętała jak to jest być Sankatsu.
– Zgadnij kto to! – czyjeś dłonie nagle zakryły jej oczy.
– Precz, siło nieczysta! A kysz! A kysz! – wykrzyknęła teatralnie, machając rękami w udawanym przestrachu. Rozchichotany zabrał ręce i usiadł obok niej.
– Myślałem że porą Niepokoju jest zmierzch a nie świt – zaczął rozmowę.
– Zachody słońca są zarezerwowane dla moich rodziców – mrugnęła do niego – Wtedy tata kładzie głowę mamie na kolanach i zaczyna improwizować poetyzmy, co w innych sytuacjach byłoby u niego dziwne… Ej, ej, a ty co sobie wyobrażasz??????
– Hihi. Jestem bezczelny. Jestem perfidny. I zapamiętam sobie widok Xemedi wyprowadzonej z równowagi. Czy ktoś poza mną to widział? – po tych słowach Mazoku, któremu zawdzięczała jedno ze swoich imion ułożył się wygodniej – Będę się rozkoszować tym wspomnieniem przez wieczność. Teraz możesz mi winogronka prosto do buziulki…
– Wiesz co – wyjęła ze swojej torby czajnik bezprzewodowy – Zaraz ci do tej buziulki wleję herbatkę. Wrzącą.
– Na długo w tym stanie nie pozostałaś – podsumował. Uśmiechnęła się z triumfem.
– Zdecydowanie wolę obserwować innych wyprowadzonych z równowagi przeze mnie – stwierdziła, mierzwiąc mu fioletowe włosy.
– Na mnie nie licz – roześmiał się.
Przez chwilę trwali bez ruchu, obserwując budzące się słońce. Wreszcie zapytał:
– Nigdy nie żałowałaś? Tego kim postanowiłaś być?
– Dlaczego miałabym? – wyglądało na to że spodziewała się tego pytania.
– Bo mimo wzystko jesteś… człowiekiem – odparł – I możesz kiedyś zapragnąć… podzielić się sobą z kimś innym…
Xella-Medina zapatrzyła się przed siebie nieobecnym wzrokiem.
– Ładnie to powiedziałeś – rzekła wreszcie – A może mogłabym podzielić się… z tobą?
Na te słowa aż się podniósł i spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami. Zachichotała, widząc jego minę.
– Zapamiętam sobie widok Xellosa wyprowadzonego z równowagi – wyrecytowała – Miałam na myśli podzielenie się doznaniami… Mogłabym pokazać ci moją duszę.
– A skąd znasz takie sztuczki, hm? – popatrzył na nią sceptycznie.
– Szybko się uczę – odpowiedziała. A potem lewą ręką – tą z odkrytymi palcami – dotknęła jego czoła. Z uwagą śledził jej poczynania gdy powoli i cicho coś mówiła, a potem zamknęła oczy.
I po chwili on podniósł powieki z kompletnym zaskoczeniem i jeszcze czymś, czego nie potrafił nazwać. Ale nie patrzył na Xellę-Medinę, patrzył raczej jej oczami, przeżywał wszystko czego ona doświadczała. I, o dziwo, jej doznania były takie… spokojne. Kojące. Nieprzyzwyczajony do tego zaczął wychodzić z transu. Nie widziała tego, ale chyba wyczuła, bo lekko się uśmiechnęła.
– Nie przeszkadzaj sobie – szepnęła. Westchnął cicho i z powrotem zamknął oczy. Przesunęła rękę w dół, po jego policzku i nagle poczuła że jej dłoń została zamknięta w lekkim uścisku. I tym razem doznania popłynęły w drugą stronę… Ale tym razem szalały. To była dla niej nowość, bo sama nigdy nie odczuwała niepokoju.
– Xellos…? – odezwała się zaskoczona.
– Ja też się szybko uczę – usłyszała. Powoli cofnęła dłoń.
– Już za dużo o mnie wiesz – stwierdziła uśmiechając się szelmowsko.
– Nigdy nie będzie za dużo – zaprzeczył i wydało mu się że widzi w jej oczach cień smutku. Ale to chyba było tylko złudzenie.
– To co, może obiad? – zaproponował, patrząc na słońce. Stało w zenicie.

*Dedykowane adresatowi listu*