collie2.gif – CHOLERA BY TO WZIĘŁA!!!!!!!! – Deanne Saelad z furią uderzyła pięściami o biurko.
– Mówiła pani coś? – troska w głosie, który usłyszała, zaprawiona była drwiną. A może tylko jej się tak wydawało?
– Co miałaś zrobić? – zaczęła ostro. Ostrzej niż planowała. Nie chciała wyglądać na wytrąconą z równowagi i narobić sobie wstydu przed tą protegowaną swojego ojca. Ale chyba było już za późno.
– Sprawić żeby tworzenie artefaktów dla Strażników Ładu w Echteon zakończyło się fiaskiem – Xella-Medina powtórzyła otrzymane polecenie.
– Dlaczego nie zniszczyłaś miasta? – spytała Deanne – Dlaczego oni wszyscy żyją?!?
– A dlaczego mieliby nie żyć? – na ustach Poszukiwaczki Tajemnic pozostał ciepły uśmiech, ale w jej oczach widać było chłód. Deanne nie potrafiła spojrzeć w te oczy. Widząc brak reakcji swojej przełożonej Xella-Medina dokończyła: – Bo pani się tak podoba?
– Licz się ze słowami – odezwała się wreszcie Deanne – Winnaś mi okazywać szacunek!
– Sama wiem najlepiej, komu winnam okazywać szacunek. – Czarnowłosa uśmiechnęła się słodko i usiadła – Niewiele było trzeba aby ci echteońscy geniusze w swoim fachu sami zniszczyli swe dzieła. Widać Ład nie panuje w ich duszach tak jak by się można tego spodziewać… I nikt nas nie podejrzewa.
– Czy TAK działa Chaos? – druga w hierarchii organizacji traciła resztki cierpliwości.
– Jeśli nie – Xella-Medina przysunęła się z krzesłem bliżej biurka – to czemu sama się pani tego nie podjęła? Nie dała przykładu JAK powinien działać Chaos?
Deanne zacisnęła pięści i zamknęła oczy. Nigdy nie mogła zrozumieć dlaczego jej ojciec przyjął do ENDu kogoś tak niepoprawnego jak ta Anjin i dlaczego po tak krótkim czasie zyskała uznanie jako jedna z najlepszych agentów. Ich metody były inne. Ale ta „kapłanka”zawsze odnosiła sukcesy, choć niejako „okrężną drogą”… Co dziwniejsze, niektórzy agenci zaczynali ją naśladować!
Podniosła się z fotela by móc patrzeć na Xellę-Medinę z góry. Niewiele to pomogło.
– Słuchaj, Anjin – wycedziła – Nas tutaj nie obchodzi, że jesteś jakąś przekklętą księżniczką. Że z niewiadomego powodu jesteś pupilką mojego ojca. Tu jesteś zwykłym pionkiem w rozgrywkach sił, które przerastają cię potęgą i których twój umysł nigdy nie pojmie… Ciebie nie obserwują Filary Chaosu. Nie jesteś tego godna!
– A co powie pani o sobie? – szepnęła Poszukiwaczka Tajemnic z ironią – Całego wszechświata nie obchodzi, że zajmuje pani czołowe miejsce w ENDzie. Że jest pani córką Oddanego Chaosowi. Na panią Filary mają oko, owszem. I Zrodzeni z Chaosu też. I co widzą? Że jest pani zaślepionym ambicją człowiekiem, którego jedynym celem nie jest zwycięstwo nad Ładem tylko nad Omegą. Jeśli pani jest godna, to jaka spotka panią za to zapłata?
Deanne już od dawna nie patrzyła swojej podwładnej w oczy. Przeszywały ją na wylot.
– JAK ŚMIESZ TAK DO MNIE MÓWIĆ?!?!? – krzyknęła z wściekłością – WYJDŹ STĄD NATYCHMIAST!!
Xella-Medina znów uśmiechnęła się promiennie, likwidując atmosferę niepokoju wokół siebie. Mruknęła coś w rodzaju „Nareszcie” i zniknęła z gabinetu.
Deanne usiadła, trzęsąc się w gniewie. A może w… Nie, nigdy nie wyznałaby że ta dziewczyna budzi w niej lęk. To tylko kwestia zdolności aktorskich. Zwykła gra. Xella-Medina przecież sama z siebie nie była kimś, kogo ona mogłaby się obawiać…
Prawda???