w_003.gifRenee siedziała w półmroku, ale i tak niezle widziała te wszystkie rupiecie – nie, wspomnienia – które tu zgromadziła. Wspominała swoje wygnanie i podróże po tak wielu wymiarach, przyjaciół i wrogów, których tam spotkała, wreszcie powrót do domu, objęcie tronu… nawet miłość… Czuła, że znalazła spokój i nawet imię Dai’ren – „dobra strona” już jej nie ciążyło. Kiedyś na znak buntu przeciw zaszufladkowaniu, presji, przyjęła imię Renee – „bezstronna” – taką ją znała większość tych, których w życiu spotkała. A teraz jej dzieci zechciały podzielić jej dawny los… Kay już wyruszył w świat, ale jego siostra…
Dłoń Renee trafiła na coś długiego i cienkiego – lagę zakończoną ostrzem i kulą. Przed oczami stanęła jej wojna, która przeszła do historii jako Kouma Sensou, przypomniała sobie widok martwych smoków, słowa, które wtedy mówiła… Czy miała rację?
Zbiegła do buduaru, który nazywały „babskim przybytkiem”. Jej córka właśnie siedziała na swej ulubionej pluszowej kanapie dopijając swoją herbatę.
– Więc postanowiłaś? – spytała Renee. Na twarzy czarnowłosej dziewczyny pojawił się uśmiech – właściwie nigdy z niej nie schodził, tylko zmieniał formę.
– Skoro braciszek poooszedł, to i ja mogę – stwierdziła radośnie, chociaż spokojnie.
– Wiesz ile ryzykujesz? – niepokoiła się królowa z Andromedy – Straciłaś swą moc tak niespodziewanie…
– Mamo – przerwała jej córka – o to właśnie chodzi – przestałam być Sankatsu i chcę się dowiedzieć dlaczego. Czuję, że coś tkwi głęboko we mnie i mam ochotę to odkryć i poznać – przytroczyła do pasa torbę i narzuciła na siebie fioletową pelerynkę – pamiątkę z Dekilonii.
– A jeśli to… tajemnica? – pozwoliła sobie Renee.
– To jedyna tajemnica, której nie chcę chronić, tylko poznać – jej córka uśmiechnęła się zagadkowo.
– Zaczekaj, Xello-Medino… Wez to… dla bezpieczeństwa – Renee podała dziewczynie lagę – To jest Wen’Therid, opowiadałam ci jak… został mi przekazany dla ciebie.
Dziewczyna z promiennym uśmiechem wzięła broń. Kula zajarzyła się na fioletowo.
– Chyba się lubimy. Niezły gust miał – stwierdziła. Renee uścisnęła córkę na pożegnanie.
– Tylko unikaj niebezpieczeństw… i nie daj się nikomu wykorzystać – zaśmiała się powstrzymując łzy.
– Manipulować to ja a nie mną – odparła Xella-Medina z dziwnym uśmieszkiem. Renee spojrzała na nią.
– Wiesz, córeczko, wyglądasz tak… – nagle urwała.
– …znajomo? – dokończyła Xella-Medina – Chyba będzie się trzeba kiedyś wybrać do tamtego wymiaru, tak z czystej ciekawości… – zamyśliła się na chwilę.
– Mamo…
– Tak, kochanie? – spytała królowa.
– Mogę zabrać kanapę?