star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2002

    The memory remains

    7 komentarzy

    35.gifNyo, ciekawe czy ten temat będzie miał cosik wspólnego z poniższym zapiskiem (pozdro, Ajecian! ;D)… Zauważyłam u siebie pewną prawidłowość – nachodzi mnie na blogowanie i wtedy nie potrafię pisać DN, a gdy zaczynam pisać DN przechodzi ochota na blogowanie… Rezultat jest taki że 13 odcinek jest na ukończeniu, czyli połowa niedługo za mną! Ale o bloczku ofkoz nie zapomniałam ^___^

    Ostatnio sama siebie zadziwiam – zamiast zajmować się mądrymi rzeczami czytam jakieś pokręcone lemony na Northern Lights… Ale ciągle twierdzę że jeśli już mam się obracać w tych kręgach to wolę jednak shonen-ai… Tylko parę(dziesiąt) moich wcieleń się ze mną kłóci że sama tworzę takie bzdurki… Nie, ja nie tworzę takich bzdurek! Nie, w „Take me” nie ma lemonów, jest co najwyżej wymiana energii, i nie dlatego że oni nie mogą, tylko dlatego że ja nie chcę!!! ><
    Hm? Co to u licha jest „Take me”? To u licha jest historia powstała z połączenia „Wywiadu z wampirem” z „Join me” HIMa i tradycyjnym Sailorkowym motywem Poszukiwania-Części-Czegoś-Magicznego (TM), oczywiście nieskończona, jak to zwykle bywa z moimi historiami. – -’ Ale nie ma co się nad tym rozwodzić, w końcu ludzie (?) toto czytają a gnębienie ich biografią Xemedi-san wystarczy aż nadto. JASNE?
    Jasne.
    Tak wyglądają codzienne dyskusje moich jakże kochanych wcieleń… W takich chwilach wolałabym normalnie mieć dwa i byłby spokój :PPP

    Na czym to skończyłam? Na lemonach? O i widzicie jak mi się tęsknota na mózg rzuca… A może nie, wtedy czytam raczej archiwum gg… nie, zaraz zaraz, archiwum też dzisiaj czytałam! Czyli jednak coś jest z tą tęsknotą… Ja to jednak przeszłością żyję, wspomnieniami… Tak lubię przeglądać stare listy, wracać myślami do momentów, które utkwiły mi w pamięci… I mam nadzieję że tam pozostaną. I że gdy (jeśli?) będę już stara i mądra, nie zapomnę tego jaka byłam w przeszłości. Już 5 lat z hakiem odkąd wzorem Emilki z Księżycowego Nowiu napisałam list od siebie 14-letniej do siebie 24-letniej… Nie pamiętam już co w nim nabredziłam… Ciekawe czy za 4 lata będę się z niego śmiać czy raczej płakać?

    Melancholia, melancholia… Zwykła jesienna melancholia. Dobrze że nie depresja. Zarzuca się mi optymizm, tak? A dlaczego miałabym nie być optymistką? Na wszystkie ciemne moce, ktoś na tym pokręconym świecie musi!!! Nie wiem, może to zgubny wpływ Sailorek… Nauczyły mnie wierzyć w świat i mieć nadzieję. Czy coś w tym złego że człowiek ma się czego trzymać i ma siłę by przetrwać? A zresztą jak mam być długo w depresji skoro zaraz zaczynam szukać jej przyczyn i w końcu dochodzę do wniosku że wszystko przez tę mroczną wizję kolejnego sprawdzianu… Kiedy to już odkrywam mogę się z tego tylko śmiać, bo czy to jest powód do załamywania się? Człowiek sobie wymyśla jakieś problemy natury duchowej a tu taki banał wyskakuje ;PPPPP

    I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś i ruszam się uczyć na sprawdzian ;>>>

    30.gifRewolucję mangową wywołuję, ludzieee!!! ;DDD Wprawdzie rewolucja powinna być gwałtowna a ta może niekoniecznie, ale lepsze to niż nic ;P Następstwa mogą być szokujące!
    Otóż wczoraj w drodze do szkółki zahaczyłam o kiosk i nabyłam upragnionego Xa (mniaaam!!!), a potem pokazałam go koledżance Basi, która wychowała się na Sailorkach i trudno ją przekonać do czego innego, a widząc moje rysunki na xerówkach ;P mówi: „O, Bunny Tsukino! :D” Nyo i jak się tym Xem zaoglądała (bo przeczytać przez przerwę trudno), to ciężko się jej było z nim rozstać. Rezultat jest taki że dzisiaj jej pożyczyłam 1 tom, coby się dokształciła w dziedzinie „o-co-chodzi-i-dlaczego”. Ale jeśli nie przeczyta dla fabuły, to przynajmniej dla kreski, którą się zachwyciła *^.^* Przy okazji do oglądającej Basi dosiadły się jeszcze dwie koledżanki żeby zobaczyć cóż to za dziwo, a reakcja jednego z kolegów była mniej więcej taka:
    Mariusz: Dragonball???
    My: Nieee!!!
    Mariusz: Czarodziejka z Księżyca???
    My: Nieee!!!
    Mariusz: Ale manga???
    My: Taaak!!!
    Mariusz: Nie cierpię mangi – -’ Już wolę kaczora Donalda!
    My: O_o
    I potem przy każdym spojrzeniu na rzeczonego kolegę chichrałyśmy się jak szalone ;>>>

    Zrobiłam sobie teścik na Bojową Feministkę i wyszło mi 60%. Tylko. Fakt, wyszumiałam się w młodych latach i już wyrosłam z otwartej walki z płcią przeciwną, ale jednak… Wygląda na to że pozostałe 40% coś mało aktywne jest ;P Podliczmy… 27% uważa że mężczyźni to duże dzieci, którymi trzeba się opiekować i pobłażać, natomiast ostatnie 13% to ta fatalna część która sprawia mi najwięcej kłopotów. Innymi słowy powoduje, że chciałabym się zakochać. Co niestety jest w moim przypadku trudne, bo wszyscy faceci wpadający mi w oko są albo nieosiągalni, albo (zwłaszcza) nierzeczywiści. Czyli powzdychać do niego można, ale do snu nie utuli niestety… _^_ I w takiej sytuacji po prostu nie ma się wyboru i TRZEBA być Bojową Feministką…

    Właściwie ten zapisek miał być tu już wczoraj, ale na szczęście tak się nie stało, bo byłby nieco pesymistyczny… Jak zwykle po wizycie u Ajecian zachciało mi się refleksji, a refleksja ciut mnie przygnębiła, ale to już minęło ^___~ Ostatnio w ogóle często się nad sobą zastanawiam, szukając własnego(-j) „ja” Tak, wiem że tych „ja” już mi się troszkę nagromadziło, ale która jest prawdziwa? Ta, którą pokazuję tym mniej bliskim osobom? Nie sądzę. Ta, którą widzą ci bliżsi? To już bardziej możliwe. Ta, która tworzy historie? Boję się tak myśleć, bo żyje życiem swoich postaci a własnego praktycznie nie ma… Może ta, która pisze bloga? A może ta, która pozostała już tylko we wspomnieniach z bardzo dawnych czasów? Może każda z nas jest prawdziwa, a może żadna? Może ta prawdziwa ujawni się dopiero w przyszłości? Tak czy inaczej poszukiwania bywają niekiedy bardzo interesujące… ^___~

    Ten zapisek byłby tu wczoraj gdyby blog się nie zbuntował i nie kazał się od nowa logować zamiast zwyczajnie dodać notkę. Czyżby jakaś Siła Wyższa strzegła mojej obietnicy że pojawię się tu dopiero w łykend? _^_ Ale to dobrze, bo umysł mam dzisiaj nieco jaśniejszy i zapisek wyszedł taki jaki być powinien. Ale i tak nauka mnie czeka, bo sprawdzianami straszą, z informatyką na czele… Wiecie że w środę Magister-Inżynier pokazał nam jak wygląda PULPIT??? _^_

    A propos kompjuterów, otoosan wreszcie został uświadomiony o różnicy między pojemnością dzisiejszych twardych dysków a pojemnością mojego. Był w ciężkim szoku. Wszystko zmierza ku dobremu… ^____~

    A teraz pora na poczytanie sobie Xa po raz kolejny… I zacznie się kolejne oczekiwanie – na tom 15 i tę przesłodką, pokręconą, sadomasochistyczną kartę z Yuto, mniam mniam ;>~ Takie czekanie to ja zniosę!!!!!!! ^_____~

    mimi_goth.gifCzekanie nieodłącznie wiąże się z tęsknotą a tęsknota często z deprechą. Czasem czekanie jest dla mnie niebezpieczne, co zaobserwować mogliście 2 notki temu, dlatego może lepiej dać sobie spokój i żyć chwilą… Najstraszniejsze jest oczekiwanie na koniec zajęć z gramatyki i pisania _^_ Obecnie czekam na piątkową wizytę Marcelinki, która ma ochotę na komentowanie komentarzy ;>>> Na gg już nie czekam na nikogo. Odwracam od tego swoją uwagę śpiewając karaoke ;DDDDD A kto zechce (czyli Satsuś;D)ten sam się odezwie. Jeszcze czekam na natchnienie do DN, bo moja zakręcona Muza nasyła na mnie natchnienie do wszystkiego oprócz tego. I teraz mam w łepetynce pomieszanie z poplątaniem i pomysły na chyba 5 książek naraz, a tymczasem chcę pisać FIKA!!!!!! T_T Sęk w tym że dostawca natchnienia na DN nie rozmawia ze mną od… nie, tego więcej roztrząsać nie będę. Niech się ugryzie w twarz :P Niestety metodą spaceru natchnienia nie zdobędę, bo na dworze noc, deszcz i zimno – -’
    Pozostaje jeszcze tęsknota, ale znam na nią dobre antidotum (czyli spodziewajcie się liściku w najbliższym czasie ;>~).

    Dzisiaj na arcyciekawych ;P zajęciach pisania tworzyliśmy tekst o zaletach bycia sławnym. Po gadzinie myślenia wymyśliłam że owe zalety to:
    1)posiadanie kasy
    2)podziw ludzi
    3)możliwość robienia co się chce bo gwiazdom wszystko wolno ;PPP
    Oczywiście do nich wszystkich można doczepić przeciwieństwa:
    1)nie w Polsce – -’
    2)podziw za sławę a nie za to jakim się jest
    3)napiszą w gazecie, podadzą w TV i zrobią skandal :P
    A najstraszniejsze jest to że może dopaść człowieka na ulicy rozszalały tłum i… wolę nie myśleć o konsekwencjach O_o Dlatego może i chciałabym być sławna, ale tak żeby nikt nie wiedział że ja to ja. Z moim introwertyzmem nie cierpię szumu wokół mnie i zachwycania się, przynajmniej w mojej obecności – mam wtedy ochotę zapaść się pod ziemię. Najgorzej jest jak się rodzina zjeżdża i namiętnie i masowo pyta co u mnie słychać… _^_ Hehe, teraz mam możliwość takiej sławy jaką chcę, w necie… Tylko z tym natchnieniem problemy… T_T

    Miyuś robi sobie przerwę od osobistych wyznań. Pouczyć się ździebko planuje. Ale w weekend powróci, o ile będzie miała siły. I motywację…

    Miłych koszmarków życzę!! ^__~

    PeeSik: Jeszcze na kasę czekam… Wszyscy już się zachwycają 14 tomem Xa, tylko ja jeszcze nie… _^_

    collie2.gif – CHOLERA BY TO WZIĘŁA!!!!!!!! – Deanne Saelad z furią uderzyła pięściami o biurko.
    – Mówiła pani coś? – troska w głosie, który usłyszała, zaprawiona była drwiną. A może tylko jej się tak wydawało?
    – Co miałaś zrobić? – zaczęła ostro. Ostrzej niż planowała. Nie chciała wyglądać na wytrąconą z równowagi i narobić sobie wstydu przed tą protegowaną swojego ojca. Ale chyba było już za późno.
    – Sprawić żeby tworzenie artefaktów dla Strażników Ładu w Echteon zakończyło się fiaskiem – Xella-Medina powtórzyła otrzymane polecenie.
    – Dlaczego nie zniszczyłaś miasta? – spytała Deanne – Dlaczego oni wszyscy żyją?!?
    – A dlaczego mieliby nie żyć? – na ustach Poszukiwaczki Tajemnic pozostał ciepły uśmiech, ale w jej oczach widać było chłód. Deanne nie potrafiła spojrzeć w te oczy. Widząc brak reakcji swojej przełożonej Xella-Medina dokończyła: – Bo pani się tak podoba?
    – Licz się ze słowami – odezwała się wreszcie Deanne – Winnaś mi okazywać szacunek!
    – Sama wiem najlepiej, komu winnam okazywać szacunek. – Czarnowłosa uśmiechnęła się słodko i usiadła – Niewiele było trzeba aby ci echteońscy geniusze w swoim fachu sami zniszczyli swe dzieła. Widać Ład nie panuje w ich duszach tak jak by się można tego spodziewać… I nikt nas nie podejrzewa.
    – Czy TAK działa Chaos? – druga w hierarchii organizacji traciła resztki cierpliwości.
    – Jeśli nie – Xella-Medina przysunęła się z krzesłem bliżej biurka – to czemu sama się pani tego nie podjęła? Nie dała przykładu JAK powinien działać Chaos?
    Deanne zacisnęła pięści i zamknęła oczy. Nigdy nie mogła zrozumieć dlaczego jej ojciec przyjął do ENDu kogoś tak niepoprawnego jak ta Anjin i dlaczego po tak krótkim czasie zyskała uznanie jako jedna z najlepszych agentów. Ich metody były inne. Ale ta „kapłanka”zawsze odnosiła sukcesy, choć niejako „okrężną drogą”… Co dziwniejsze, niektórzy agenci zaczynali ją naśladować!
    Podniosła się z fotela by móc patrzeć na Xellę-Medinę z góry. Niewiele to pomogło.
    – Słuchaj, Anjin – wycedziła – Nas tutaj nie obchodzi, że jesteś jakąś przekklętą księżniczką. Że z niewiadomego powodu jesteś pupilką mojego ojca. Tu jesteś zwykłym pionkiem w rozgrywkach sił, które przerastają cię potęgą i których twój umysł nigdy nie pojmie… Ciebie nie obserwują Filary Chaosu. Nie jesteś tego godna!
    – A co powie pani o sobie? – szepnęła Poszukiwaczka Tajemnic z ironią – Całego wszechświata nie obchodzi, że zajmuje pani czołowe miejsce w ENDzie. Że jest pani córką Oddanego Chaosowi. Na panią Filary mają oko, owszem. I Zrodzeni z Chaosu też. I co widzą? Że jest pani zaślepionym ambicją człowiekiem, którego jedynym celem nie jest zwycięstwo nad Ładem tylko nad Omegą. Jeśli pani jest godna, to jaka spotka panią za to zapłata?
    Deanne już od dawna nie patrzyła swojej podwładnej w oczy. Przeszywały ją na wylot.
    – JAK ŚMIESZ TAK DO MNIE MÓWIĆ?!?!? – krzyknęła z wściekłością – WYJDŹ STĄD NATYCHMIAST!!
    Xella-Medina znów uśmiechnęła się promiennie, likwidując atmosferę niepokoju wokół siebie. Mruknęła coś w rodzaju „Nareszcie” i zniknęła z gabinetu.
    Deanne usiadła, trzęsąc się w gniewie. A może w… Nie, nigdy nie wyznałaby że ta dziewczyna budzi w niej lęk. To tylko kwestia zdolności aktorskich. Zwykła gra. Xella-Medina przecież sama z siebie nie była kimś, kogo ona mogłaby się obawiać…
    Prawda???

    blue_goth.gifŻe jak? O co biega? Po prostu sobie Miyuś spożywa batonika Danio o takim smaku. Najmożliwiej prozaicznie. Co nie zmienia faktu że od pewnego czasu trudno mi o truskawkach i czekoladzie myśleć bez podtextów (chociaż truskaweczki + bita śmietana to ponoć bardziej perwersyjny zestaw – nie wiem, nie próbowałam ;P)…

    Dwa dni podczas których byłam odcięta od blogów wydawały mi się wiecznością… A tak chciałam się tu wyładować, wyżalić… Choć może to i lepiej że piszę teraz, na spokojnie, bo wtedy może napisałabym coś czego potem mogłabym żałować. Przez ostatni tydzień tęsknota nie dawała mi spokoju i miałam taką huśtawkę nastrojów że gorzej już być nie mogło. Ale tym razem to nie była jakaś konkretna tęsknota (a czy zwykle JEST konkretna? _^_) tylko normalna (?) dobijająca samotność spowodowana tym że nie miałam komu się wygadać, a może kogo posłuchać, bo rozmowa ze mną zwykle wygląda tak że ktoś mówi a ja słucham. Fakt, codziennie spotykam koledżanki, ale to nie to samo… Właściwie jedyną spośród tych najbardziej mi niezbędnych do normalnego funkcjonowania osóbek była Satsuś, której czasem się udawało wpaść na gadulca (i chwała jej za to!!!)… I tyle. Saerie na studiach, Marcelina się gdzieś zaszywa (uczy się, czy jak?), Karcia biega po imprezach… Xel-chan też się nie pokazywał chyba od zeszłego poniedziałku, co jakaś część mnie przyjęła z niesamowitą ulgą, czując się wreszcie wolna, a inna część miała ochotę beczeć w podusię. Na wszystkie ciemne moce, dlaczego ta kreatura wywołuje u mnie wszystkie możliwe stany emocjonalne, od skrajnej radości po skrajną rozpacz??? A najfajniejsze że o tym nie wie – i całe szczęście. Przedwczoraj miałam taki moment, że o mało go nie wywaliłam ze swojego gadulca. Ale nie – oczywiście musiałam sprowokować rozmowę i po tej parominutowej rozmowie już nie beczałam nocą w podusię tylko się śmiałam jak wariatka (nyo cio, on czasem jak coś palnie…). A potem się dziwię, że Karcia mnie z nim swata, ech… _^_

    Tak czy inaczej, z deprechą koniec. Od wczoraj jestem już radosna (mimo durnej kartkówki z anglika :P) i czuję się tak lekko jak tylko się da! Znowu potrafię bez oporów zawołać „ŻYCIE JEST PIĘKNE!!!!!!” Postanowiłam że nie dam się rozpaczy przez najbliższe 1000 lat. A tęsknota? Zawsze pozostaje mi terapia w formie listów miłosnych na blogu! Zwłaszcza że ktoś toto czyta i się zachwyca ;>>> Jedyny problem w tym że pisany w tym czasie 12 odcinek DN, który miał być moją dumą, absolutnie mi się nie udał. Fakt, jeszcze go nigdzie nie wysłałam, więc teoretycznie mogłabym poprawić, ale wiem że w praktyce za Chiny tego nie zrobię… Nyo trudno, raz na wozie, raz nawozem, jak powiada przysłowie…

    Tak sobie patrzę na to co tu natworzyłam i stwierdzam że podczas okresu depresji napisałabym prawie to samo. Oprócz tego kawałka o mojej obecnej radości, mochiron. I moja opinia o pewnej osobie byłaby bardziej gorzka… Chociaż obgadywanie konkretnych osób na blogu nie idzie mi łatwo, pewnie dlatego że ktoś mógłby się doszukać jakiegoś podtekstu, a tego się właśnie boję. Są osoby które uwielbiają mnie wnerwiać w ten sposób…

    Może już na dzisiaj skończę, bo jeszcze napiszę coś czego będę potem żałować… Ech, i JA śmiem prawić Sano kazania??? _^_ Zresztą może już coś takiego napisałam, kto wie? Czas pokaże…

    P.S. Uwielbiam soundtrack z hacka!!! I „Evolution” Ayumi Hamasaki!!! I „Aka to kuro” z Noir (zresztą nie tylko ja ^___^ już parę ludków nawróciłam)!!!

    P.S.2. Czekolada + truskawki rządzą (nie mylić z żądzą! ;>~)!!!

    P.S.3. ŻYCIE JEST PIĘKNE!!!!!!!!!!!! *^___^*

    Misz-masz ^___~

    8 komentarzy

    black_goth.gifNastrój złapał i nie puszcza! Siedzę sobie przy oknie słuchając osóbki zwanej Kokia i śpiewającej śliczne nastrojowe piosenki, a za oknem kolejny wieczór… I w rozmarzaniu się nie przeszkodzą mi nawet śnieg z deszczem i mnóstwo podobnych do siebie ćwiczeń z angielskiego. Mam taką szaloną ochotę pisać… Taaak, za DN zabiorę się za moment, ale mam też ochotę popisać tutaj. Problem w tym że nie wiem co… Nic się nie dzieje…
    O! Wiem! Wsadzę tu fragmencik 8 odcinka DN, ot tak bez okazji ^___^

    – Zdaje się, że zaraz będziemy tu mieć niezły widok ^ ^ – stwierdził Xellos. Jego towarzyszka popatrzyła na niego z uznaniem.
    – Wiesz, prawda? :) – spytała.
    – Domyśliłem się ^ ^ – skinął głową – Może nie jest mi to na rękę, ale zapowiada się ciekawie… Wybacz, że nie zostanę, ale idę przygotować worek na swoją głowę ^ ^ – powiedział. Przesłał całusa Xelli-Medinie i już go nie było.
    A tymczasem Lina zaczęła zbierać resztki sił jakie w niej pozostały… Tyle by wymówić zaklęcie…
    – Potęgo, któraś jest wokół, spłyń w moje dłonie… – wyszeptała.
    – Masz jeszcze siłę, czarodziejko? – zaśmiała się stojąca nad nią Kyoree. Zel między jednym unikiem a drugim zobaczył co zamierza zrobić Lina.
    – Co się dzieje, panie Zelgadisie? – spytała zaniepokojona Amelia.
    – Zaklęcie z zapomnianej świątyni… rozgryzła je – domyśliła się chimerka.
    – Potęgo tworzenia, obróć się w destrukcję…
    Co to? nie życiowa energia natury, lecz jakaś niesamowita, potężna moc spłynęła na ręce Liny! I poczuła, że coś ją wzywa… I przypomniała sobie swój powtarzający się sen…
    – Potęgo życia, przynieś zagładę tym, którzy życia nie szanują… – kontynuowała jednak.
    I nagle przed oczami ujrzała wszystkie kolory tęczy. I w swym umyśle usłyszała a raczej poczuła:

    Czy chcesz być moimi oczami?

    Była zbyt słaba by się przeciwstawić temu wezwaniu. Ale co by zrobiła gdyby miała siłę?
    Gourry, Zel i Amelia zamarli w bezruchu z oczekiwaniem…
    Satsuki pragnęła by to się nigdy nie zdarzyło…
    Kyoree spojrzała na dziewczynę z wyraznym zaskoczeniem…
    Oblicze Xelli-Mediny przeciął paskudny uśmiech…
    Lina oddychając szybko dokończyła inkantację:
    – ŚMIERTELNY STRUMIEŃ ŻYCIA!!!!!!!!!!!!
    I stała się naturą, gwiazdami, wszechświatem, cudowną pieśnią życia, i otoczyły ją barwy tęczy, i wypełniła ją nieprzenikniona moc, a czas stał w miejscu…
    Jej przyjaciele patrzyli jak potężny strumień jasnej energii zmiata z powierzchni ziemi wszystkie Mazoku. Tylko Kyoree zdążyła zniknąć zanim energia się uwolniła.
    Po chwili, a może wieczności, wszystko wróciło do normy, a wyczerpana Lina upadła na ziemię.

    Nyo i jak? ^__~ Ten odcinek jeszcze nie został opublikowany! Pokaz przedpremierowy!!! ^____^

    Qrcze, latam po blogach i nikt nic nie pisze… Nawet komentarzy u Ae-chan coś nie przybywa, a zwykle takie pikantne rozmówki tam się toczą… ;>~
    Co zrobić żeby mieć od groma komentarzy i mieć co czytać i się chichrać?? _^_

    Wszędzie, no prawie wszędzie, no prawie na każdym blogu przeze mnie nawiedzanym, widzę co nieco o właścicielu (a raczej właścicielce ;P) napisane, łącznie z datą urodzenia, numerem buta i ulubionymi bishonenami. I zastanawiam się czy też takie cosik zrobić czy pozostać tajemnicza…

    Oki, pora na mnie, więc na zakończenie tego chaotycznego wpisu będzie mały, malutki, ale jakże przekochany wyniczek teściku…


    kaworu.jpg

    What Neon Genesis Evangelion character are you?


    I to na razie tyle… Jak ktoś ma pomysł o czym bym mogła tu napisać to niech wali jak w dym ^___~
    A ja już jeden twórczy pomysł mam… Jak go rozwinę i się skrystalizuje, to od razu będziecie wiedzieć że to właśnie TO!

    PA PAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    w_003.gifIn the sheltering shade of the forest
    Calling calming silence
    Accompanied only by the full moon
    The howling of a night wolf
    And the path under my bare feet…
    …The Elvenpath

    Coraz szybciej robi się ciemno. A ja uwielbiam patrzeć na zapadający zmierzch… O tej porze magiczne moce przejmują nade mną władzę i przestaję należeć do tej rzeczywistości. Zresztą nigdy do końca do niej nie należałam…
    Taka szkoda że nie widać gwiazd. Spytałabym je jakie tajemnice w sobie kryją, choć pewnie i tak by mi nie odpowiedziały, bo nie urodziłam się Sankatsu. Hoshi-sama nie zbudował mnie z kamienia a Sanyu-sama nie obdarowała cząstką swej mocy, ale i tak najprawdziwiej i najkompletniej czuję się w rozgwieżdżoną noc. A także wiosną, gdy wszystko budzi się do życia.

    Czuję jak magia mnie wzywa… Dokąd mam się udać tym razem? Do Tar Valon? Do Brokilonu? Do Śródziemia? Czy raczej do Starego Świata, by kontynuować tworzenie mojej kroniki? Żeby kiedyś wreszcie poznano dzieje tamtych ziem…

    A może podążyć Drogą Niepokoju?

    Come with me in the twilight…

    got55.gifOto jakie mroczne tajemnice odkrywamy na zajęciach ze słownictwa! Inna rzecz że właśnie na tych zajęciach wcale się nie nudzę, a to wieeelkie osiągnięcie _^_ Przyszłam ze szkółki w okolicach 12, posiedziałam w necie, napisałam kawałek 12 odcinka DN, zjadłam obiad i pognałam z powrotem, bo nam na 15 informatykę zarządzili – -’ Przechodzę sobie obok kiosku, zerkam, patrzę – DRAGONBALL!!! Tym razem w wersji… szachowej! Z Gohanem SSJ i małym Goku na chmurce Kinto w roli figur @_@ Nyooo, Goku i szachy, tego się w życiu nie spodziewałam…
    Zaczęła się ta sławetna informatyka. Przyszedł taki niepozorny Magister-Inżynier, wszedł…
    Wyszedł…
    Wszedł…
    Wyszedł…
    Stanął w wejściu, trochę się pokręcił…
    Wyszedł…
    Wreszcie wszedł i zaczął. Żeby Was uświadomić jak wyglądała nasza pierwsza informatyka i jak maybe będą wyglądać kolejne, naświetlę sytuację w 3 odsłonach.
    Primo
    [Magister-Inżynier wyjaśnia nam że 1 kB to 10 do potęgi 10 bajta i stwierdza że koniecznie musimy się o tym przekonać w praktyce i sobie wyliczyć]
    M-I [zawsze niemrawo]: Czy państwo pamiętają ile jest dwa razy dwa?
    My: - -’
    Secundo
    [Magister-Inżynier odkrywa przed nami że pojemność dyskietki wynosi 1457 kB]
    M-I: Uwaga, to pytanie będzie na kolokwium. Jeśli mamy dwa pliki w Wordzie, jeden 600 B a drugi 700 to czy oba zmieszczą się na dyskietce?
    Karolina [niepewnie]: Zmieszczą…
    M-I: A dlaczego???
    My:
    M-I: Bo na dyskietce jest 1457 kB! A jeśli do jednego pliku dodamy obrazek i bma teraz 250 kB więcej to się zmieszczą?
    My: - -’
    M-I: Widzę że państwo nie rozumieją, może przedstawię to na przykładzie wiadra – wiadro ma 5 litrów, wlewamy do niego 2 litry i jeden litr…
    Tertio
    ]Podczas opowiadania o nagrywaniu na CD]
    M-I: Macie państwo ulubionego piosenkarza? Macie? No, kogo? Enrique Iglesiasa!
    My: O_o
    [kurtyna]
    Na szczęście nerwy nam nie puściły i wyśmialiśmy się już PO wyjściu z klasy.

    A teraz siedzę sobie, pogrążając się w błogim lenistwie i dekadencji, ale zaraz pewnie będę dalej pisać DN, bo chcę wreszcie zobaczyć jak Xemedi-san wywija lepiej niż Jennifer Grey w Dirty Dancing! =D Ostatnio gnębienie masowe stało się jeszcze bardziej masowe, bo DN pojawiła się też u cioteczki Light =DDD
    Znowu mnie nachodzi żeby przygody Wojowniczek Poświaty przelać na papier… A są to moje osobiste Magical Girls, o których opowieść tworzę od ładnych paru lat i jeszzce nie jest na ostatni guzik zapięta… Jest mnóstwo rysunków. Miała być manga, powstało parę luźnych scenek. Miała być książka… i może wreszcie będzie?
    Ech, bredzę tu i bredzę, a Wy musicie to czytać… Lilcia kiedyś się zastanawiała czy bloga się pisze dla siebie czy dla innych. Ja ciągle uważam że dla siebie, chociaż ze świadomością że ktoś toto jednak przeczyta… Jak dotąd nikt nie wywiera na mnie żadnej presji i nie piszę nic wbrew sobie. Gdyby miało się tak stać prędzej pozbawiłabym nawiedzających mój bloczek możliwości robienia komentarzy. A tego nie zrobię, bo lubię czytać Wasze wpisiki – pasują do obecnej tu „prawie normalności” ;DDD i chcę znać Wasze zdanie o tym moim bredzeniu ;>
    Nyo, zaplątałam się ździebko, rozpisałam aż się nie poznaję, lepiej zostawić trochę natchnienia na DN ^___^
    Oyasumi!!!

    PeeSik: Już w czwartym teście na postać z Gravi wyzedł mi Hiroshi… Coś w tym musi być, ne? *^__^*

    got54.gifKim właściwie była ta piękna pani, co dzisiejszej nocy w mojej samotni mnie odwiedziła?

    Nikt nie zna ścieżek gwiazd;
    Wybrańcem kto wśród nas?
    Zapukał ktoś…
    To do mnie gość?!

    Włóczyłem się jak cień,
    Czekałem na ten dzień;
    I stoisz w drzwiach…
    Jak dziwny ptak.

    Więc bardzo proszę, wejdź,
    Tu siadaj, rozgość się
    I zradź mi, kim tyś jest,
    Madame?
    Albo nie zdradzaj mi,
    Lepiej nie mówmy nic.

    Nieśmiało sunie brzask,
    Zatrzymać chciałbym czas.
    Inaczej jest…
    Czas musi biec.

    Gdzieś w dali zapiał kur,
    Niemodny wdziewasz strój,
    Już stoisz w drzwiach…
    Jak dziwny ptak.

    Więc jednak musisz pójść,
    Posyłasz mi przez próg
    Ulotny uśmiech twój,
    Madame.

    Lecz będę czekać, przyjdź!
    Gdy tylko zechcesz, przyjdź!
    Będziemy razem żyć!
    Ja będę czekać, przyjdź!
    Gdy tylko zechcesz, przyjdź!

    I tak, dziubaski, już 30 notek wytrzymałam… Ależ ja jestem dzielna, ne? ;DDD

    got40.gifW takim byłam szoku że wszyscy dookoła chorują oprócz mnie że aż przyplątał mi się katarek… _^_ Na szczęście w swojej łagodniejszej postaci, więc funkcjonować mogę względnie normalnie. ;P Tłumaczę: na naukę za bardzo siły brak, ale na zabawę ze zwierzakami, słuchanie mp3 i powolne deprawowanie się za słaba raczej nie jestem… _^_ Nawiedzanie bloczków fanek yaoi (pozdrówcia, pysiulki! ;>*) ma na mnie o tyle zgubny wpływ że wylądowałam bodajże na Northern Lights i czytałam sobie opowiadanka (nokautujące, a te kajdanki!!! O.O) a przedwczoraj znalazłam stronkę pełną radosnej twórczości yuri – wchodzę, patrzę, a tam fiki z Sailorkami O_o w konfiguracjach: Mako + Minako, Mako + Ami, Usagi + Rei, o Haruce + Michiru nie wspomnę, bo to już standard ;P Szalona wyobraźnia fanów nie ma granic… ^^’ Jeszcze sobie pewnie do sejbrystów pójdę, tak żeby komplet był. Ale oczywiście wcale nie jestem zdeprawowana! A internet wcale nie jest jaskinią rozpusty, co to to nie!!! ;>~ Nyo, jak na razie nie wpłynęło toto na mnie aż tak zgubnie żebym miała się przerzucić na własną płeć ;P co nie zmienia faktu że moje tendencje feministyczne nie wygasły. A trwają już od dzieciństwa, kiedy to tych facetów w moim wieku dręczyłam (ale nikt mi teraz nie wierzy że się biłam z chłopakami T_T) a tych dorosłych unikałam jak ognia. Rezultat jest taki, że cała płeć męska z jaką mam obecnie styczność jest wyłącznie w necie i jest tego sztuk ze… sześć _^_ z czego dwie wpisały mi się w cykl życiowy bardzo. Bardzo bardzo. Jedna sztuka nawiedza mnie na gadulcu żeby trochę poprowokować (chociaż twierdzi że jest wprost przeciwnie, ale ja swoje wiem!) albo choćby żeby dobranoc powiedzieć ;>* a druga sztuka prowadzi bloga czytanego przeze mnie – Ajecian, jesteś świadkiem!!! – jeśli nie namiętnie to przynajmniej ochoczo ;>* Nyo i są jeszcze bishoneny z mojego pokeballa – akurat czwóreczka do brydża!
    Podsumowując, jako osóbka doświadczona przez los stwierdzam że z mężczyznami wytrzymać ciężko a bez nich też ciężko – -’ Czyli najlepiej być feministką i tyle!
    Hiehiehie, oto jakie myśli lęgną się w mojej głowie gdy jestem przeziębiona… Jeśli kiedyś przyplącze mi się coś cięższego, też tu sobie popiszę, zobaczymy co z tego wyniknie ;PPP


    • RSS