got4.gifTylko KaZaA *CYK!* i patrzeć jak mi szybkość ściągania maleje _^_ Super zajęcie, nie?
Ale dzięki temu paskudztwu mam parę piosenek za którymi tęskniłam i tęskniłam… „Dear Jessie” pani Madonny, „Toy soldiers” pani Martiki i „Wichrowe wrgórza” pani Kate Bush – czy ktoś wie o czym mówię? Ach, powrót do korzeni… Zresztą nigdy się od tych korzeni nie odcinałam. Ale morał jest taki że komp przydaje mi się aż za bardzo, bo już nawet muzyki na nim słucham (nagrywary brak T_T) więc musi być włączony, nawet jeśli do niczego innego go nie używam… I tym bardziej przypomina mi o tym jak samotna się ostatnio czuję… Nie przeczę, lubię być sama. Nawet bardzo lubię, bo to mi pozwala pobujać w obłokach i snuć wątki ^__^ Ale samotna być nie cierpię. Świadomość że nie znajdzie się nikt kto pocieszy, z kim mogę się pośmiać albo po prostu kogo nawijania mogę posłuchać ;) po prostu przytłacza. W realu mam ze trzy takie psiapsióły przed którymi potrafię się otworzyć bez żadnego dystansu, ale one ciągle w szkole (zwłaszcza jedna która siedzi tam przed kompem i to czyta – pozdrówka, Marcelinko!) albo w terenie (zwłaszcza druga, którą na pewno kiedyś uduszę ;P), a trzecia już na studiach w Łodzi. Niełatwo mi znaleźć osobę nadającą na tych samych falach co ja, więc tym bardziej mi ich brak. A problem ze mną taki, że za łatwo się przywiązuję do niektórych ludków. Do tych netowych też. I to mnie trochę przeraża. Bo w necie można być kim się chce i nigdy nie mam pewności czy czy osoba którą poznaję jest naprawdę taka jaka daje się poznać… A ja się tutaj otwieram przed takimi osobami bardziej niż w realu, choć ciągle trudno mi poważnie rozmawiać.
A co byście powiedzieli gdybym stwierdziła że Was lubię? I że mi Was brak? Satsuś, Saerie i inne ludki z netowej rodzinki, które może to przeczytają i się wzruszą ;) Xel-chan, który raczej tego nie przeczyta i nie wyśmieje – -’ oraz nawiedzane przeze mnie z wzajemnością blogowe pysiulki, które na pewno to przeczytają i perfidnie skomentują ;> – tyle że boję się to powiedzieć. Tylko dlatego że nie spotkałam Was w realu i nie wiem kogo bym poznała gdyby tak się kiedyś stało. I co byście sądzili o tej milczącej, wiecznie nieobecnej duchem istocie jaką jestem „poza Matrixem”.
Otwieram się jak mogę najbardziej. Czy mi to wyjdzie na dobre? Dlaczego nie potrafię czegoś takiego powiedzieć? Tak czy siak dziękuję – za to że jesteście i dostrzegacie że ja też jestem – piszę to do Was netowych i do Was z reala, jeśli jakimś cudem tu kiedyś zajrzycie (a przynajmniej jedna ;DDD).
A teraz pora na „Give a reason” zanim się rozbeczę ze wzruszenia w podusię.